fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nie ufam Kaczyńskiemu

Rafał Grupiński
Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Rozmowa z Rafałem Grupińskim, wiceprzewodniczącym klubu PO, członkiem sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego
[b]Czy rząd nie powinien ogłosić stanu klęski żywiołowej z powodu powodzi? Niektórzy politycy krytykują Platformę za to, że za wszelką cenę prze do wyborów.[/b]
[b]Rafał Grupiński:[/b] Nie jest to konieczne. Dramat rzeczywiście dosięga wielu osób, ale służby w państwie dobrze sobie radzą z powodzią. Oczywiście w wielu miejscach woda jest tak niszcząca, że można tylko minimalizować skutki powodzi.
[b]Jak można prowadzić kampanię wyborczą w sytuacji, gdy wielu ludzi potraciło domy? [/b]
Ta kampania i tak jest bardzo ograniczona z powodu tragedii smoleńskiej. A okres bez prezydenta nie powinien trwać zbyt długo. Jest to niezwykle istotne z punktu widzenia sprawności funkcjonowania państwa. Kampania winna być po prostu bardziej wyciszona. I wszystkim to może wyjść na dobre. Jeżeli wyborcy nie będą atakowani przez speców od marketingu politycznego, to może z większą uwagą przyjrzą się programom kandydatów na urząd prezydenta.
[b]Uważa pan, że temperatura kampanii powinna się jeszcze obniżyć? Już pojawiły się opinie pod adresem Bronisława Komorowskiego, że zamrażarka nie wygrywa wyborów. Jak rozumiem chodzi o to, że od waszego kandydata wieje chłodem.[/b]
Ta uwaga odnosiła się do powściągliwego zachowania marszałka w czasie żałoby. Moim zdaniem, jego zachowanie z tamtego okresu było właściwe, bardzo ostrożne i odpowiedzialne. Dawało ludziom poczucie pewności, że państwo jest dobrze zarządzane i że osoba, która przejęła obowiązki głowy państwa, panuje nad sytuacją, skoro potrafi panować nad sobą. Ale chłód to jest ostatnia rzecz, jaką można zarzucić marszałkowi Komorowskiemu. Każdy, kto go osobiście zna, dobrze wie, że jest to człowiek niezwykle bezpośredni, otwarty na drugiego, umiejący się dobrze porozumiewać z ludźmi, sypiący anegdotami. Czasami bywa wręcz jowialny.
[b]A co się stało, że wasza kampania była na początku niemrawa, tak jakbyście zostali w blokach startowych?[/b]
Nie chcieliśmy absorbować marszałka sprawami, które wykraczały poza jego obowiązki. Występując w dwóch konstytucyjnych rolach marszałek był wyjątkowo zajęty. Musieliśmy poczekać aż uporządkuje pierwsze sprawy jako głowa państwa i dopiero przeszliśmy do kampanii. W tym czasie PiS już aktywnie działał.
[b]Komentatorzy orzekli, że PiS ukradło wam tożsamość partii skłonnej do współpracy i kompromisu, a wy nie wiecie jak się zachować.[/b]
Nie tak łatwo ukraść nam tożsamość. PiS próbowało to zrobić już w 2005 r. Z jednej strony opowiadali o koalicji PO- PiS a z drugiej m.in. wyciągnęli „dziadka w Wermachcie”.
[b]Wyście też mówili o PO-PiS-ie.[/b]
Tak, lecz nie atakowaliśmy ciosami poniżej pasa. Chcieliśmy razem z PiS zwalczać skorumpowany układ rządzący. Ale Jarosław Kaczyński chciał sam rządzić.
[b]Mieliście też swoje spoty z Jarosławem Kaczyńskim, który tak krzyczał z telewizora, że aż niemowlę przestraszył.[/b]
To był czas kampanii wyborczej. Nie mogliśmy pozostawić ataków bez odpowiedzi. Ale nie zaatakowaliśmy pierwsi. I dlatego mamy się prawo obawiać, że w tym roku będzie tak samo - najpierw miłość, a później dziadek z Wermachtu.
[b]Na razie prezes PiS Jarosław Kaczyński nawołuje do zgody narodowej. Nie wierzy mu pan?[/b]
Nie wierzę. Znam biografię polityczną pana Kaczyńskiego i wiem, że nie zdarzyło mu się wytrwać w jednym postanowieniu zbyt długo. Wystarczy przejrzeć historię licznych środowisk, które tworzył lub likwidował.
[b]Partie były tylko dwie - Porozumienie Centrum i PiS. A pan, premier Donald Tusk i spora grupa działaczy PO byliście w trzech partiach: w KLD, Unii Wolności i Platformie Obywatelskiej. To kto jest bardziej niestały?[/b]
Ale ideowo idziemy od początku z tym samym przesłaniem. A Jarosław Kaczyński ma na swoim koncie wiele wolt politycznych: począwszy od momentu gdy zwrócił się przeciwko swojemu politycznemu patronowi Lechowi Wałęsie na początku lat 90., aż po burzliwe zarządzanie państwem w czasach koalicji z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem. To dowodzi, że ma naturę wojownika. Dla niego polityczna wojna jest na porządku dziennym. Być może z powodu traumatycznego przeżycia wyciszył się i zmienił podejście do polityki. Ale to nie potrwa długo. Nie wyobrażam sobie, żeby prezes Kaczyński po wyborze na prezydenta Polski nagle zaczął podpisywać ustawy rządowe, np. reformę służby zdrowia.
[b]W wywiadzie dla „Rz” powiedział, że jest gotów do rozmów o reformach. A w sprawie komercjalizacji szpitali powinno się odbyć referendum.[/b]
W takich sprawach nie można organizować referendum, bo byłoby ono skazane na porażkę tak samo jak referendum w sprawie podwyższenia podatków. Powtarzam, ułudą jest przekonanie, że tego rodzaju zachowanie Jarosława Kaczyńskiego w kampanii zwiastuje inny styl prezydentury niż ta z czasów Lecha Kaczyńskiego. Tragicznie zmarły prezydent nie był typem wojownika, mniej chętnie uczestniczył w konfrontacjach z rządem, a jednak był w konflikt wpychany przez swojego brata, który uważał, że skoro urząd prezydenta jest jedynym ośrodkiem władzy pod kontrolą PiS, to Lech Kaczyński powinien zdecydowanie bardziej reprezentować interesy swojego środowiska. I w sprawach czysto politycznych prezydent twardo reprezentował interes PiS. Gdyby Jarosław Kaczyński teraz zmienił swoje zachowanie, to po pierwsze zdradziłby całe środowisko Prawa i Sprawiedliwości, a poza tym doprowadziłby do całkowitego uwiądu tej partii.
[b]Dlaczego?[/b]
Bo PiS żywi się opozycją, kontrastem, manichejskim podziałem świata, czyli takim, gdzie swoi są grupą wyidealizowaną, a obcy uosobieniem zła.
[b]A Platforma się tym nie żywi?[/b]
Nie. Jesteśmy chrześcijanami, nie manichejczykami. Ale jesteśmy skazani na mocny spór, skoro mamy takich przeciwników.
[b]Skoro Jarosław Kaczyński się nie zmienił, to co z Januszem Palikotem? On też udaje?[/b]
Wytworzyła się dziwna paralelność między Januszem Palikotem a Jarosławem Kaczyńskim. Nie wiem, czy prezes PiS jest z tego zadowolony, bo Palikot jest zachwycony. Upodobnił się do prezesa PiS i podąża za nim krok w krok.
[b]Dlaczego to robi? Zamierza go ośmieszać?[/b]
Nie. Sądzę, że nie chce organizować żadnych happeningów, żeby nie zaszkodzić naszemu kandydatowi, a z drugiej strony nie potrafi żyć bez zainteresowania mediów. I wynalazł bardzo dobry pomysł, żeby znów zaistnieć w mediach, a jednocześnie nie być agresywnym.
[b]A czy stare animozje między Palikotem a Grzegorzem Schetyną poszły w kąt z powodu kampanii? [/b]
To były raczej jednostronne zarzuty Palikota. Po prostu postanowił zostać sekretarzem generalnym partii, czyli zająć miejsce Grzegorza Schetyny. Nie wiem, czy nadal ma takie plany.
[b]Chce pan powiedzieć, że Schetyna wybaczył Palikotowi to, co ten o nim wygadywał?[/b]
Kiedy trzeba, Grzegorz Schetyna potrafi mówić prawdę prosto w oczy, ale ma też dystans do samego siebie i łatwo przechodzi do porządku dziennego nad słowami innych osób.
[b]W obliczu wahania sondaży prezydenckich przyjęliście zasadę wszystkie ręce na pokład?[/b]
Wszystkie ręce na pokład to dobra zasada. A notowania marszałka, który ma sporą przewagę, akurat ostatnio wzrosły. Wierzę, że wygra wybory.
[b]Jaki jest wasz pomysł na kampanię?[/b]
Będziemy przekonywać wyborców, że Polska powinna być rządzona przez ośrodki władzy, które potrafią ze sobą współpracować i w których nie będzie lęku przed przeprowadzeniem zmian. Nie możemy się pogrążyć w sporach i blokowaniu reform, bo będziemy dreptać w miejscu. Bronisław Komorowski zapewni dobrą współpracę z rządem. Zgoda buduje.
[b]Czy tak jak premier Donald Tusk, uważa pan, że Polska może się stać drugą Grecją gdy przegra Komorowski?[/b]
Nie przypominam sobie takiej tezy. Osobiście uważam, że w takiej sytuacji wiele reform mogłoby ulec zahamowaniu. Będziemy musieli czekać całe kolejne pięć lat na zmiany. Dla rozwoju cywilizacyjnego Polski to strasznie długo. Zakładając oczywiście, że wygramy wybory w 2011 r. Do tej pory Polacy stosowali zasadę równowagi.
[b]A co będzie, jeżeli zdobędziecie prezydenturę, a PiS na zasadzie równowagi wygra wybory parlamentarne i przejmie rządy?[/b]
Nie przypuszczam, żeby tak się stało.
[b]Podobała się panu prezentacja komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego?[/b]
Jestem niezwykle zadowolony, że tak wiele znakomitości poparło naszego kandydata. Jest to najlepszy komitet poparcia, są w nim osoby zasłużone dla demokratycznej Polski, artyści, muzycy, aktorzy, sportowcy. Każde nazwisko wiele znaczy. Oczywiście wszyscy komentują niektóre wypowiedzi zaproszonych gości. Jako polonista uważam, że były one emocjonalne, osobiste, ale mieściły się w kanonie językowym. Nie było ataków ad presonam.
[b]Stwierdzenie, że lepiej zaufać kandydatowi, których wychował piątkę dzieci – czytaj Bronisławowi Komorowskiemu, niż temu, który wychował zwierzątka futerkowe, czyli Jarosławowi Kaczyńskiemu, nie było takim atakiem?[/b]
To co prawda, dosadny język, ale dopuszczalny, jeżeli nie kryje się w nim posmak wojny ideologicznej. Jestem świeżo po lekturze myśli Józefa Piłsudskiego, który równie dosadnie wypowiadał się o osobach publicznych, w szczególności o posłach.
[b]Sądząc po minie premiera Tuska, nie był uszczęśliwiony tymi wystąpieniami. Podobno był wręcz wściekły.[/b]
Z tego, co wiem, premier był zaskoczony informacjami pochodzącymi od anonimowych rozmówców, którymi posłużyli się autorzy artykułów. Był zdziwiony tym, jaki rzekomo był zły.
[b]Ale uśmiechu na jego twarzy nie było widać. [/b]
Tego nie wiem, nie było mnie w Łazienkach.
[b]Czy podziela pan hobby Bronisława Komorowskiego i chodzi na polowania?[/b]
Nie. A o ile wiem marszałek też już nie poluje. Obiecał swoim dzieciom, że na polowania będzie się wybierał wyłącznie z aparatem fotograficznym.
[b]A może jego przemiana też będzie krótkotrwała i jak wygra wybory, to wróci do starego hobby?[/b]
Nie sądzę. Bronisław Komorowski jest konsekwentny i stały w swoich decyzjach.
[i]—rozmawiała Eliza Olczyk[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA