Publicystyka

Platformersi po przejściach

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Od Chlebowskiego do Tuska. Przez Gowina, który zakwitł jak kwiat paproci w noc świętojańską, i Schetynę, który chce zauroczyć dziennikarki łobuzerskim uśmiechem - publicysta "Rz" prezentuje mały atlas polityków PO
[srodtytul]Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki[/srodtytul]
Nonpersons, czyli platformerskie nieosoby. Po dymisji zniknęli jak kamfora i w Sejmie się nie pokazują. Jak długo może trwać taka "wewnętrzna emigracja"? Obaj – co istotne – do poniedziałku zachowali status posła i członka PO. Dopiero w poniedziałek Zbigniew Chlebowski sam się zawiesił w prawach członka klubu i partii. Przypomnijmy, że senatora Tomasza Misiaka natychmiast wyrzucono z klubu, choć podejrzenia go dotyczące były znacznie słabsze. Mało kto zwrócił też uwagę, że Chlebowski natychmiast po wybuchu afery zaczął dyskretnie zabiegać o rehabilitację, wysyłając do mediów list otwarty, w którym swoje feralne rozmowy z szemranym biznesmenem sprowadził do zwykłego zbiegu okoliczności. Grzegorz Schetyna ujawnił ostatnio w TVN, że przy przemeblowywaniu władz klubu konsultował się także z Chlebowskim. "Grześ" wyraża nadzieję, że jego poprzednik na stanowisku szefa klubu sam "będzie miał szansę opowiedzieć tę historię". Czyżby oznaczało to, że – gdy prokuratura nie znajdzie żadnych dowodów na złamanie prawa – Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki powrócą do łask? Za inspirację zapewne posłuży slogan ukuty przez przyjaciół Romana Polańskiego: "oni już wystarczająco się nacierpieli".
[srodtytul]Jarosław Gowin[/srodtytul] Rozkwitł chwilę po wybuchu afery hazardowej jak kwiat paproci w noc świętojańską. W najtrudniejszej pierwszej fazie afery stał się twarzą PO, która uwiarygadniała slogan: "wszystko zostanie wyjaśnione do końca". Potem Gowin podżyrował tezę, że Kamiński zastawił na premiera pułapkę. Skąd to wiedział? Pewnie uwierzył na słowo ludziom premiera. [wyimek][b]Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/semka/2009/10/26/platformersi-po-przejsciach/" "target=_blank]blog.rp.pl/semka[/link][/b][/wyimek] Nie bardzo wiadomo, co Tusk obiecał Gowinowi w zamian za wsparcie w najgorszych chwilach po wybuchu afery hazardowej. Wzmocnienie jego pozycji w Klubie PO? Włączenie go do ścisłego centrum decyzyjnego partii?Tak czy inaczej ambitny krakus nie zyskał nic. Szefostwo klubu objął Schetyna, a dumny Gowin wzgardził pozycją jednego z jego ośmiu zastępców. Ten gest, jak się zdaje, uraził Schetynę, który miał skomentować odmowę Jarosława Gowina słowami: "mnie odmawia się tylko raz". W ten sposób Gowin nadal jest politycznym singlem, choć politycy utożsamiani z jego linią – Mirosław Sekuła i Ireneusz Raś – weszli koniec końców do prezydium klubu. Ludzie Palikota niechętni Jarosławowi Gowinowi głoszą, że czeka on na wynik prac komisji śledczej i gdyby na jaw wyszły następne brudy PO, będzie mógł przejść do ofensywy pod hasłem odnowy Platformy. Ciekawe, czy po nocach znów mu się śni Jan Rokita – wspaniały, konserwatywny sokół zadziobany przez przyjaciół z Platformy? [srodtytul]Rafał Grupiński i Sławomir Nowak[/srodtytul] Wygnańcy z rządowego raju. Obaj służyli w Kancelarii Premiera Donaldowi Tuskowi, ale była między nimi istotna różnica. Grupiński zawsze był wierny przede wszystkim Schetynie, a dopiero potem Tuskowi. Nowak dla odmiany swoją pozycję u boku premiera wypracował sobie jeszcze w Gdańsku sam. Po objęciu władzy przez PO ponoć rywalizowali o dostęp do ucha premiera. Gdy Schetyna został przesunięty przez Tuska do Sejmu, Grupiński – jak żony XIX-wiecznych rosyjskich rewolucjonistów – zdecydował się towarzyszyć mu na zesłaniu. Aby utrzymać równowagę między frakcjami, Tusk posłał wraz z nimi Nowaka.Stugębna plotka głosi, że to właśnie Sławomir Nowak zrobił Grzegorzowi Schetynie psikusa i powiadomił TVN o jego przyszłej dymisji, gdy były wicepremier – nie spodziewając się niczego złego – jechał właśnie do studia tej telewizji. Teraz obaj będą się nudzić na sejmowych korytarzach. To degradacja po czasach, gdy przesiadywali u boku premiera, błyskotliwie doradzając mu, jak robić opozycję w konia. Grupiński pewnie w jakimś stopniu odnajdzie się jako consigliere nowego szefa Klubu PO – pewnie obaj już piszą scenariusze zamienienia komisji hazardowej w wodewil. Gorzej ma Nowak. Otrzymał funkcję wiceszefa Klubu PO tylko dlatego, że zażądał tego Tusk. Nie wróży to najlepiej jego współpracy ze Schetyną. Jeszcze gorzej mają ludzie Nowaka w Trójmieście. Mieli ambitne plany dotyczące wyborów samorządowych, ale w nowej sytuacji pewnie będą musieli je zweryfikować. [srodtytul]Bronisław Komorowski[/srodtytul] Kiedy afera hazardowa dopiero się rozkręcała i pojawiły się głosy, że Donald Tusk zrezygnuje ze startowania w wyborach prezydenckich, Komorowski już był w ogródku, już witał się z gąską – licząc na to, że zastąpi premiera w roli kandydata PO. Gdy się okazało, że Tusk na aferze nie traci, Komorowski zniósł to mężnie, potwierdzając w ten sposób, że jest mistrzem robienia dobrej miny do każdej gry. Trudno jednak przypuszczać, że zesłanie Grzegorza Schetyny do Sejmu go uszczęśliwiło. Dotychczas to marszałek był głównym rezydentem PO podczas operacji na tym terenie. Teraz mamy sytuację typu "dwa grzyby w barszcz". [srodtytul]Janusz Palikot[/srodtytul] Największy beneficjent platformerskiego trzęsienia ziemi. W odróżnieniu od Jarosława Gowina uznał: "wiceszef Klubu PO – to brzmi dumnie", i zamierza najjaśniej błyszczeć na tle pozostałej siódemki kolegów z prezydium. Polityczny sztukmistrz z Lublina wrócił też na stanowisko szefa komisji "Przyjazne państwo". Czy pamiętacie państwo, za co je utracił? W styczniu tego roku Donald Tusk z marsową miną zapowiedział ukaranie Palikota za nazywanie posłanki Gęsickiej polityczną prostytutką. Ale troskliwi koledzy nie dopuścili, aby kara była zbyt okrutna – przenieśli go jedynie ze stanowiska szefa na wiceszefa komisji. Teraz nawet tę symboliczną karę mu cofnięto, choć Palikot nie zmienił się ani trochę. W sobotę na zjeździe młodzieżówki PO wzywał: "zanieście PiS świńskie ryje". Niedawno ogłosił także, że całe kierownictwo PiS powinno trafić do więzienia. No ale przecież skoro wszyscy już się do Palikota przyzwyczaili, to po co Platforma dalej ma krzywdzić swoje "tarczę i miecz"? [srodtytul]Grzegorz Schetyna[/srodtytul] Po bolesnej przeprowadzce z MSWiA do Sejmu otrzepał się z kurzu – jak kreskówkowy kot Dżinks po upadku – i zaczął służyć partii na nowym odcinku. Znów jest w centrum wydarzeń, oswoił Palikota, dał po nosie Gowinowi. Rozpoczął misję rozwadniania komisji do badania afery hazardowej. Bez cienia skrępowania ogłosił, że szefem komisji śledczej musi być ktoś z koalicji rządzącej, a najlepiej z PO. Teraz musi zapobiec rozpoczęciu współpracy w komisji przez opozycję z PiS i SLD. W nieco dalszej perspektywie czeka go walka o zdobycie dla PO największych metropolii w wyborach samorządowych. W krótszym planie priorytetem jest zauroczenie sejmowych dziennikarek jego słynnym łobuzerskim uśmiechem. [srodtytul]Mirosław Sekuła[/srodtytul] Wielka nadzieja Platformy. Został wiceszefem klubu, a już niedługo będzie także szefem komisji hazardowej. Jasno daje do zrozumienia, że partii nie zawiedzie, odważnie zapowiadając, że nie dopuści do konfrontacji Donalda Tuska z Mariuszem Kamińskim. Na bezstronnego śledczego pozować nie zamierza, już ogłosił, że w aferze hazardowej PiS "jednoznacznie legitymizowało podkładanie bomby pod premiera przez szefa służby specjalnej". Właściwie raport końcowy z prac komisji mógłby napisać już teraz, ale podobno Schetyna przekonał go, by jeszcze trochę poczekał. Jako konserwatysta Mirosław Sekuła słucha autorytetów, więc – choć niechętnie – prośbom "Grzesia" ponoć dał się przekonać. [srodtytul]Donald Tusk[/srodtytul] Alfa i omega wszelkich platformerskich kombinacji. Poseł PO Sławomir Nitras chwali go za wygnanie z kancelarii wzajemnie konkurujących ze sobą dworaków, ale nawet jeden z tych wygnanych – Sławomir Nowak – stwierdził (całkiem na poważnie), że Tusk jest "dotknięty przez Pana Boga geniuszem". Podkochujące się do niedawna w urokliwym Sławku sekretarki wieszczą po cichu jak Kasandra: oj, pożałujesz jeszcze ty Tusku wygnania tych pomysłowych wisusów. Rzeczywiście, w przedpokoju gabinetu Tuska zrobiło się pusto po eksmisji Schetyny, Grupińskiego i Nowaka. Kto w ich miejsce ma wymyślać nowe wisty przeciw "Kaczorom"? Tomasz Arabski? Wolne żarty. Sam Igor Ostachowicz może nie wystarczyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL