fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Zupa za złotówkę

Planete
Masowo powstawały w czasach PRL, gdy władza chciała zapewnić społeczeństwu tanie jedzenie. Dziś przegrywają konkurencję z zachodnimi sieciami fast foodów
Większość barów mlecznych to zapyziałe miejsca, gdzie panie w fartuchach i czepkach na głowie od dziesięcioleci serwują te same dania. Miłośnikom filmów Stanisława Barei kojarzą się pewnie ze słynną sceną z „Misia” – miskami przykręconymi na stałe do blatów i sztućcami na metalowych łańcuchach.
Trzeba było dwóch szwedzkich reżyserek Teresy Mörbvik i Ewy Einhorn, żeby spojrzały na polskie bary mleczne z dystansem. W swoim świetnym, nastrojowym filmie pokazują fenomen tych miejsc, ale przede wszystkim dokumentują świat powoli odchodzący w przeszłość.
Opowieść rozgrywa się we wrocławskim barze Bywalec. Lokal, leżący z dala od popularnych atrakcji miasta, przyciąga przede wszystkim ludzi starszych i ubogich. Nad talerzami pochylają się zmęczone, szare twarze. Do baru wpadają bezdomni, którzy uzbierali parę groszy, i robotnicy w ubrudzonych kombinezonach. Spoglądają na wiszące na ścianie menu i kilkadziesiąt umieszczonych w nim pozycji: pierogi, schab, golonka, flaki, gulasz...
– Od złotówki można zjeść zupę. Pierogi 1,90 zł. To są naprawdę grosze. Ludzi nie stać, żeby chodzić do restauracji. Tylko w takich barach się żywią – mówi pani Danuta, szefowa Bywalca.
To ona i jej pracownicy są głównymi bohaterami filmu. Kamera zagląda na zaplecze. Pokazuje skomplikowany proces komponowania menu. – Bary mleczne powinny być tanie, szybkie i bardzo smaczne – mówi Danuta.
Bywalec dostaje regularne dofinansowanie z budżetu państwa, ale rozsądne gospodarowanie pieniędzmi, uwzględnianie cen sezonowych warzyw i mięsa to wyższa szkoła jazdy. Szefowa wie, jak to robić, i przyznaje, że gastronomia od zawsze była jej powołaniem. Bar mleczny prowadziła jeszcze przed jego prywatyzacją.
Jej prawa ręka to księgowa Dzidka. Córka Joaśka pracuje w kuchni. Mariola jest kierowcą i kucharką. Wojtek – zaopatrzeniowcem. Gdy psuje się maszyna do obierania ziemniaków – strategiczne urządzenie w lokalu – wszyscy z nożami w rękach biorą się do żmudnej roboty. Na zapleczu marzą o lepszym życiu, zagranicznych wakacjach, wygranej w totolotka... Często umordowani pracą nie odróżniają dni tygodnia. Ale wracają codziennie, by nakarmić kolejnych 400 osób. Szefowa zaś wie, że od czasów PRL świat się zmienił. Nocami remontuje lokal, by klienci chcieli przychodzić do Bywalca. – Dbam o ludzi. Żeby sobie posiedzieli, pogadali. Jak jest ładny zakład, to zostaną. Jak brzydki, uciekają. Są oczywiście McDonaldsy, ale jaka w nich jest żywność!
[i]Bar mleczny
21.45 | Planete | NIEDZIELA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA