Wiadomości

Po walce wracam na wesele

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Tomasz Adamek o sobotnim pojedynku w Łodzi z Andrzejem Gołotą i przenosinach na stałe do wagi ciężkiej
[b]Rz: Nie jest już pan mistrzem świata wagi junior ciężkiej. Tak bez żalu oddał pan pas organizacji IBF, choć nie było go przecież łatwo zdobyć. Widziałem z bliska pana dramatyczny pojedynek o ten tytuł z Amerykaninem Stevem Cunninghamem...[/b]
Tomasz Adamek: Długo o tym rozmawiałem z Ziggym Rozalskim, moim doradcą i przyjacielem. Proszę mi wierzyć, nie było sensu dłużej trzymać tego pasa na półce, szczególnie gdy walka z Gołotą była już pewna. Będziemy się przecież bić o tytuł międzynarodowy IBF, a to wiązałoby się z zapłaceniem tej organizacji regulaminowej kary w wysokości 25 tysięcy dolarów, gdybym chciał tamten, znacznie ważniejszy pas, zatrzymać i odłożyć na później rewanżowe starcie z Cunninghamem. [b]Ze sportowego punktu widzenia taki rewanż byłby logiczny.[/b]
Ale nie z biznesowego. Cunninghama nie chcą oglądać, więc telewizje nie płacą dużo za walki z jego udziałem. A ja nie będę się bił za grosze. Dlatego zdecydowałem się szukać silniejszych rywali w wadze ciężkiej. Być może z Cunninghamem spotkamy się kiedyś w tej właśnie kategorii. Przecież on też zbija sporo kilogramów, więc nie byłoby to dla niego problemem. [b]Są jeszcze inni mistrzowie w junior ciężkiej, Panamczyk Guillermo Jones (WBA), Włoch Giacobbe Fragomeni (WBC) i Niemiec Marco Huck (WBO). Dlaczego nie dążył pan do unifikacji tytułów?[/b] Jones to zawodnik Dona Kinga, a z nim na pewno się nie dogadamy. Tak samo jak z Niemcami, którzy będą teraz chronić Hucka przed takimi jak ja. A Fragomeni ma inne plany, będzie walczył z Węgrem Zsoltem Erdeiem. Ale to nie jest najważniejsza przyczyna. Ważę 98 kilogramów, czuję się znakomicie i nie zamierzam już zbijać wagi, bo głęboko wierzę, że w ciężkiej też dam sobie radę. [b]Ale był pan trochę zaskoczony wiadomością, że nie jest już mistrzem świata?[/b] Mimo to ufam, że Ziggy Rozalski, zapewne po rozmowach z Kathy Duvą i Main Events (współpromotor Adamka – przyp. j.p.) podjął w moim imieniu dobrą decyzję. [b]W 2005 roku po zaciętej walce w Chicago pokonał pan Australijczyka Paula Briggsa i zdobył tytuł mistrza świata w wadze 175 funtów (79,3 kg). Pomyślał pan, że cztery lata później będzie już pięściarzem wagi ciężkiej?[/b] Nie przyszło mi to nawet do głowy, ale teraz wiem, że do wagi ciężkiej trzeba po prostu dorosnąć. Wtedy był to dla mnie kosmos, choć ważyłem przecież znacznie więcej, niż wynosi limit kategorii półciężkiej. Zbijałem 6 – 7 kilogramów. [b]Wcześniej, jeszcze w czasach amatorskich, walczył pan w wadze średniej – 75 kg. Jak to możliwe?[/b] Głodowałem, cały czas myślałem tylko, co mogę zjeść, a czego nie mogę, ale i tak miałem nadwagę, i to najczęściej sporą. Teraz wreszcie mogę jeść, co chcę, napić się wody, kiedy mam ochotę. Zawodnik zbijający wagę nie myśli o walce, tylko o czekającym go ważeniu, bo wie, że później będzie mógł zaspokoić głód. To jest dla niego najważniejsze. [b]Kiedy poznał pan Gołotę?[/b] W 2005 roku. Trenowałem tam, gdzie on, w słynnym Windy City Gym w Chicago. [b]Od razu miał pan ochotę przetrzepać mu kiedyś skórę?[/b] Ależ skąd. Raz tylko otarłem się wtedy o wagę ciężką, gdy na treningu stanąłem w ringu ze sparingpartnerem Gołoty. Facet był czarny, duży i ciężki, ale jakoś dałem sobie radę. [b]Lubi pan walczyć z cięższymi od siebie?[/b] Moje sparingi wyglądają tak od dawna. Mali przychodzą i szybko uciekają. Bobby Gunn, z którym stoczyłem swoją ostatnią walkę, też uciekał do chwili, kiedy nie został poddany. To nie ma sensu. W ciężkiej liczę na prawdziwe ringowe wojny. [b]Z kim, z braćmi Kliczko? Są przecież wyżsi o głowę, znacznie ciężsi, silniejsi. Jak chce pan z nimi wygrać?[/b] Do walk z Kliczkami jeszcze daleka droga, ale wiem, że można ich pokonać. Oczywiście jeśli się poddasz przed wejściem na ring, to nie masz szans, co pokazali ostatnio Chris Arreola czy Rusłan Czagajew, ale kto wie, jak zachowaliby się ukraińscy bracia, gdyby ruszyli na nich Mike Tyson czy Evander Holyfield, w swoich najlepszych czasach. [b]Oglądał pan walki Gołoty z Riddickiem Bowe?[/b] Oglądałem, dobry był, przyznaję. Ale lata lecą, już taki nie jest, choć będę musiał uważać, bo jeden cios może wszystko zmienić. [b]Wie pan, jak przygotowywał się Gołota do walki z panem?[/b] Nie interesują mnie przygotowania rywali, ale zawsze jakieś informacje do mnie docierają. Chyba wiem, czego się mogę po nim spodziewać. [b]Ma pan jakieś niespodzianki dla Andrzeja?[/b] Dwa – trzy miesiące przygotowań nie stworzą nowego boksera, ale myślę, że zaskakująca dla Gołoty może być moja szybkość. Siła też, potrafię mocno uderzyć, o czym mówili sparingpartnerzy, a on tego się nie spodziewa. [b]Będziecie walczyć w rękawicach firmy Everlast. Wyglądają na małe, aż trudno sobie wyobrazić, jak swoje potężne pięści zmieści w nich Gołota. Pan ma mniejsze?[/b] Może i mniejsze, ale twardsze. Lubię Everlasty, choć to broń obosieczna. Używam ich od czasu pierwszej walki z Briggsem. Wiem jedno: jak czysto trafię, to przewrotka murowana. Cunningham trzykrotnie padał po takich ciosach. [b]Gołotę stać na faule, czasami brutalne. Nie boi się pan?[/b] Gdybym się bał, to zostałbym w domu. Będę walczył na dystans, wtedy mogę być spokojny, że mnie nie ugryzie i nie kopnie. Od klinczów będę się trzymał z daleka. [b]Tym razem zrezygnował pan z pobytu w Wiśle, którą wybrał Gołota. Dlaczego?[/b] W moim pustym domu w Gilowicach mam wszystko, co potrzebne pięściarzowi na kilka dni przed walką. A za płotem jest dom mamy, gdzie zawsze mogę liczyć na smaczny posiłek. [b]Pańskiej żony tym razem zabraknie przy ringu?[/b] Została z dziećmi, które chodzą w New Jersey do szkoły, musi też przypilnować remontu zakupionego niedawno domu. Ja tu przyjechałem tylko do pracy. We wtorek lecę do USA, do rodziny. [b]A co będzie pan robił zaraz po walce?[/b] Wracam do Gilowic, na wesele córki mojej siostry. Zacznie się w sobotę, skończy rano w poniedziałek. Mam nadzieję, że będę się na nim bawił w szampańskim humorze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL