Sylwetki

Nie zrezygnujemy z polskich fabryk

Rodzinna firma powstała w 1930 r., w 1987 r. kupuje markę Indesit, wchodzi też na giełdę w Mediolanie. Dzisiaj należą do niej również marki Hotpoint-Ariston czy Scholtes. Ma 17 fabryk, z czego cztery w Polsce, w naszym kraju działa od dziesięciu lat. Zatrudnia 17 tys. pracowników, produkuje 15 mln sztuk sprzętu AGD rocznie, ubiegłoroczne przychody wyniosły 3,2 mld euro.
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
- Zanim zdecydowaliśmy się na uruchomienie fabryk w Polsce, przeprowadziliśmy wiele analiz - mówi Andrea Merloni, wiceprezes Indesit Company, drugiego co do wielkości producenta sprzętu AGD w Europie
[b]"Rz":[/b] Często słyszymy, że polskie fabryki Indesitu są najbardziej efektywne, regularnie pojawiają się też pogłoski, że kolejne zakłady we Włoszech i Wielkiej Brytanii będą zamykane. Czy ich produkcja trafi do naszego kraju?
[b] Andrea Merloni:[/b] Zainwestowaliśmy już w Polsce ponad 250 mln euro – nasze zakłady są nowe, a więc działają w najwyższych technologiach. Są też większe niż nasze fabryki w innych krajach. W ubiegłym roku zamknęliśmy w Wielkiej Brytanii trzy zakłady, rozpoczęliśmy też przenoszenie do Polski produkcji jednej z włoskich fabryk. Dogadaliśmy się też ze związkami, aby mimo to utrzymać jej pracę. Ten etap jest zamknięty, nie mamy nowych tego typu planów. Aby zwiększyć produkcję w Polsce, musimy teraz czekać na ożywienie na rynku i koniec kryzysu. [b]Czy nie jest tak, że związkowcy blokują oczywiste ruchy – produkcja tam, gdzie jest taniej?[/b]
To nie jest tylko i wyłącznie kwestia kosztów pracy. Istotne są koszty logistyki, od komponentów do finałowego produktu. Porozumienie ze związkami zakłada utrzymanie konkurencyjności części produkcji we Włoszech, ale istotna jej część trafiła do Polski. Nie zawsze ma sens przenoszenie produkcji tylko tam, gdzie jest tanio. W przypadku naszej branży koszty transportu są znaczące, dlatego zakłady w kilku krajach mają sens. [b]Indesit jest liderem na Ukrainie, a tam zakładów nie macie. Gdy zaczynaliście inwestycje w Polsce dziesięć lat temu, koszty pracy były znacznie niższe niż teraz, ale teraz Ukraina czy także już należąca do UE Rumunia są tańsze. Może dla oszczędności przeniesiecie zakłady jeszcze dalej?[/b] Mamy już dwa zakłady w Rosji produkujące na potrzeby tego rynku, a to nie jest taka łatwa sprawa, żeby z kraju do kraju przenieść produkcję. Trzeba budować nowe zakłady, a starych przecież nikt nie kupi. Poważne firmy nie zmieniają strategii co rok, co najwyżej można w perspektywie dziesięciu lat. Konkurencyjność nie wynika tylko z kosztów pracy, ale też z wydajności, możliwości znalezienia odpowiednich pracowników i ich kwalifikacji. Także system edukacji w danym państwie oraz jego stabilność polityczna, waluta i infrastruktura. Podstawą jest jednak dostępność dostawców. Jeśli nawet chcielibyśmy coś produkować na Ukrainie, to jaki to ma sens, gdy niemal każdy komponent musielibyśmy importować, płacić cła. Nie mielibyśmy z tego żadnych zysków, dlatego inwestycje w Polsce są bezpieczne. [b]A inwestując w Polsce, otrzymaliście jakieś wsparcie ze środków publicznych na np. tworzenie miejsc pracy? [/b] Miało ono marginalne znaczenie. Decyzja o inwestycjach w Polsce zupełnie od tego nie zależała. Można z tego korzystać, bo wtedy inwestorzy mogą przeznaczyć środki na inne cele. Zanim zdecydowaliśmy się na uruchomienie fabryk w Polsce, przeprowadziliśmy wiele analiz i uznaliśmy, że ten kraj zdecydowanie najlepiej spełnia nasze wymagania, o których mówiłem wcześniej. Dlatego nawet przez chwilę nie pomyśleliśmy, aby z Polski zrezygnować. Oczywiście, byłoby łatwiej, gdyby się udało ustalić strategię rozwoju spójną z wizją władz. [b]Czyli? [/b] Zakładamy, że Polska w dłuższej perspektywie ma się stać centrum nie tylko produkcyjnym, ale także innowacji, technologii, rozwiniętego przemysłu. Trzeba się zastanowić nad systemem kształcenia młodych ludzi, aby ich kwalifikacje odpowiadały tym wymogom. Żeby mogli zdobywać doświadczenie w różnych firmach, nawet na krótkoterminowych umowach o pracę, co dla przedsiębiorstw jest ułatwieniem. [b]We Włoszech obowiązywał program zwolnień podatkowych dla klientów wymieniających stary sprzęt na bardziej oszczędny energetycznie. Dyskusje o podobnych programach trwają w wielu krajach. Czy chodzi faktycznie o oszczędność energii czy pobudzenie popytu na droższy sprzęt? [/b] Obydwa elementy się nie wykluczają. We Włoszech obowiązywały zwolnienia z podatku VAT przy wymianie lodówek. Na tym ogniu można upiec dwie pieczenie, ale trzeba być ostrożnym. Jeśli ktoś decyduje się na wprowadzenie ulg, muszą one trwać dłuższy czas. Krótka perspektywa oznacza nagły skok popytu, problemy z jego zaspokojeniem, a przez to wzrost cen. Z kolei jak dopłaty się kończą, rynek się załamuje. Lepiej jest dać niższe ulgi, ale rozłożyć je na dłuższy czas. Wtedy klient kupuje lepszy sprzęt, a to powoduje wzrost produkcji i takie kraje jak Polska, gdzie działa wiele zakładów, też na tym zyskują. Jednocześnie spada również zużycie energii. [b]Najlepiej byłoby wprowadzić taki system na poziomie europejskim?[/b] To byłaby po prostu wspaniała sprawa, ale w UE jak dotąd nie jesteśmy się w stanie dogadać, żeby obowiązywał jeden rodzaj wtyczki, a co dopiero mówić o takim rozwiązaniu. [b]Komisja Europejska woli stosować zakazy – mówi się o wycofaniu z rynku sprzętu w najniższych klasach energetycznych.[/b] Zdecydowanie tak. Prawodawstwo unijne wygląda tak, że nawet jeśli Parlament coś przegłosuje, kraje same decydują, jak je wprowadzić u siebie albo wcale tego nie robią. Dopóki to się nie zmieni, nawet nie ma co marzyć o spójnym systemie choćby wspierania zakupów bardziej efektywnego sprzętu AGD, mimo że w skali UE taka operacja, choć kosztowna, przyniosłaby ogromną redukcję zużycia prądu. [b]Wracając do sytuacji Indesitu – jaki spadek przychodów w tym roku uzna pan za dobry wynik? [/b] Jesteśmy spółką giełdową, więc dynamika przychodów nie jest dla nas najważniejsza. Priorytetem są poziom zobowiązań i zyski. Zadłużenie udało się nam utrzymać zgodnie z planem mimo tych wszystkich zawirowań, naszym celem jest natomiast osiągnięcie pozytywnego wyniku netto i nadal wierzę, że jest to do zrobienia. Jak coś straszliwego w ostatnich miesiącach tego roku się nie wydarzy, to obydwa są do zrealizowania. Jednak sprzedaż na pewno będzie mniejsza. [b]Kłopoty ma też inna włoska firma produkująca AGD – Antonio Merloni, w Polsce znana głównie z marki Ardo. Wystąpiła już o sądową ochronę przed wierzycielami, a mają zakład na Ukrainie. Chcecie go kupić lub nawiązać współpracę w zakresie produkcji na ten rynek? [/b] Zgadza się, należy do mojego stryja, ten zakład ma zarząd komisaryczny. Spółka szuka chętnego, ale my nie jesteśmy zainteresowani zakupem. Produkują w nim pralki, a my mamy dwie nowe fabryki w Polsce i Rosji, gdzie one powstają, więc nie potrzebujemy kolejnego. [b]Wszyscy spodziewają się przemeblowania na europejskim rynku, mogą z niego zniknąć kolejne marki?[/b] My też tak to oceniamy, ale na razie nic się nie zdarzyło. Z grupą wiodących, jak Electrolux, Whirpool, Bosch, Siemiens czy oczywiście Indesit, nic się nie stanie, ale z pozostałymi może być różnie. Może niektóre firmy wycofają się z części rynków i skoncentrują na tych, gdzie ich pozycja jest mocna. [b]A Indesit z czego zrezygnuje? [/b] W Europie z niczego, ale rozważaliśmy inwestycje na innych kontynentach. W tym momencie jest to zbyt ryzykowne. [ramka]Andrea Merloni ma 41 lat. W zarządzie firmy zasiada od 1996 r., wiceprezesem został w kwietniu 2008 r. Wcześniej kierował innymi spółkami rodzinnego holdingu, np. Aermarche czy WRAP. W 1996 r. kupił też firmę Benelli, produkującą skutery i motocykle, którą kierował do 2005 r. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL