fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Nowy prezes wchodzi do radia

Jarosław Hasiński wczoraj pierwszy raz pojawił się w Polskim Radiu jako p.o. prezesa
PAP
Eliza Olczyk
Jarosław Hasiński. Przeciwnicy zarzucają mu bliskie kontakty z politykami lewicy. Ale dodają: na mediach to on się zna
Okres prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Do Poznania ma przyjechać głowa państwa. W lokalnym ośrodku TVP kierownictwo zwołuje dziennikarzy na naradę. Padają wytyczne, jak relacjonować wizytę, jakie zadawać pytania, aby nie wyprowadzić prezydenta z równowagi. – Politycy lewicy mieli u nas szczególne względy. A jeśli przyjeżdżał Miller albo Kwaśniewski, to po prostu mieliśmy do czynienia z podlizywaniem – opowiada były dziennikarz TVP w Poznaniu.
Inny dodaje jednak: – Jestem krytyczny wobec Hasińskiego, tego, w jaki sposób zarządzał ośrodkiem, jego bliskich kontaktów z politykami lewicy. Ale trzeba przyznać, że na robieniu telewizji to on się zna.
[srodtytul]Kolega Kwiatkowskiego[/srodtytul]
52-letni dziś Hasiński przez lata prowadził Akademickie Radio Winogrady, które w połowie lat 90. przekształciło się w Radio Fan. Jego kariera nabrała przyspieszenia w 1997 r. Został szefem poznańskiego ośrodka Telewizji Polskiej. I choć, o czym sam chętnie przypomina, konkurs na to stanowisko wygrał jeszcze za czasów Ryszarda Miazka, w środowisku dziennikarskim był kojarzony jednoznacznie jako człowiek Roberta Kwiatkowskiego. Były prezes TVP przyznaje dziś, że Hasińskiego zna jeszcze z czasów studenckiego ruchu dziennikarskiego. – Mogę o nim powiedzieć bardzo dużo: odpowiedzialny, skromny, uczciwy i solidny – wylicza Kwiatkowski i zaraz dodaje: – Nic nie słyszałem, aby upolityczniał poznański oddział telewizji publicznej, i w to nie wierzę.
Zarzuty dziennikarzy odpiera także sam Hasiński: – Zawsze byłem daleki od polityki. A zarzuty pracowników? Dyrektorem byłem przez siedem lat. Sytuacja ekonomiczna zmusiła mnie do przeprowadzenia dwóch zwolnień grupowych. Pracę straciło w tym czasie 120 osób. Pan sądzi, że jak oni będą o mnie mówili: dobrze czy źle?
[srodtytul]Spory o wybory[/srodtytul]
Podczas kampanii wyborczej w 2001 r. przeciw faworyzowaniu polityków SLD zaprotestowała poznańska PO. Prawdziwa burza rozpętała się rok później. Trwała kampania poprzedzająca wybory prezydenta Poznania. Czworo kandydatów reprezentujących różne ugrupowania prawicy – od Aldony Kameli-Sowińskiej i Marcina Libickiego poprzez Wojciecha Szczęsnego Kaczmarka aż po Ryszarda Grobelnego – protestowało przeciw praktykom lokalnej TVP. Ich zdaniem promowała ona związanego z SLD kandydata Sławomira Pietrasa. – Pamiętam materiał z wizyty Leszka Millera. Premier przyjechał na otwarcie jakiejś obwodnicy. I raptem u jego boku pojawił się pan Pietras, który wówczas był dyrektorem opery. Trudno było to usprawiedliwić w jakiś racjonalny sposób – wspomina Libicki.
Kandydaci postanowili monitorować programy informacyjne. – Wyniki potwierdziły, że telewizja była wówczas nierzetelna. Przez dwa tygodnie połowa czasu antenowego, który poświęcony został kandydatom, należała do Sławomira Pietrasa – opowiada Maciej Musiał, były wicewojewoda wielkopolski, który koordynował badania.
– Badania były tendencyjne – odpowiada Hasiński. – Pietras przystąpił do wyborów później niż inni kandydaci, dlatego media przez pewien czas poświęcały mu więcej uwagi. I to nie tylko TVP, ale też „Gazeta Wyborcza” czy „Gazeta Poznańska”.
Byłego dyrektora poznańskiego ośrodka bronią lokalni politycy lewicy. Sylwia Pusz z SdPl: – W czasach, gdy był dyrektorem, na antenie raz w tygodniu pojawiali się zarówno Krystyna Łybacka, jak i Marcin Libicki.
Andrzej Nowakowski (SLD), za czasów Hasińskiego wojewoda wielkopolski: – Kiedyś po prostu częściej pokazywało się rządzących. Dziś telewizja robiona jest inaczej.
W 2004 r. w „GW” ukazał się reportaż o kulisach poznańskiego ośrodka TVP. Dziennikarze stacji mówili o ręcznym sterowaniu i nepotyzmie. Żona Hasińskiego miała m.in. otrzymywać zlecenia na atrakcyjne zagraniczne reportaże, np. w Malezji. – Uderzono w moją rodzinę – mówi Hasiński. – To płaskie, w dodatku nieprawdziwe.
Z "GW” procesuję się do dziś.
W 2005 r., gdy obejmował stanowisko w radzie nadzorczej Radia Merkury, zaprotestowało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zarzuciło mu, że uczynił z ośrodka TVP tubę SLD.
Potem Hasiński współtworzył jeszcze telewizję Silesia. Teraz – znów przy wtórze skrajnie różnych opinii – wraca do publicznych mediów.
Włodzimierz Czarzasty, niegdyś związany z telewizją publiczną polityk SLD: – To jeden z najlepszych w Polsce specjalistów od cyfrowych mediów. Jest sympatyczny i kompetentny. Przypuszczam, że wielu pracowników poznańskiej telewizji życzyłoby sobie jego powrotu.
Krystyna Mokrosińska, prezes SDP: – W mojej ocenie pana Hasińskiego nic się nie zmieniło.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA