Biznes

Windykacja rozkwita w kryzysie

SMS z informacją o wszczęciu przez bank procedury windykacyjnej
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Tempo, w jakim przybywa pracy windykatorom, jest imponujące. Banki zlecają im monitorowanie kredytów, gdy spłata rat opóźnia się np. tylko o dwa dni
Sześć dużych firm windykacyjnych w pierwszym półroczu tego roku dostało do odzyskania wierzytelności o wartości 5,3 mld zł. To o prawie 60 proc. więcej niż w I półroczu 2008 r.
Z danych przesłanych nam przez windykatorów wynika, że większa część tego portfela to zlecenia klientów. Wrocławska grupa Kruk i Koksztys wyróżniają się pod tym względem. Pierwsza z wymienionych firm w minionych dwóch kwartałach kupiła wierzytelności warte 1,1 mld zł (w I półroczu 2008 r. za 151 mln zł). – Cały czas rośnie zainteresowanie banków monitoringiem płatności. Trafiają do nas kredyty z zaledwie dwudniowym opóźnieniem w spłacie raty – mówi Jarosław Długi, dyrektor sprzedaży w firmie APS Poland.
Co takiego robią windykatorzy? Dzwonią do spóźnialskiego klienta i próbują ustalić dwie rzeczy: dlaczego nie zapłacił raty czy rachunku w terminie i kiedy najwcześniej może to zrobić. – Zwiększają się także zlecenia windykacji bezpośredniej. Nasi klienci coraz szybciej reagują, kiedy ich klient nie spłaca zobowiązań – tłumaczy Jarosław Długi. – Wystarczą dwie niezapłacone na czas raty i chcą, żeby windykator złożył wizytę nierzetelnemu płatnikowi. Nowością są zlecenia aktualizacji baz danych kontaktowych. Windykatorzy mają odnaleźć namiar na klientów, którzy zalegają z płatnościami, a np. bank nie ma z nimi żadnego kontaktu. Przedstawiciele firm windykacyjnych nie widzą jeszcze, żeby gorsza sytuacja ekonomiczna osłabiła ich skuteczność w odzyskiwaniu długów od klientów indywidualnych. Inaczej przedstawia się kwestia efektywności, jeśli chodzi o wierzytelności przedsiębiorstw. – Te długi są trudniejsze do odzyskania. Procedury windykacyjne obowiązujące w czasach prosperity, mające na celu optymalizację czasu spływu należności, czy standardowe procedury sądowe są niewystarczające – wyjaśnia Maciej Harczuk, dyrektor działu windykacji i informacji w Euler Hermes. – Aby podtrzymać wysoką skuteczność, nad niemal każdą sprawą pracują analitycy kredytowi, prawnicy oraz grupa detektywów, która poza bezpośrednim kontaktem z dłużnikiem na nowo weryfikuje jego wiarygodność i finansowe zaplecze do podtrzymania działalności. Co do jednego windykatorzy są przekonani – pracy będzie im przybywało. Dlatego będą zwiększać zatrudnienie, by obsłużyć wszystkie zlecenia. – W drugim półroczu znacznie wzrośnie ilość i wartość spraw przekazywanych do windykacji – uważa Piotr Krupa, prezes Kruka. – Jest to efekt nie tylko kryzysu, ale przede wszystkim zmasowanej akcji kredytowej z poprzednich lat. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=e.wieclaw@rp.pl ]e.wieclaw@rp.pl [/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL