Sport

Nie wiadomo, czy Massa wróci na tor

Sprężyna z bolidu Brawn GP, która zraniła Felipe Massę
AFP
Brazylijski kierowca Felipe Massa został wybudzony z farmakologicznej śpiączki. Lekarze martwią się o jego wzrok
Z wojskowego szpitala AEK w Budapeszcie napływały wczoraj pomyślne wieści: 28-letni Massa oddychał samodzielnie, bez pomocy respiratora. Rozmawiał z członkami swojej rodziny i lekarzami.
Jego życiu nic nie zagraża, ale może się okazać, że Brazylijczyk nigdy już nie wróci na tor. – Uszkodzone jest lewe oko – mówi profesor Robert Veres ze szpitala AEK. – Nie wiemy, czy będzie w stanie znów się ścigać. Lekarze potwierdzili, że sobotnia operacja uratowała kierowcy życie. Z kolei Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA), w reakcji na wypadki spowodowane przez latające w powietrzu przedmioty, poprosiła Komisję Bezpieczeństwa o przygotowanie szczegółowych raportów. Ich analiza może przynieść zmiany w przepisach mające na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa. Na razie ustalono, że w pierwszej kolejności życie kierowcy uratował kask, zgodny z najnowszymi standardami bezpieczeństwa narzucanymi przez FIA.
Szefostwo Ferrari wierzy, że Massa wróci w pełni do zdrowia. – Czekamy na niego – powiedział prezes włoskiej firmy Luca di Montezemolo. – Jestem pewien, że zobaczymy go z powrotem za kierownicą naszego samochodu i znów będzie w czołówce. Włoski markiz znalazł się już kiedyś w podobnej sytuacji – 33 lata temu na Nürburgringu Niki Lauda cudem uszedł z życiem z koszmarnego pożaru swojego Ferrari. Di Montezemolo, wówczas menedżer zespołu, odwiedził Austriaka w szpitalu, gdzie kierowcy udzielono już ostatniego namaszczenia. Lauda jednak wyzdrowiał, zaledwie sześć tygodni później wrócił za kierownicę, a w kolejnym sezonie zdobył mistrzostwo świata. Nie wiadomo jeszcze, czy Massa będzie miał tyle szczęścia. Brazylijczyk nie wystartuje w kolejnym wyścigu, w rozgrywanej za miesiąc Grand Prix Europy. Przedstawienie trwa jednak nadal i zespół Ferrari musi znaleźć zastępcę. Ekipa ma dwóch kierowców testowych: weteranów Marca Gene i Lucę Badoera, ale historia pokazuje, że Włosi lubią szukać pomocy z zewnątrz. Kiedy dziesięć lat temu Michael Schumacher złamał nogę w wypadku na Silverstone, w wyścigach zastępował go ściągnięty spoza zespołu Mika Salo, a nie Badoer. Gdyby się okazało, że Massa nie wróci już na tor, w zespole Ferrari pojawi się wakat na przyszły sezon. Fernando Alonso miał podobno tak czy inaczej trafić do włoskiej ekipy już w przyszłym roku, mimo że Massa i Kimi Raikkonen mają jeszcze ważne kontrakty na sezon 2010. Hiszpan miałby zastąpić Fina, ale w obecnej sytuacji może się okazać, że Raikkonen pozostanie w zespole przez jeszcze jeden sezon – nawet jeśli hiszpański bank Santander, nowy sponsor Ferrari, uprze się i wymusi szybkie zatrudnienie Alonso.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL