Budżet i Podatki

W przyszłym roku spodziewany jest przełom

Ministerstwo Skarbu chce sprzedać mniejsze i większe pakiety akcji czterech grup. Czy tyle ofert w jednym czasie ma sens?
Przyszły rok może być przełomowy dla prywatyzacji polskiej energetyki. Sukces w dużym stopniu zależy od tego, czy oczekiwania resortu wobec inwestorów nie będą zbyt wygórowane. Ministerstwo spodziewa się premii za oddanie kontroli nad Eneą i Energą.
– Te państwowe grupy nie są efektywnie zarządzane, skoro wykonano tylko jeden krok w tym kierunku – przeprowadzono konsolidację – uważa Krzysztof Rozen z KPMG. – Miała ona posłużyć do restrukturyzacji, ale tak się nie stało. Trudno ocenić, czy to wystarczy, by przyciągnąć inwestorów. Oprócz zapłacenia premii za kontrolę nad firmami muszą oni jeszcze zobowiązać się do inwestycji zarówno w Enei, jak i w Enerdze.
Krzysztof Rozen wskazuje, że z powodu kryzysu nawet największe koncerny w branży ostrożnie podchodzą do kolejnych wydatków. A polskie firmy to tylko jedna z ofert, jakie pojawiają się na rynku. Dlatego trzeba patrzeć na naszą prywatyzację w kontekście Europy. Zdaniem eksperta z KPMG mamy atrakcyjne aktywa, ale nie jesteśmy pod tym względem jedyni. – Wszyscy eksperci zgadzają się jednak co do tego, że konieczna jest prywatyzacja Enei – mówi Tomasz Kwiatkowski z PwC. Może się okazać, że w zbliżonym czasie inwestorzy będą mieli do wyboru dwie oferty: gdańskiej Energi i poznańskiej Enei. – Być może Energą będą zainteresowane inne podmioty niż Eneą – mówi Tomasz Kwiatkowski. Zdaniem Krzysztofa Rozena nie należy się spodziewać dużego zainteresowania akcjami Energi. Mijający rok był wyjątkowo udany dla PGE. Pozyskała w ofercie publicznej prawie 6 mld zł, choć liczyła najwyżej na 5 mld zł. Zainteresowanie inwestorów było ogromne. Po zwiększeniu puli akcji dla osób indywidualnych redukcja zleceń wynosiła blisko 97 proc. Część ekspertów podkreśla, że termin debiutu był wyjątkowo sprzyjający. Inni uważają, że władze spółki zbyt konserwatywnie oceniły możliwe wpływy z emisji. Tym bardziej że – jak było wiadomo od początku – część pieniędzy z emisji PGE musi przeznaczyć na wykupienie od Skarbu Państwa resztówek akcji swoich spółek zależnych. Chodzi o 1,5 mld zł. Zatem na zasilenie programu inwestycyjnego firmie zostanie ok. 4,5 mld zł, podczas gdy wydatki na ten cel, przewidziane na trzy najbliższe lata, wyniosą minimum 34 mld zł. Nie udało się znaleźć inwestora dla Enei. Ministerstwo liczyło na wysyp ofert, bo chciało całkowicie oddać kontrolę nad firmą. Na dodatek wydawało się, że jest przynajmniej jeden pewny nabywca – szwedzki Vattenfall (do koncernu tego należy ok. 19 proc. akcji kupionych w ramach oferty publicznej rok wcześniej). Tymczasem do wyłącznych negocjacji wybrano tylko jedną firmę, niemiecki koncern RWE, ale na finiszu zrezygnowała ona ze złożenia ostatecznej oferty. [ramka][b]Dariusz Lubera[/b] | [i]prezes koncernu Tauron [/i] Przygotowujemy ranking inwestycji i ponowną ocenę ich opłacalności. Nie mamy złudzeń, wiemy, że temat redukcji emisji będzie ważny dla naszych inwestorów. Musimy liczyć się z ryzykiem z tym związanym, ale i realizować inwestycje węglowe. To paliwo jest dziś najtańsze i dostępne. Nie zamierzamy nikomu obiecywać, że przestawimy się zupełnie na OZE, choć i w tej sferze mamy ciekawe plany. Do odtworzenia mocy nie wystarczy budowa farm wiatrowych i jednego bloku gazowego, bo to da nam poniżej tysiąca megawatów mocy. Kluczowe znaczenie dla naszej pozycji rynkowej ma utrzymanie mocy wytwórczych na podobnym poziomie jak obecny. Chcemy, by nasz potencjał produkcyjny wynosił około 5,5 tys. megawatów.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL