fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Święto imperialnej Rosji

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
9 maja dla Polski wyznaczył ostateczny kres marzeń o suwerenności i niepodległości. Dlatego tego dnia polskich żołnierzy na placu Czerwonym być nie powinno – pisze publicysta
Żołnierze polscy równym krokiem maszerują wraz z rosyjskimi podczas wielkiej defilady w Moskwie; przywódcy obu państw uśmiechają się pięknie do kamer; zwykli obywatele manifestują pojednanie; dziennikarze zachwycają się pięknym gestem Rosjan, którzy po latach docenili udział Polaków w zwycięstwie nad faszyzmem – tak zapewne w naszych gazetach i telewizjach będą wyglądać transmisje wydarzeń z 9 maja.
I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że w ten sposób tracimy z oczu fakt, iż rocznica zwycięstwa nad faszyzmem wpisuje się w imperialną tradycję Rosji, która z interesami czy choćby pamięcią Polaków niewiele ma wspólnego. A nawet mocniej – w istocie jest z nią całkowicie sprzeczna. [srodtytul]Mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej[/srodtytul]
Rocznica zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej obchodzona jest w Rosji – tak jak wcześniej w Związku Sowieckim – niezwykle hucznie. I w tym też nie ma nic dziwnego. Dla Rosjan Wielka Wojna Ojczyźniana jest jednym z fundamentów ich tożsamości i dumy narodowej (zarówno sowieckiej, jak i imperialnej rosyjskiej). Według tego mitu wielki naród rosyjski, a w zasadzie wielkie narody Związku Sowieckiego – wspólnie, w patriotycznym porywie – zwyciężyły hitlerowskie demony i ofiarowały wolność zniewolonym narodom Europy Środkowej i Wschodniej. Stalin – w zależności od snującego te opowieści – jest w owym micie albo batiuszką, który poprowadził naród ku zwycięstwu, albo – co też się zdarza – kimś, pomimo kogo do owej wygranej doszło. Ale zawsze jest istotny, gdyż bez niego i bez jego decyzji (choćby tej o poszerzeniu przestrzeni wolności dla rosyjskiej Cerkwi czy o nawiązywaniu w czasie wojny do imperialnych tradycji rosyjskich) nie byłoby wielkiego pojednania narodowego ani zrywu patriotycznego. [wyimek]Trudno się zgodzić z przekonaniem, że sowieccy żołnierze (niezależnie od własnych intencji) przynieśli nam na bagnetach wolność[/wyimek] Tak opisywany mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej zawiera kilka elementów, które są całkowicie nieakceptowalne z polskiego punktu widzenia. Ale także z litewskiego, łotewskiego czy estońskiego. Otóż trudno się nam zgodzić z przekonaniem, że sowieccy żołnierze (niezależnie od własnych intencji) przynieśli nam na bagnetach wolność – a tak rozumieją te działania Rosjanie. Zajęcie Polski przez Armię Czerwoną nie było „wyzwoleniem”, było tylko zmianą okupanta. 9 maja zaś, choć dla Sowietów oznaczał koniec wojny, dla Polski wyznaczał tylko ostateczny kres marzeń o własnej suwerenności i niepodległości. Wtedy też doszło do przekazania władzy nad naszym krajem oficerom i politykom, którzy nad lojalność wobec ojczyzny przedkładali lojalność wobec ojczyzny światowego proletariatu. Takim jak generał Wojciech Jaruzelski, który notabene też na uroczystości ma się stawić. Różnicy w postrzeganiu 9 maja i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej nie są w stanie zatrzeć nawet najpiękniejsze gesty i słowa polityków rosyjskich. Usunięcie z placu Czerwonego portretów Stalina w niczym istotnym nie zmienia bowiem imperialnej narracji rosyjskiej, według której Polska (tak jak Litwa czy Łotwa) powinna być wdzięczna Związkowi Sowieckiemu za wolność i niezależność. Dla Polaków taka narracja jest absolutnie nieakceptowalna, podważa bowiem sens naszej wieloletniej walki o wolność oraz ofiary z życia nie tylko oficerów z Katynia, Charkowa i Miednoje, ale również „żołnierzy wyklętych”, którzy po „wyzwoleniu” nadal walczyli o wolność i niepodległość. [srodtytul]Nie rozmywać pamięci historycznej[/srodtytul] Jeśli tak spojrzeć na symbolikę 9 maja, trudno nie postawić pytania, co na placu Czerwonym będą robić nasi żołnierze. Świętować 9 maja? Zwycięstwo nad faszyzmem? Wielki zryw patriotyczny Rosjan (ale także Białorusinów i wschodnich Ukraińców)? O tym wszystkim oczywiście warto pamiętać, ale nie sposób zapomnieć, że w dniu tym świętuje się też „wyzwolenie” narodów, które dla Polski z wolnością nie miało wiele wspólnego. I dlatego wydaje się, że polskich żołnierzy na placu Czerwonym być nie powinno. Choćby dlatego, aby nie rozmywać polskiej pamięci historycznej i nie wpisywać się w imperialną politykę historyczną sowieckiej i postsowieckiej Rosji. [i]Autor jest redaktorem naczelnym portalu Fronda.pl, doktorem filozofii, wykładowcą Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania i Administracji w Warszawie[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA