fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Hiszpania tańczy ze swoimi mistrzami świata

AFP
Dochodziła pierwsza w nocy po finale, gdy Cesc Fabregas i Carles Puyol ruszyli tak, jak skończyli mecz, w korkach i koszulkach, z powrotem na boisko
Usiedli z piwem na jednej z ławek rezerwowych, smakowali mistrzostwo, ale spokój mieli niedługo.
Otoczyli ich policjanci, wolontariusze, nawet dzieci gości honorowych finału. Puyol robił zdjęcia tym, którzy chcieli pozować z Fabregasem, i na odwrót. Drzwi do szatni tej nocy się nie zamykały. Rafael Nadal wszedł tam z flagą Hiszpanii wymalowaną na twarzy, a wyszedł już bez i z włosami wskazującymi na prysznic z piwa. Mówił, że zazdrości, powinien być mądrzejszy i zająć się futbolem, a nie tenisem.
Książę Felipe po wyjściu z szatni wolał na pytania odpowiadać bezpiecznym: „tak, tak, nie, nie”. Kamer akurat za drzwi szatni nie wpuszczono, a nikt nie chciał zdradzić, co się tam działo. Mistrzom świata z opuszczeniem Afryki się nie spieszyło. Próbowali nawet uprosić federację, żeby przełożyła lot o dzień, ale fiesta w Madrycie już była przygotowana. Zanim tam wylecieli w środku nocy, zamknęli wszystkie mundialowe rachunki.
Zapłakany Iker Casillas mówił w imieniu drużyny, że było ciężej, niż wszystkim mogło się wydawać, i jak go bolało to, co mówiono o jego narzeczonej Sarze, która pracowała w RPA dla jednej ze stacji telewizyjnych. Wywiad po meczu para zakończyła pocałunkiem.
[wyimek]Rafael Nadal mówił, że zazdrości, powinien być mądrzejszy i zająć się futbolem, a nie tenisem [/wyimek]
Chętniej oglądane były wczoraj w Hiszpanii tylko powtórki gola Iniesty i powitanie drużyny w Madrycie. Casillas wysiadł z samolotu pierwszy, z nim puchar, potem zaczęła się podróż odkrytym autobusem ulicami Madrytu, od pałacu króla przez plac Moncloa, gdzie się zbiera rząd, aż do Puente del Rey. Wcześniej, nad ranem, w połowie lotu z RPA, pobudkę zarządzili Sergio Ramos, Pepe Reina i David Villa, śpiewając piosenkę, z którą reprezentacja jechała na każdy mecz mundialu.
Holendrzy też wylądowali w Amsterdamie wczoraj. Rozczarowani straconą szansą, ciągle wściekli na sędziego Howarda Webba (FIFA wolała się skupić na piłkarzach i nie wykluczyła kar finansowych dla federacji za zbyt ostrą grę w finale).
Ale nawet tabloid „De Telegraaf” nastrój po finale podsumował tak: „W 2010 nie byliśmy wystarczająco dobrzy”. Zamiast holenderskiego strachu przed porażką futbol dostał mistrza świata, który atakuje i gra pięknie, nawet jeśli nikt wcześniej nie zdobył tytułu, strzelając tak mało bramek.
A w hiszpańskich restauracjach najsłynniejszego dania z ośmiornicy nie zamawia się już, mówiąc: „pulpo a la gallega”, tylko: „Paula poproszę”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA