fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nie ulegam panice, bo nie ma powodu

ROL
Trener polskich siatkarzy Daniel Castellani o Lidze Światowej, konflikcie z Łukaszem Żygadłą i mistrzostwach świata
[b]Rz: Mówił pan jeszcze niedawno, że chciałby pojechać do Cordoby w Argentynie, gdzie pod koniec lipca rozegrany zostanie finał Ligi Światowej. Niestety bez was...[/b]
Daniel Castellani: Byłoby miło tam zagrać, pokazać się z dobrej strony w mojej ojczyźnie, ale byli lepsi.
Nie robię z tego tragedii.
W eliminacjach wygraliśmy sześć spotkań, tyle samo przegraliśmy i w swojej grupie zajęliśmy trzecie miejsce, za Kubą, która zagra w Cordobie, i Niemcami.
[b]W Katowicach po ostatnim, wygranym spotkaniu z Niemcami był pan jednak zadowolony...[/b]
Cieszyłem się ze zwycięstwa nad mocną drużyną, jaką są dziś Niemcy, i ze znacznie lepszej gry swojego zespołu niż dzień wcześniej. Bardzo chcieliśmy zakończyć te rozgrywki miłym akcentem, należało się to polskiej publiczności. Proszę pamiętać, że podobnie jak
w ubiegłym roku awans do finału Ligi Światowej nie był dla nas celem samym w sobie. Chcieliśmy przede wszystkim wyleczyć dziewięciu zawodników mających kłopoty ze zdrowiem, by mogli zagrać w mistrzostwach świata. To one są najważniejsze w tym sezonie. Wyjazd do Cordoby kusił, ale nie przesłaniał tego, co najbardziej istotne. Udział w finale w naszej hierarchii był dopiero na trzecim miejscu. Wiem, jakie znaczenie ma w Polsce Liga Światowa, wiem, jak ważna jest dla polskich kibiców, ale wiem też, że następne mistrzostwa świata są dopiero za cztery lata.
[b]Inne cele poza awansem zostały osiągnięte?[/b]
Wszyscy są zdrowi, to cieszy najbardziej. Nie zapominajmy, że polska liga kończyła się najpóźniej, nie było czasu na wypoczynek. Wielu czołowych zawodników brało wtedy proszki przeciwbólowe, zaciskało zęby i grało. Można było zrobić to samo w Lidze Światowej, tylko nie wiem, jaki byłby efekt później.
I jeszcze jedna sprawa: wielu zawodników rok temu nie było z nami, należało ich wkomponować w grupę. Debiutantów, takich jak Patryk Czarnowski, i tych doświadczonych, jak Mariusz Wlazły czy Michał Winiarski.
[b]Winiarski jest już zdrowy?[/b]
Nic mu nie dolega, zobaczymy się 21 lipca w Spale, gdzie zaczynamy kolejne zgrupowanie.
[b]A Sebastian Świderski, który rok temu przed mistrzostwami Europy zerwał ścięgno Achillesa?
On też będzie?[/b]
Oczywiście. Nie znalazł się w składzie na Ligę Światową, bo chciałem dać mu czas na spokojne przygotowanie się do najważniejszego w tym roku wyzwania. Po ciężkim urazie nie ma śladu, Świderski szybko wrócił na boisko po kontuzji, grał w najważniejszych meczach włoskiej Serie A.
[b]Pojawiają się głosy, że za bardzo ulega pan starszym zawodnikom, godząc się na ich urlopy, gdy inni ciężko pracują...[/b]
Nie będę tego komentował. To był jeden z argumentów Łukasza Żygadły, który w telewizyjnym studiu próbował dowieść, że idziemy złą drogą. Proszę zapytać zawodników, co o tym sądzą. Dali zresztą temu wyraz w specjalnym oświadczeniu. Powiem tylko, że robimy to, co zaplanowaliśmy wcześniej. Jeśli ktoś bierze antybiotyki i musi wypocząć, to po co ma siedzieć w sali treningowej, skoro może pojechać na urlop i oddychać świeżym powietrzem. Nabierze chęci do gry, wróci i wszyscy wraz z nim będą mieli z tego pożytek. Wiem, że wpływ na takie nerwowe oceny mają porażki w Lidze Światowej. Niepotrzebnie. Ja nie ulegam panice, bo nie ma powodu.
[b]Łukasz Żygadło jednak pana mocno zdenerwował. Wyrzucił go pan z kadry...[/b]
To moja porażka, wydawało się, że mamy taki sam cel, a okazało się, że dla niego najważniejszy jest on sam, a nie drużyna. Dla tych, którzy tak myślą, nie ma miejsca w kadrze. Łukasz nie mógł się pogodzić z tym, że przegrywa rywalizację w Pawłem Zagumnym oraz Grzegorzem Łomaczem, i wybrał złą drogę rozwiązania tej sytuacji. Dlatego musiałem interweniować. Powiedziałem przy wszystkich, co o tym myślę, on nie ustąpił, więc musieliśmy się rozstać.
[b]Kto go teraz zastąpi?[/b]
To już postanowione, Fabian Drzyzga.
[b]Wierzy pan, że medal w tegorocznych mistrzostwach świata jest możliwy?[/b]
Będziemy w gronie faworytów. Tak jak Brazylia, Rosja, USA, Bułgaria, Serbia, Kuba czy Włochy. Czołówka jest liczna, a grupa pościgowa, w której są m.in. Niemcy, drużyna ogromnych możliwości, bardzo niebezpieczna. Niczego więc nie można być pewnym.
[b]Wciąż nie mówi pan po polsku...[/b]
Staram się, dużo rozumiem, ale to wciąż przeszkoda, której nie potrafię sforsować.
[b]Warszawę, gdzie pan mieszka, już pan poznał gruntownie?[/b]
Za dużo powiedziane, ale na pewno się nie zgubię. Warszawa nie jest tak ogromna jak Buenos Aires i świetnie się w niej czuję.
[i]—rozmawiał Janusz Pindera[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA