Społeczeństwo

Tysiące chętnych do zabicia premiera

Silvio Berlusconi
AFP
Włoski minister spraw wewnętrznych zażądał usunięcia bijącej rekordy popularności strony na Facebooku „Zabijamy Berlusconiego”
Gdy we środę włoskie media zasygnalizowały istnienie takiej strony, było na niej 11 tysięcy wpisów. W czwartek było już 22 tysiące wpisów, w tym wiele z zagranicy – po angielsku. Propozycja zbiórki pieniędzy na wynajęcie płatnego mordercy to najprostsza metoda. Inni puszczali wodze fantazji. Sprawa trafiła do głównego wydania wieczornych wiadomości telewizyjnych
[srodtytul]Podjudzanie do morderstwa?[/srodtytul] Minister spraw wewnętrznych Roberto Maroni zwrócił się do Facebooka o likwidację strony i zapowiedział wytoczenie sprawy o podjudzanie do morderstwa. W odpowiedzi opiekun strony zmienił jej tytuł na „Zabijamy politycznie Berlusconiego”. Jest nim Alberto Raul, który zamiast swego zdjęcia zamieścił w okienku fotografię Renata Curcio, założyciela Czerwonych Brygad – lewackiej organizacji terrorystycznej lat 70., która zamordowała kilkaset osób, w tym przywódcę chadecji Alda Moro. W wywiadzie dla gazety „La Repubblica” tłumaczył, że to tylko prowokacja w imię prawa do wygłupu.
Jednak te żarty przyjmują makabryczną postać. Na przykład Claudio proponował, by najpierw wyciąć Silvio Berlusconiemu powieki i przed oddaniem strzału w czoło nasikać mu na oczy. Giovani chciałby Berlusconiego publicznie ukamienować. Francesco uważa, że trzeba premiera przywiązać do łóżka i zagłodzić, a jego powolną śmierć pokazywać na żywo w telewizji. Marco jest za prostszym rozwiązaniem: premiera trzeba bez ceregieli zabić szpadlem. Pomysł tak się spodobał, że podpisało się pod nim ponad 300 osób. Rozpętała się ogólnowłoska dyskusja o brutalizacji polityki, bo nikt nie ma wątpliwości, że makabryczna strona na Facebooku i jej popularność to efekt uboczny ostrego konfliktu politycznego i kampanii nienawiści wobec premiera Berlusconiego prowadzonej przez opozycję, jej media i lewicowe elity intelektualne. Z apelem o umiar do obu stron politycznej barykady zwrócili się Kościół, prezydent Giorgio Napolitano i redakcja najbardziej wpływowego włoskiego dziennika „Corriere della Sera”. Na próżno. [srodtytul]Kampania lewicy[/srodtytul] Lewicowa „La Repubblica”, która jest intelektualnym zapleczem opozycyjnej Partii Demokratycznej, przypomniała, że na Facebooku skazano już na śmierć ponad 2500 osób, od trenera Interu Mediolan Jose Mourinhna po prezydenta USA Baracka Obamę, więc nie ma się czym przejmować. Natomiast komentator dziennika tłumaczył, że Berlusconi jest sam sobie winien, bo podkopał zaufanie Włochów do polityków i instytucji, więc teraz sięgają po niekonwencjonalne i „antypolityczne” środki. Nie wszystkich to przekonuje. Media przypominają, że nie dalej jak tydzień temu Matteo Mezzadri, koordynator koła Partii Demokratycznej w Modenie i aktywista partyjnej młodzieżówki, napisał na swojej stronie na Facebooku: „Wielkie nieba! Czy to możliwe, że nikt nie jest w stanie posłać Berlusconiemu kulki w łeb?”. Z kolei wydawnictwo Noubs w Chieti ogłosiło konkurs literacki na powieść „Noc, w którą umarł Silvio Berlusconi”, a miliony Włochów już obejrzały film Bernardo Carboniego „Shooting Silvio” (2006) czy demonizującego Berlusconiego „Kajmana” Nanniego Morettiego. Prawicowi politycy i komentatorzy nie mają wątpliwości, że strona „Zabijamy Silvio” to logiczna konsekwencja przemyślanej politycznej kampanii włoskiej lewicy wspieranej przez lewicowych intelektualistów. Wskazują, że z jednej strony podczas wieców politycznych lewicy Berlusconi porównywany jest z Mussolinim i Hitlerem, a z drugiej żaden show Daria Fo czy Roberta Begniniego albo przedstawienie kabaretowe nie mogą się obyć bez nierzadko wulgarnych ataków na premiera. W telewizji publicznej RAI co dzień można obejrzeć publicystyczne egzorcyzmy odprawiane nad Berlusconim. Wynika z nich, że premier jest śmiertelnym zagrożeniem dla demokracji, oszustem, złodziejem i mafiosem, może pedofilem, a na pewno pariasem i symbolem totalnego bezguścia. [srodtytul]Wciąż popierany[/srodtytul] Nawet szara eminecja włoskiej lewicy, były premier Massimo D’Alema podczas odbywającego się obecnie kongresu Partii Demokratycznej oświadczył, że antyberlusconizm jako linia polityczna okazał się błędem i należy podjąć z centroprawicą merytoryczną dyskusję o sprawach ważnych dla kraju. Trudno się dziwić tej analizie, skoro Partia Demokratyczna, stawiając na antyberluscońską kartę, przegrała trzy razy z rzędu wybory. Co więcej, mimo hałaśliwej kampanii wokół skandali obyczajowych premiera popiera go nadal od 58 do 65 proc. Włochów. Lewica i na to ma odpowiedź: Berlusconi ogłupił ich swoją telewizją. Umberto Eco tak się za to na swoich rodaków obraził, że zagroził wyjazdem z kraju. Złośliwi podnoszą, że włoska lewica postanowiła eksportować swoją kampanię za granicę. W środę Parlament Europejski odrzucił rezolucję zgłoszoną przez włoskich lewicowych europosłów, z której wynikało, że Berlusconi krępuje wolność słowa. Szef opozycyjnej partii Włochy Wartości Antonio Di Pietro wykupił stronę w gazecie „International Herald Tribune”, na której ostrzegał, że Włochom grozi powrót faszyzmu. Maria Giovanna Maglie, ceniona komentatorka dziennika „Il Giornale”, jest przekonana, że coraz ostrzejsza kampania przeciw Berlusconiemu, w tym strona na Facebooku, to wyraz rosnącej frustracji włoskiej lewicy, która ciągle odchodzi od urn wyborczych z kwitkiem. Obawia się, że w podsycanej atmosferze nienawiści do premiera ktoś naprawdę może zdecydować się na zbrodniczy krok. Kilka lat temu w Rzymie pewien młodzieniec zdzielił Berlusconiego statywem aparatu fotograficznego w głowę. [i]Piotr Kowalczuk z Rzymu[/i]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL