Komentarze

Czy chrześcijanie zasługują na obronę

Dominik Zdort
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Wiadomość o kilku anarchistach pobitych przez policję trafia na pierwsze strony gazet, a potem przez wiele dni jest analizowana i komentowana w mediach elektronicznych
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/12/09/dominik-zdort-czy-chrzescijanie-zasluguja-na-obrone/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Informacje o rzeziach chrześcijan – a tylko w ubiegłym roku zginęło ich z powodów religijnych 170 tysięcy – nie są tematem godnym podobnego zainteresowania. Artykuły na ten temat większość pism wstydliwie chowa na dalekich stronach. Filmów poświęconych męczeństwu chrześcijan robi się niewiele. A nawet te, które powstają, są pomijane. Nie zna żadnego takiego filmu nawet dyrektor warszawskiego festiwalu filmowego poświęconego prawom człowieka, działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Cóż – żyjemy w czasach, w których chrześcijanie kreowani są na nietolerancyjnych despotów dążących do narzucenia innym swojej wiary i filozofii. Za narzędzie chrześcijańskiej dominacji Europejski Trybunał Praw Człowieka ostatnio uznał krzyż wiszący na szkolnej ścianie we Włoszech. A w Polsce usiłowano nam wmówić, że przejawem nietolerancji jest wliczanie stopnia z religii do średniej ocen na maturze. A skoro chrześcijanie są tak niebezpiecznym agresorem, to czy rzeczywiście zasługują na obronę?
Rozmaite organizacje i fundacje, sądy i trybunały problemu nie dostrzegają. Niestety, to także wina samych chrześcijan, coraz bardziej skłonnych do przyznawania racji swoim wrogom – dla świętego spokoju. Większość Kościołów, z katolickim na czele, uznała, że ważniejszy jest kompromis niż publiczne dawanie świadectwa, ważniejszy dialog niż obrona wiary. Chrześcijaństwo – jak mówi nam dziś prof. Andrzej Zoll – przeszło do defensywy. Stało się wygodnym chłopcem do bicia i powoli traci zdolność do obrony swoich wartości. We współczesnym świecie za pośrednictwem globalnych mediów ścierają się w jednej chwili tysiące sprzecznych głosów, interesów i interpretacji. Aby być słyszanym, trzeba mówić donośnym głosem i bez skrępowania. Tak jak robią to geje i lesbijki, pacyfiści i ekolodzy. Nie wystarczą nawet najbardziej dramatyczne opowieści misjonarzy w parafialnych salkach, nie wystarczą makabryczne relacje w niszowych religijnych stacjach radiowych. Dlatego Kościół powinien głośno domagać się ochrony dla swoich wiernych ze strony organizacji międzynarodowych, powinien żądać wsparcia od stowarzyszeń broniących praw człowieka. Bo chrześcijanin to też człowiek.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL