Cywilizacja

Epoka brązu pod autostradą

Prace wykopaliskowe były prowadzone na obszarze planowanej autostrady A2
Fotorzepa
3500 lat temu ludzie nie mieszkali w rzadko rozrzuconych chatach, ale w dużych osadach. Wykopaliska pod Łowiczem zmieniają obraz naszych pradziejów
Od połowy II tysiąclecia p.n.e. zaczyna się dziwny okres w Europie Środkowej i Wschodniej: Minął czas wielkich osad typowo rolniczych, zasiedziałych wsi, jakie rozwijały się pod koniec epoki kamienia. Minął także czas typowo pasterskich, wędrownych społeczności, które nastały po rolnikach.
Jednocześnie nie nadeszła jeszcze epoka kultury łużyckiej, z jej wspaniałymi grodami, zasobnością, bogactwem narzędzi i ozdób z brązu. [srodtytul]W tamtym czasie być tego nie powinno[/srodtytul]
Okres od mniej więcej 1900 do 1000 lat p. n. e. archeolodzy nazywają nieformalnie wiekami ciemnymi epoki brązu. W środkowej i wschodniej Europie, na piaskach Mazowsza i Podlasia, rozwijała się wtedy tak zwana kultura trzciniecka. Obraz, jaki zarysował się na podstawie wcześniejszych badań, nie jest kolorowy: rozrzucone z rzadka małe chaty zamieszkiwane przez nieliczne rodziny; naczynia ceramiczne „grubej roboty”; przedmiotów z brązu mało. Wykopaliska pod Łowiczem, w miejscowości Polesie, kompletnie zmieniają ten obraz. Zespołem z Uniwersytetu Łódzkiego kierował dr Seweryn Rzepecki. Przy analizie materiału współpracowali: dr Jacek Górski (Muzeum Archeologiczne w Krakowie), dr Przemysław Makarowicz (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu) i mgr Adam Wawrusiewicz (Muzeum Podlaskie w Białymstoku, Uniwersytet w Rzeszowie). Owszem, w połowie II tysiąclecia p. n. e. rozwijały się wielkie osady, ale na południu, na lessach małopolskich, na Dolnym Śląsku. Ale na piaskach pod Łowiczem? Czegoś takiego w tamtym czasie nie powinno tam w ogóle być. Zgodnie ze stanem dotychczasowej wiedzy tam można się było spodziewać małego punktu osadniczego kultury trzcinieckiej (nazwa od stanowiska w miejscowości Trzciniec koło Lublina). Tymczasem archeolodzy odkopali osadę o powierzchni ponad 17 hektarów! A raczej nie tyle osadę, ile rozległą, zwartą przestrzeń życiową. Między dwoma strumieniami, otoczone lasem, rozciągały się uprawne zagony, zagrody dla zwierząt, warsztaty. [srodtytul]Podwójne szczęście: droga plus bary [/srodtytul] – To był swoisty mikrokosmos, to pojęcie najlepiej określa miejsce, w którym ludzie żyli, pracowali, a po śmierci byli grzebani – wyjaśnia dr Rzepecki. [wyimek]To był swoisty mikrokosmos, to pojęcie najlepiej określa miejsce, w którym ludzie żyli, pracowali, a po śmierci byli grzebani[/wyimek] Archeolodzy mieli podwójne szczęście: po pierwsze odkryli tę osadę na trasie budowy autostrady A2 między Strykowem i Konotopą, gdyż obowiązkiem inwestora jest finansowanie ratowniczych wykopalisk. Ale gdyby to był normalny odcinek autostrady, odsłoniliby zaledwie fragment osady, pas szerokości 90 m., tyle, ile zajmują oba pasy ruchu. Taki wycinek raczej nie zmieniłby obrazu dziejów. Jednak drugim szczęśliwym zrządzeniem losu w tym właśnie miejscu, po obu stronach autostrady, powstaną stacje benzynowe, bary, sanitariaty. Dlatego powierzchnia do zbadania była bardzo duża. Tak się złożyło, że praktycznie objęła całą osadę. – Chyba nie przesadzę, jeżeli powiem, że to, czego się dowiedzieliśmy o kulturze trzcinieckiej, o wczesnej fazie epoki brązu na podstawie stanowiska w Polesiu, przewyższa sumę wiedzy o tej kulturze zgromadzoną na podstawie wcześniejszych badań. Samych dat radiowęglowych, metodą C14, mamy tutaj 41, czyli więcej niż wszystkich dat dla tej kultury. Zawierają się w przedziale 1530 – 1210 p. n. e. – wyjaśnia dr Rzepecki. Nie oznacza to, że przestrzeń ta była zamieszkana i eksploatowana z równą intensywnością przez cały ten czas. Ale wyróżnienie poszczególnych faz osadniczych, określenie, jak długo trwały, to zadanie na przyszłość. Archeolodzy zaprosili do współpracy specjalistów wielu dyscyplin. Przeprowadzono badania paleozoologiczne, które wykazały, że hodowano bydło i świnie. Analizy geomorfologiczne udowodniły, w jakim stopniu gleby uległy erozji. Okazało się, że już 3500 lat temu rolnicy, którzy siali owies, pszenicę i jęczmień, dewastowali środowisko naturalne; las w ich sąsiedztwie znikał. Być może ze względu na dietę stan ich uzębienia nie był idealny, nękała ich próchnica, zdarzały się zapalenia okostnej. Petrografowie badają kilkanaście tysięcy zabytków kamiennych. Są wśród nich buławy – oprawione w drzewce, służyły jako oznaka wodzowska. Spośród kilkunastu okazów znalezionych w Polsce dwa pochodzą z Polesia. Tego rodzaju oznaka władzy wywodzi się z Mezopotamii. [srodtytul]Dzierżone przez oficerów polskich [/srodtytul] Buławy pochodzące z Polesia świadczą o związkach tej kultury ze wschodem. Ich forma przetrwała tysiące lat, podobne buzdygany – choć już nie kamienne, ale żelazne, brązowe, srebrne – dzierżyli oficerowie wojsk polskich jeszcze w XVII wieku, w bitwie pod Wiedniem. [wyimek]17 hektarów liczy powierzchnia osady, którą odkopali archeolodzy[/wyimek] Analizy chemiczne osadów zachowanych na ściankach naczyń dowiodły, że niektóre z nich były tyglami przetapiania brązu. Z kolei w innych naczyniach importowano sól warzoną w solankach na południu Polski. [srodtytul]Ciała ćwiartowano, dekompletowano[/srodtytul] W obrębie „mikrokosmosu” pod Łowiczem znajdował się także grób. Jego zasadniczą część stanowiła jama wykopana w ziemi. Wznosił się nad nią kopiec średnicy 5 metrów. Być może znakiem tego miejsca była kamienna stela lub drewniany słup. Grobu używano wielokrotnie. Zmarli nie spoczywają w porządku anatomicznym, ciała ćwiartowano, dekompletowano, pogrzebane dawniej przesuwano, aby zrobić miejsce następnym. Dlatego bardzo trudno ustalić, ile osób spoczywa w grobie. Na podstawie analizy antropologicznej wiadomo, że maksymalna liczba pochowanych to 32 osoby. Ale według archeologów bardziej prawdopodobna liczba to kilkanaście osób, dzieci i dorosłych w wieku do 50 lat. Niestety, nie udało się im ustalić, czy ludzie ci byli ze sobą spokrewnieni, ponieważ ich DNA jest zbyt zniszczone.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL