fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

W Platformie poprawia się pogoda dla konserwatystów

ROL
Eliza Olczyk
Po kryzysie wywołanym przez aferę hazardową grupa, która była na marginesie PO, wzmacnia swoją pozycję
Jarosław Gowin w młodości grał w piłkę nożną w drużynie juniorów. – Stałem na bramce, bo nie bałem się obrywać piłką, niestety, doznałem kontuzji, która złamała mi karierę i serce – mówi.
Ze względu na tę młodzieńczą pasję Gowin, rocznik 1961, wydaje się idealnie pasować do PO rządzonej przez zapalonych piłkarzy amatorów. Ale w rzeczywistości niewiele go łączy z grupą partyjnych liberałów, którzy rozgrywają regularne mecze piłkarskie. Po pierwsze, nie należy do ich drużyny, a po drugie, jest konserwatystą.
Złośliwi twierdzą, że jest jedynym przedstawicielem skrzydła konserwatywnego PO. Rzeczywiście, tzw. starych konserwatystów, którzy są w Platformie od początku, pozostało niewielu i dotąd mieli niewielki wpływ na to, co się dzieje w partii. Ale to się zmienia: w nowych władzach Klubu PO ukonstytuowanych po ujawnieniu afery hazardowej konserwatyści mają aż dwóch przedstawicieli: Ireneusza Rasia i Mirosława Sekułę.
[srodtytul]Cicho jedziesz, dalej zajedziesz[/srodtytul]
– Osób o konserwatywnych poglądach jest w naszym klubie kilkadziesiąt, widać to przy okazji głosowań nad sprawami światopoglądowymi, kiedy nie ma dyscypliny partyjnej – mówi Antoni Mężydło, który w poprzedniej kadencji należał do PiS. Ale zastrzega: – Formalnie nie tworzymy żadnej frakcji.
Pod konserwatywnym projektem ustawy o in vitro autorstwa Jarosława Gowina podpisało się blisko 70 osób. Ale w ponad 200-osobowym klubie nie było wówczas dobrego klimatu, by ten projekt popierać. Ówczesny szef klubu Zbigniew Chlebowski z błogosławieństwem ścisłego kierownictwa partii forsował liberalny projekt przygotowany przez Małgorzatę Kidawę-Błońską.
Konserwatyści PO nie organizują sformalizowanych zebrań całego skrzydła. Jeżeli się spotykają, to raczej według klucza towarzyskiego. I najchętniej działają według zasady – cicho jedziesz, dalej zajedziesz.
– Gdyby chcieli organizować formalne zebrania, to na pewno szybko spotkaliby się z szykanami, np. odsuwano by ich od zabierania głosu na posiedzeniach Sejmu czy prowadzenia projektów ustaw – uważa Paweł Piskorski, lider Stronnictwa Demokratycznego, kiedyś jeden z czołowych polityków PO.
– Ale to my stanowimy w tej chwili najsilniejsze środowisko w Klubie Platformy – mówi jeden z konserwatystów. I wylicza: wcześniej był dwór Donalda Tuska, wokół którego skupiała się część posłów, ale premier go rozbił, i widać, że politycy z tego środowiska nie bardzo wiedzą, co teraz ze sobą zrobić. Byli ludzie skupieni wokół Chlebowskiego, ale to środowisko też jest rozbite z powodu odejścia lidera. Grupa posłów zebrała się wokół Janusza Palikota, lecz to osoby, które sympatyzują z nim ideowo, ale nie współpracują.
Swoje środowisko zaczął teraz budować nowy szef klubu Grzegorz Schetyna, ale idzie mu to opornie, bo wszyscy zastanawiają się, czy Tusk wydał na niego wyrok śmierci, czy też pozwoli mu żyć na zesłaniu w Sejmie. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nie zbudował zaś sobie zaplecza.
– Więc tak naprawdę pozostajemy tylko my i władze klubu mają już świadomość, że zaczynamy się liczyć – twierdzi nasz rozmówca.
[srodtytul]Pomorzanie i krakusy[/srodtytul]
Matecznikiem konserwatystów Platformy jest Pomorze.
– PO od początku była budowana jako połączenie dwóch środowisk – liberałów i konserwatystów ze Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego – opowiada Maciej Płażyński, jeden z założycieli partii, dziś poseł niezrzeszony. – Uważałem, że konserwatyści powinni być silniejszym skrzydłem, dlatego moim warunkiem przystąpienia do tego projektu w 2001 r. było wejście do PO całego SKL. Niestety, jak się okazało, siły nie były wyrównane. Liberałowie byli zwartą grupą grającą na Tuska, a po drugiej stronie byłem ja, sfrustrowany Jan Rokita, coraz bardziej dystansujący się od nas Bronisław Komorowski i reszta SKL patrząca, co z tego wszystkiego wyniknie.
Zaraz po wyborach w 2001 r. Artur Balazs odszedł z PO, wyprowadzając z klubu kilku posłów. A że było to na samym początku docierania się obu środowisk i zdobywania przez nie przyczółków, konserwatyści na starcie zostali znacznie osłabieni.
[wyimek]Osób o konserwatywnych poglądach jest w naszym klubie kilkadziesiąt - mówi Antoni Mężydło, poseł PO[/wyimek]
Jaka była przyczyna tego rozłamu w łonie konserwatystów? – Konflikt z Rokitą – wspomina Płażyński. – Balazs w pewnym momencie uznał, że Rokita nie reprezentuje SKL, tylko siebie, a Tusk i Schetyna skrzętnie to wykorzystali, żeby grupę Balazsa wypchnąć z partii i osłabić konserwatystów.
Mimo odejścia części SKL, a potem i samego Płażyńskiego, pomorscy konserwatyści ciągle stanowili silne środowisko.
– Otoczenie Donalda Tuska nieustannie próbowało ich osłabić, np. przy okazji wyborów samorządowych zmuszano lokalne władze, by akceptowały na listach na radnych kandydatów Tuska – uważa Piskorski.
Ostatecznie udało się to dopiero wówczas, gdy prezydent Sopotu Jacek Karnowski zaczął mieć kłopoty z prawem.
– Zostaliśmy do tego stopnia osłabieni, że po raz pierwszy na czele pomorskiej PO ma stanąć liberał – martwi się jeden z polityków, mówiąc o planach, by organizacją wojewódzką pokierował Sławomir Nowak, bliski współpracownik Tuska.
W takiej sytuacji dziś najbardziej aktywni politycy ze skrzydła konserwatywnego to krakusy z Gowinem na czele.
[srodtytul]Indywidualista i młodzik[/srodtytul]
Jarosław Gowin wyraźnie aspiruje do roli lidera skrzydła konserwatywnego. To jemu grupa zawdzięcza, że w nowych władzach klubu ma aż dwóch przedstawicieli. Wynegocjował to, sam rezygnując z zasiadania w prezydium klubu.
W poprzedniej kadencji to on pierwszy powiedział, że PO powinna w przyszłości rządzić z PSL, z czego wielu się nabijało.
Na początku tej kadencji Sejmu zasiadał w prezydium Klubu PO, ale szybko trafił do zarządu partii. – To był tzw. kop w górę – twierdzi część polityków PO. Chodziło o to, by Gowinowi, który otwarcie krytykował niektóre decyzje władz, zamknąć usta.
Konserwatyści uważają jednak, że Gowin na lidera się nie nadaje. – Jest ambitny, ale ostrożny i słaby w politycznych grach – mówi poseł drugiego szeregu. – Najpierw zaatakował liderów partii, że siedzieli tyłem do ekranu podczas emisji filmu o Beacie Sawickiej (byłej posłance PO oskarżonej o korupcję – red.) i dlatego nie wzięli go sobie do serca, a przed wyborami szefa klubu poparł Schetynę, przez co dostał on o wiele więcej głosów, niż wynikało to z nastrojów w klubie.
Część konserwatystów uważa też, że Gowin jest indywidualistą. – Nie stanie się klamrą spinającą prawą stronę PO i nigdy nie wyznaczy nam celu – mówi jeden z rozmówców „Rz”. – A są wśród nas tacy, którzy otwarcie mówią, że chcą władzy.
Mowa o krakowskim pośle Ireneuszu Rasiu. Raś, rocznik 1972, uchodzi za osobę zdecydowanie broniącą swoich poglądów. Jego starszym bratem jest ks. Dariusz Raś, osobisty sekretarz kard. Stanisława Dziwisza. Do dziś politycy opowiadają, jak podczas dyskusji na temat aborcji krakowskiemu posłowi nie spodobały się słowa premiera i wyszedł z klubu, trzaskając drzwiami.
Od kilku lat Raś organizuje w Wielkim Poście dni skupienia dla polityków PO. Ale posłowie nie widzą w nim kandydata na lidera. Dlaczego? Bo jest za młody.
[srodtytul]W poszukiwaniu lidera[/srodtytul]
Liderem konserwatystów z racji stażu politycznego i wysokiej pozycji mógłby być Bronisław Komorowski. Jednak politycy z tej grupy już dawno przestali na niego liczyć, a sam Komorowski według nich świadomie się od tego skrzydła oddalił.
– Bronek nigdy nie był ryzykantem, zawsze wolał dostosować się do sytuacji, niż pójść na
barykady – twierdzi Płażyński.
– Komorowski to nasze największe rozczarowanie – mówi jeden z konserwatystów. – Liczyliśmy na to, że będzie nas wspierał, a on trzyma stronę Palikota. Chyba liczy na to, że po następnych wyborach powstanie w Sejmie koalicja PO – SLD, a on w takim układzie zostanie premierem. Ale ta koalicja nigdy nie powstanie. Chyba że po naszym trupie.
Wielu konserwatystów chciałoby widzieć w roli lidera grupy Marka Biernackiego, pomorskiego posła, byłego szefa MSWiA w rządzie Jerzego Buzka. Ale Biernacki w partii pozostaje w cieniu – w ostatnim czasie jedyną eksponowaną jego funkcją było szefowanie komisji śledczej ds. Olewnika.
Gdy w ostatnich tygodniach Schetyna rozmawiał z potencjalnymi kandydatami na swoich zastępców, Biernacki był umówiony na jedno z ostatnich spotkań. – Nie pcham się do tego rozdania – miał powiedzieć kolegom.
Co miał na myśli? W przyszłym roku wybory samorządowe i prezydenckie przetasują rząd i PO. Wtedy Donald Tusk może szukać nowych współpracowników.
Czy grupie konserwatystów uda się objąć rządowe stanowiska? Najpierw muszą obronić pozycję na Pomorzu i grać bardziej zespołowo. A potem mogą zawalczyć o wpływ na partię.
Maciej Płażyński nie wierzy jednak w taki scenariusz. – Konserwatyści są w odwrocie, starają się utrzymać skrzydło, mogą się pokazać podczas głosowań, ale nie mają wpływu na decyzje partii – ocenia. – Nie wierzę, że zawalczą o swoje, bo jak się siedzi pod butem, to się spod niego nie wychodzi.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorek [mail=e.olczyk@rp.pl]e.olczyk@rp.pl[/mail], [mail=d.kolakowska@rp.pl]d.kolakowska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA