Historia

Ręczne karabiny maszynowe

Por. Leopold Lis-Kula prowadzi kontrnatarcie w kulminacyjnym momencie bitwy pod Kostiuchnówką
Rzeczpospolita, MS Marek Szyszko
Zbrojownia tamtych lat
Śmiercionośną skuteczność ciężkich karabinów maszynowych podczas I wojny światowej mocno ograniczał ich ciężar, sprowadzając je głównie do roli defensywnej. O tym, że karabiny maszynowe znakomicie sprawdzają się w ataku, przekonała wojna rosyjsko-japońska, gdzie atakujących żołnierzy cesarskich wspierały kroczące za nimi cekaemy strzelające ponad głowami ogniem pośrednim. Podobnie starali się czynić Niemcy na początku I wojny światowej. Ze względu jednak na gabaryty, a zwłaszcza kłopotliwą, ciężką podstawę, takie wykorzystanie cekaemów było wyjątkowo niewygodne. Poza tym istniał problem ciągłego uzupełniania wody w chłodnicach – jedynie francuski hotchkiss chłodzony był powietrzem, co w warunkach frontowych nie zawsze było możliwe (z braku wody często oddawano mocz do cylindrów).
Wszystko uległo zmianie z chwilą upowszechnienia się na polu walki ręcznych i lekkich karabinów maszynowych, które ogień automatyczny uczyniły znacznie mobilniejszym. Dały one niespotykaną siłę ognia nacierającej piechocie i umożliwiły efektywną obronę dopiero co zajętych pozycji wroga. Okazały się doskonałym orężem zwalczającym stanowiska ciężkich karabinów maszynowych. Inauguracja jednego z najsłynniejszych erkaemów w historii – Chauchat wz. 15 kal. 8 mm (Fusil Mitrailler CSRG Mle1915) – nastąpiła podczas ofensywy nad Sommą. Francuska broń, chociaż przez wielu uznawana za najgorszy karabin maszynowy wszech czasów, bez wątpienia zapewniła Francuzom, a potem także Amerykanom, którzy ją zaadaptowali, znaczną przewagę. Chociaż chauchat, działający na zasadzie długiego odrzutu lufy, był kapryśny i opracowany w wielkim pośpiechu, miał jedną zasadniczą zaletę – niewielką wagę; dzięki temu mógł się nim posługiwać jeden żołnierz (chociaż sekcja rkm liczyła dwóch), w dodatku prowadząc ogień nawet w ruchu. Karabin zasilany był z półkolistego pudełkowego magazynka z 20 nabojami.
Anglicy wprowadzili na uzbrojenie znacznie efektywniejszą broń – erkaem Lewis, który działał na zasadzie odprowadzania gazów prochowych przez boczny otwór w lufie i zasilany był z bębnowego magazynka mieszącego 47 nabojów. Oba karabiny – francuski i angielski – chłodzone były powietrzem i zaopatrzone w dwójnóg, pierwszy ważył ok. 9 kg, drugi 12 kg. Zalety takiej broni docenili także Niemcy, nie stworzyli jednak niczego rewolucyjnego i poprzestali na odchudzeniu swojego ciężkiego karabinu maszynowego – Maxima MG 08. Tak powstał lekki karabin maszynowy MG 08/15 kal. 7,92 mm. Konstrukcja uległa bardzo niewielkim zmianom, po prostu dodano drewnianą kolbę, a prawie 40-kg podstawę saneczkową zastąpiono dwójnogiem. Sposób chłodzenia pozostał bez zmian – do cylindra trzeba było wlewać 4 litry wody, zrezygnowano natomiast z pompki, która utrzymywała wodę w ruchu, zapewniając tym samym lepsze chłodzenie. Aby umożliwić stosowanie broni podczas ruchu, taśmę nabojową schowano do dołączanego z prawej strony cylindrycznego zasobnika, poza tym dodano pas nośny. Ilość maximów 08/15 stopniowo wzrastała, pod koniec wojny przypadało ich już sześć na kompanię piechoty. Elkaem 08/15 pozostał ciężki – około 20 kg wraz z wodą – i bardzo niewygodny. Nic przeto dziwnego, że wojacy kajzera bardzo chętnie wykorzystywali zdobyczne alianckie erkaemy, wydając nawet specjalne instrukcje zawierające wskazówki odnośnie do działania i użytkowania. [i]Michał Mackiewicz, pracownik naukowy Muzeum Wojska Polskiego [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL