Publicystyka

Czy ciemny lud to kupi?

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Premier w tej operacji użył rządu: wymienił ministrów, zatrzymał inne prace gabinetu, by szybko uchwalić ustawę hazardową. A jego podwładni stanęli na głowie, by wprowadzić chaos w pracach komisji śledczej – kulisy największej operacji marketingowej III RP odsłania publicysta „Rzeczpospolitej”
O co chodzi w aferze hazardowej? To jedna wielka pisowska awantura. Kto był w nią zamieszany? Jak to kto? Kamiński, Kaczyński, Gosiewski. No i Wassermann z Kempą. Tak można streścić przekaz największej chyba manipulacji propagandowej w wolnej Polsce, jakiej dokonano na nas, wyborcach. Po opublikowaniu słynnych już stenogramów Platforma Obywatelska przeprowadziła ogromną mistrzowską operację z dziedziny marketingu politycznego. Cała partia – jak jeden mąż – uczestniczyła w tej manipulacji.
Przypomnijmy ciąg wydarzeń. Po publikacji w „Rzeczpospolitej” stenogramów podsłuchanych przez CBA rozmów nastąpiło kilka dni ciszy i dość chaotycznych wystąpień. Ujawnienie stenogramów było dużym ciosem dla Platformy. Reakcja społeczna okazała się bardzo silna, pierwszy raz tak silna od objęcia przez partię Donalda Tuska władzy. W partii wywołało to szok. Nikt nie wiedział, jak reagować, co mówić, wyglądało na to, że idzie prawdziwa katastrofa. Ale po chwili ktoś przygotował i zaczął realizować plan kontrakcji – rozpoczęła się niezwykle konsekwentna i perfekcyjnie przeprowadzana operacja na emocjach i umysłach wyborców.
[srodtytul]Wskazanie wroga[/srodtytul] Pierwszym krokiem było odcięcie premiera od afery. Donald Tusk mówi: „wszystko trzeba wyjaśnić”, i dokonuje radykalnych, szokujących zmian w rządzie. Usuwa wszystkich, którzy mogli mieć jakikolwiek związek ze sprawą. Szokujący to ruch dlatego, że do tej pory szef rządu jak ognia unikał roszad na ministerialnych fotelach. A tu taka rewolucja. Pojawiła się też dopełniająca ten ruch retoryka: PiS z CBA przystąpiły do wojny z Platformą Obywatelską, dlatego wszystkie siły trzeba przerzucić do parlamentu, bo tam odbędzie się wojna. Głównym problemem przestaje być to, dlaczego Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki rozmawiali w ten sposób z Janem Koskiem i Ryszardem Sobiesiakiem. Teraz najważniejszym problemem dla Polski jest wytoczona rządowi przez CBA i PiS wojna. Jest wróg – gromadźmy się razem, mobilizujmy się do walki z nim! W ten sposób przeprowadzono dwa zabiegi naraz: jeden to deklaracja Tuska: może i byli w Platformie jacyś podejrzani, ale ja ich wszystkich usunąłem, bo u nas nie ma dla takich miejsca. Drugi zabieg: tak naprawdę problemem nie są nasze błędy, ale działania naszych wrogów. Premier ogłosił, że jest wojna. To musiało zrobić wrażenie, bo do tej pory mówił o miłości. Tak wyrazista zmiana języka musiała wywrzeć wrażenie. I dziennikarze, zamiast dociekać, co robili Chlebowski, Drzewiecki i inni politycy PO, zaczęli pisać analizy o wojnie i strategiach. A skoro jest wojna, to jest potrzebny wróg. Tolerowany do tej pory Mariusz Kamiński staje się z dnia na dzień tym najbardziej złym. Wczoraj jeszcze chcieliśmy mieć szefa CBA, który nie jest z naszego środowiska, dziś już wiemy, że ten ktoś prowadził jednak partyjną walkę. Najpierw pojawiają się miękkie pytania o rolę Kamińskiego, następnie pytania ostrzejsze. Potem twarda retoryka, że Kamiński jest partyjnym działaczem. Niedawny szef CBA, którego mimo wszystko Tusk szanował, z dnia na dzień stał się – jak powiedział poseł PO Andrzej Halicki – człowiekiem, dla którego „partnerem powinien być prokurator, a nie państwo”. Padają pierwsze zarzuty, że Kamiński kłamie. [srodtytul]Likwidacja Kamińskiego[/srodtytul] Kiedy opinia publiczna oswaja się z tym przekazem, sam premier po kilku dniach może powiedzieć wprost, że Kamiński jest funkcjonariuszem PiS. Tusk pyta, czy taki człowiek powinien dalej kierować CBA. Gdy te słowa nie wywołują protestu, premier idzie jeszcze dalej. Mówi, że szef CBA działał na polityczne zamówienie Jarosława Kaczyńskiego. Mówi to o tym samym Kamińskim, którego przez dwa lata akceptował na stanowisku. Zarzuty z każdym dniem są coraz mocniejsze. Atak coraz twardszy. Aż wreszcie Donald Tusk ogłasza: „Z punktu widzenia państwa sytuacja jest dziś krytyczna. Albo rządzić będzie szef CBA, albo premier”. I decyzja. Tak, w tej sytuacji trzeba wyrzucić Kamińskiego z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zostaje powołany nowy szef CBA. Od razu przystępuje do boju i wyciąga dokument – przygotowane w Biurze za rządów PiS niewiele znaczące omówienie doniesień medialnych, w którym pada nazwisko Przemysława Gosiewskiego. Życzliwi dziennikarze ów dokument nazywają analizą CBA. Sławomir Nowak wzmacnia ten przekaz, mówiąc o „analizie Mariusza Kamińskiego”. Manipulacja na całego. Kilka tygodni później nowy szef CBA składa na Mariusza Kamińskiego doniesienie do prokuratury. Akcja „utopić Kamińskiego” musi dojść do kluczowego momentu, koniecznie zanim stanie on przed komisją śledczą. Trzeba odebrać mu wiarygodność, zanim publicznie wygłosi swoją wersję wydarzeń. Więc komisja – oczywiście zupełnie przypadkiem – odwleka przesłuchanie Kamińskiego. Szef służby, która pod jego kierownictwem wytropiła aferę hazardową, staje się przedmiotem zainteresowania prokuratury, pewnie zostanie oskarżony. Tymczasem Zbigniew Chlebowski wraca do Sejmu. [srodtytul]Rząd walczy z hazardem[/srodtytul] Jednocześnie robi się wszystko, by pokazać, że Platforma nie ma nic wspólnego z branżą hazardową. Ba! – PO walczy z hazardem. A wręcz – walczyła od dawna. Premier wykonuje mistrzowski ruch – zgłasza radykalny pomysł na ograniczenie hazardu w Polsce. Projekt ustawy powstaje w ekspresowym tempie. Szef rządu spotyka się z szefami klubów parlamentarnych. Kierunek jest słuszny, wiec trudno projekt krytykować. Nawet ci komentatorzy, którzy na co dzień nie chwalą Platformy, popierają projekt. Ustawa staje się sprawą wagi państwowej. Ważniejszą niż kryzys, KRUS i tysiące innych rzeczy. Dla rządu – nagle, z dnia na dzień – priorytetem stała się walka z hazardem. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś jeszcze pamiętał, skąd to całe zamieszanie – w swoim pierwszym przemówieniu po wybuchu afery premier zadeklarował, że zrobi wszystko, by sprawę wyjaśnić. Opowiada się za powołaniem komisji śledczej. [srodtytul]Ośmieszanie komisji[/srodtytul] Skoro Platforma nie boi się prawdy, to niech się zgodzi, by w skład komisji wchodziło po jednym przedstawicielu wszystkich ugrupowań, tak by koalicja rządząca nie miała większości – proponuje opozycja. Jeśli deklaracje premiera są szczere, niech jego partia pozwala innym badać sprawę. Na to jednak nie ma zgody. Ma być proporcjonalnie. Bo taki układ daje Platformie większość. Do komisji wchodzi trzech posłów PO, dwóch PiS oraz po jednym PSL i SLD. Koalicja PO – PSL może robić, co chce. Pada propozycja, by wobec tego szefem komisji był ktoś z opozycji. Na to też nie ma zgody. Szef musi być z Platformy. Zostaje nim poseł PO Mirosław Sekuła. Szybko okazuje się, że nie ma nawet zgody na to, by jego zastępcą był człowiek PiS. Prezydium jest więc dwuosobowe. Sekuła może robić, co chce. [wyimek]Czy wyborcy pewnego dnia się zorientują, jakiej operacji dokonuje się na ich umysłach?[/wyimek] Kolejne kontrowersje to przedmiot prac komisji i czas jej działania. Ich wybór pokazuje, o co tak naprawdę chodzi Platformie. Komisja nie będzie się zajmować tylko grzechami polityków PO, ale ma sprawdzić też działalność poprzednich ekip rządzących – mimo że ujawniony niedawno skandal dotyczył wyłącznie polityków partii Tuska. Ale politycy PO uznali, że teraz trzeba zbadać wszystko. Choć przez poprzednie miesiące i lata nie zauważali problemu. To wszystko komisja ma wyjaśnić w ciągu czterech miesięcy. Nikt nie ma wątpliwości, że to niemożliwe. Zwłaszcza że szef komisji i zasiadający w niej politycy PO robią wszystko, by rozpoczęcie jej prac opóźnić. Nie chcą się zgodzić na przykład na przesłuchanie Mariusza Kamińskiego. W komisji trwa cały czas spór, a politycy Platformy goszczący w mediach niemal w każdym wywiadzie mimochodem rzucają, że komisje śledcze niczego nigdy nie wyjaśniają i że to jeden wielki bałagan. Wewnątrz komisji obstrukcja, na zewnątrz – dyskredytowanie jej. [srodtytul]Przekierowanie uwagi na PiS[/srodtytul] Kolejnym elementem w tej wielkiej operacji socjotechnicznej jest zainteresowanie opinii publicznej Prawem i Sprawiedliwością. Podsyca się dyskusje o roli w aferze hazardowej Przemysława Gosiewskiego, Zyty Gilowskiej, a nawet... Jarosława Kaczyńskiego. Pada wniosek, by doprowadzić przed komisją do konfrontacji Jarosława Kaczyńskiego z Mariuszem Kamińskim! Mimo że między ich wypowiedziami nie było żadnych sprzeczności. Wniosek jest pod każdym względem nonsensowny, niemożliwy do przeprowadzenia, ale warto go rzucić. Na pewno do polityków PiS coś się przyklei – zgodnie z zasadą, którą wprost wyłożył kiedyś Janusz Palikot. Członkowie komisji z PO idą dalej. Ostro i zdecydowanie. Zgłaszają wniosek o wykluczenie z prac komisji członków PiS – Zbigniewa Wassermanna i Beaty Kempy, którzy – pełniąc funkcje rządowe – musieli kiedyś zaopiniować projekty nowelizacji ustawy hazardowej. To już szczyt absurdu. Ale dwójka posłów PiS zostaje z komisji usunięta. Podejrzenia co do polityków Platformy mają śledzić niemal wyłącznie politycy Platformy. Tym razem media wyjątkowo zgodnie krytykują ten pomysł. Nawet „Gazeta Wyborcza” nie wytrzymuje. A Platforma jest – jak zawsze – wrażliwa na głosy opinii publicznej. Najpierw za pośrednictwem Janusza Palikota dystansuje się od tego pomysłu. Palikot mówi, że premier był wściekły. Ładny zabieg. Dobry i uczciwy premier reaguje zawsze, gdy dzieje się zło. Zamieszanie trwa dalej. Mijają tygodnie, ale nie przesłuchano jeszcze żadnego ważnego świadka. I tak trwać będzie pewnie jakiś czas. Tak długo, aż sytuacja nie stanie się korzystna dla Platformy. Operacja „odkręcanie afery hazardowej” była chyba największym przedsięwzięciem marketingowym tego typu w historii polskiej polityki. Zakrojonym na wielką skalę. Premier użył do niej swojego rządu: wymienił ministrów, zatrzymał inne prace gabinetu, by uchwalić ustawę antyhazardową. Jego podwładni stanęli na głowie, by wprowadzić chaos w pracach komisji śledczej. A wszyscy zgodnie tłumaczyli w pierwszym etapie akcji, że tę wojnę wywołało PiS. Teraz – w drugim etapie – podkreślają, że afera hazardowa rozpoczęła się za rządu PiS. Wniosek? Winne wszystkiemu jest Prawo i Sprawiedliwość. Na razie wszystko idzie pięknie, po myśli Donalda Tuska i jego kolegów. Teraz pytanie brzmi: czy wyborcy pewnego dnia się zorientują, jakiej operacji dokonuje się na ich umysłach? Mówiąc słowami, których miał użyć (choć twierdzi, że ich nie wypowiedział) pewien znany polityk PiS: czy ciemny lud to kupi?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL