Terroryzm

Zamach w Beludżystanie

„Konferencja jedności” między sunnitami i szyitami w Piszin zakończyła się masakrą (zdjęcia z telewizji irańskiej al Alam)
AL ALAM/AFP
Zginęło co najmniej 35 osób, głównie członków Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej
Wśród zabitych w prowincji Sistan-Beludżystan byli zastępca dowódcy sił lądowych gwardii generał Nur Ali Szu sztari, lokalny dowódca generał Radżab Ali Mohammadzadeh, a także kilku innych wysokiej rangi oficerów. Wiele osób zostało rannych.
Do ataku doszło w niedzielę w mieście Piszin nad granicą pakistańską. Spotkanie przedstawicieli gwardii, która jest zbrojnym ramieniem rządzących krajem ajatollahów, oraz miejscowych przywódców plemiennych miało służyć przygotowaniu „konferencji jedności” zamieszkujących ten region i tradycyjnie poróżnionych ze sobą sunnitów i szyitów. Wśród uczestników spotkania znalazł się terrorysta-samobójca, który miał na sobie ładunek wybuchowy. Prokurator prowincji Mohammad Marziah oświadczył, że odpowiedzialność za dokonanie zamachu wzięła na siebie sunnicka grupa Dżundallah. Ale niektórzy irańscy politycy twierdzą, że była ona jedynie „wykonawcą amerykańskiego zlecenia”.
Zdaniem przewodniczącego irańskiego parlamentu Alego Laridżaniego atak „był rezultatem działań Stanów Zjednoczonych” oraz „widomym znakiem wrogości Ameryki wobec naszego kraju”. – Pan Obama mówił, że wyciągnie do Iranu rękę, ale tą akcją sparzył sobie dłoń – powiedział Laridżani. W podobnym tonie wypowiedział się m.in. Aladdin Borudżerdi, szef parlamentarnej komisji bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej. – Wrogowie rewolucji islamskiej, zwłaszcza Stany Zjednoczone, są głównym sponsorem siatek terrorystycznych – powiedział. Natomiast Gwardia Rewolucyjna w specjalnym oświadczeniu stwierdziła, że terrorystów sprowokowali do działania „światowi aroganci” – jak w Iranie określa się kraje Zachodu. Irańskie MSZ wezwało też pakistańskiego charge d’affaires, aby zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu terytorium jego kraju przez terrorystów. „Ministerstwo Spraw Zagranicznych uważa, że istnieją dowody na to, iż osoby, które przygotowały zamach, dostały się do Iranu przez Pakistan” – poinformowała państwowa Press TV. Dżundallah (znana też jako Ludowy Ruch Oporu Iranu) działa głównie w Beludżystanie. Liczy podobno około tysiąca bojowników. Według własnych danych ruchu jego działalność doprowadziła już do śmierci ponad 400 irańskich żołnierzy. Według niektórych informacji Dżundallah może mieć powiązania z al Kaidą. Amerykańska telewizja ABC jeszcze w 2007 roku twierdziła jednak, że ruch jest potajemnie wspierany przez Stany Zjednoczone. Jej zdaniem to Waszyngton „wskazuje cele” ataków w Iranie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL