Kraj

Nocny kłopot ratowników

Zaledwie 13 spośród prawie 100 lądowisk dla śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest naprawdę bezpiecznych
W czasie akcji ratowania górników z kopalni Wujek-Śląsk i przewożenia ich do szpitala w Siemianowicach Śląskich, śmigłowiec lądował na terenie Polskiego Związku Łowieckiego.
– Wyjątkowo dostaliśmy od Związku zgodę na lądowanie – mówi „Rz” Justyna Wojteczek, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Wcześniej informował, że nie jest w stanie zagwarantować śmigłowcom bezpieczeństwa, bo na tym terenie znajduje się strzelnica. W czasie strzelania do lotek pojawiało się poważne zagrożenie. Musieliśmy się z tego lądowiska wycofać – opowiada. Niestety, nie jest to sytuacja wyjątkowa. Dlatego w Polsce na potęgę buduje się w tej chwili nowe lądowiska dla śmigłowców ratunkowych. Inwestują nawet te szpitale, które chwaliły się, że lądowisko już mają. Ale okazuje się, że stare instalacje nie są przystosowane do całodobowej pracy.
Problemu nie było, dopóki ratownicze śmigłowce mogły latać jedynie w dzień. Jednak do Polski trafią przed końcem roku nowe śmigłowce Eurocopter, którym wolno wozić pacjentów także w nocy. – Chcemy, żeby pierwsze maszyny trafiły do Gdańska, Płocka, Szczecina i Krakowa. Już zawiadomiłem wojewodów, że muszą wyznaczyć odpowiednie lądowiska – mówi Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Przecież nie ma sensu wprowadzanie nocnych dyżurów śmigłowców, jeśli nie będą miały gdzie lądować po zmroku. Na razie aż 80 miejsc, w których stale lądują śmigłowce, nie ma akredytacji Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Na lądowiskach najczęściej brakuje nocnego oświetlenia – tak jest np. w szpitalu w Legnicy, który właśnie instaluje nowy sprzęt. Szpital w Wałbrzychu otworzył kilka miesięcy temu oświetlone lądowisko z systemem lamp dolotowych (ułatwiają lądowanie). Dostosowanie lotniska do wymogów bezpieczeństwa może kosztować nawet milion złotych. Szpitale wydają na to głównie pieniądze unijne. – Dlatego procedura się przeciąga. Wnioski są skomplikowane, dyrekcje szpitali opracowują je same albo wynajmują firmy konsultingowe. Nie wszystkich na to stać – tłumaczy Gałązkowski. Ale światła to niejedyny problem. W świdnickim Latawcu oświetlone lądowisko działa od dwóch lat, a akredytacji nadal nie ma. – Załatwiamy formalności. Do uzupełniania zostały nam już tylko detale, np. wycięcie samosiejek z terenu lądowiska – mówi dyrektor Jacek Domeyko. Robert Krajczy, dyrektor szpitala w Nysie, po czteroletniej batalii o lokalizację lądowiska postanowił przenieść je... na dach szpitala. – Ekspertyza wykazała, że stropy mają odpowiednią wytrzymałość. Problemem są przepisy, które nie pozwalają na utworzenie lądowiska na dachu – mówi Krajczy. – Rozwiązania można skopiować, choćby przejąć od Czechów – mówi Krajczy. – Problem ma nie tylko szpital w Nysie, ale i inne starsze szpitale. Rozmawiamy o rozwiązaniach z Urzędem Lotnictwa – mówi Gałązkowski.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL