Ekonomia

Maur w nowoczesnej sukni

Wnętrze meczetu w Kordobie przypomina gaj palmowy o zmroku
Rzeczpospolita, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Andaluzyjczycy odziedziczyli po muzułmanach orientalny fatalizm, zamiłowanie do sztuki i wspaniały pałac Alhambrę. Ale w dzisiejszej Hiszpanii nazwanie kogoś Maurem to obelga
W chłodnej sieni średniowiecznego arabskiego domu na wzgórzu Albaicin w Grenadzie chroni się przed słońcem kilku znużonych upałem przechodniów. Caballero w purpurowej koszuli, z sięgającymi ramion kruczoczarnymi włosami i smagłą cerą, mógłby być bratem operowej Carmen. Jak ulał pasuje do tej dumnej postaci portret mieszkańca Andaluzji, który w swym pamiętniku z podróży po Hiszpanii naszkicował w XIX w. słynny obieżyświat, warszawski lekarz Teodor Tripplin: „jest Maurem w nowoczesnej sukni, poetą marzycielem, kocha rozkosze aż do szaleństwa, żywi się miłością i wonią kwiatów”. Ale oto wąską uliczką, pchając wózek z dzieckiem, z siatkami pełnymi pomidorów i bakłażanów, nadciąga z bazaru złotowłosa piękność. Na jej widok „Maur”, wyzbywszy się orientalnej melancholii, woła czystą polszczyzną: „A browar? Browar kupiłaś?”.
Przed tysiącem lat kalifowie al Andalus trzymali w szachu swych rywali i sąsiadów dzięki gwardii mameluków liczącej cztery tysiące Słowian. Ale w owym tyglu ras i kultur, jakim jest Hiszpania, a zwłaszcza Andaluzja, udział słowiańskiej krwi był dotychczas niewielki. Od kilku lat jednak w Albaicin, najlepiej zachowanej i jednej z największych starych dzielnic arabskich na Półwyspie Pirenejskim, osiedla się coraz więcej Polaków. Nad plątaniną średniowiecznych uliczek wznoszą się wieże kilkunastu kościołów. Wiele z nich to dawne minarety. Po wypędzonych stąd Maurach i Moryskach, czyli muzułmanach, którzy przyjęli chrześcijaństwo, pozostały też otoczone budynkami gospodarczymi wille, kamienne bruki i kanalizacja. Również wodociągi mają tu siedem wieków. Dlatego m.in. zabytkowe mieszkania w „carmenes” do komfortowych nie należą. Są więc tanie i atrakcyjne dla przybyszów ze wschodniej Europy. [srodtytul]Marmur płynie strumieniem[/srodtytul]
Z tarasu pod kościołem św. Piotra i Pawła na stokach Albaicin widać niedalekie wieże i mury Alhambry. Twierdza wzniesiona rękami chrześcijańskich jeńców i arabskich artystów to najdoskonalsze dzieło mauretańskich architektów w Europie. „Czerwony Zamek”, Qalat al Hamra, o ceglanych murach z rudej andaluzyjskiej gliny, zbudował w XIII w. sułtan z dynastii Nasrydów, Muhamad I al Galiba. Stanął u stóp Sierra Nevada, których wierzchołki bielą się śniegiem nawet w pełni lata. Na misie fontanny na Dziedzińcu Lwów w murach Alhambry możemy odczytać napis pytanie: „Czy to woda skamieniała, czy marmur płynie strumieniem?”. Warowny zespół pałacowy nad rzeką Darro to poezja zaklęta w kamieniu, stiukach i płytkach azulejos – natchniona kompozycja architektury, rzeźby, roślin, wody, światła i powietrza. Wnętrza pałacowych komnat i dziedzińców zdobią dekoracje kruche jak wydmuszka. Stiukowe, z miału alabastrowego i marmurowego, arabeski z cytatami z Koranu i fantazyjne roślinne wzory – w Sali Ambasadorów. „Stalaktytowe” szesnastoboczne sklepienie, którego arabskich twórców inspirowało twierdzenie Pitagorasa – w sali de los Abbencerajes. Malowane płytki na cokołach podtrzymujących sklepienie podobne do plastra miodu – w Sali Dwóch Sióstr. Większość stropów i górnych partii ścian w Alhambrze wyłożono cedrem, malowanym lub intarsjowanym innymi gatunkami drewna. Jedynie w Sali Królów sklepienie pokrywa kurdyban z malowidłami przedstawiającymi – wbrew prawom Koranu zabraniającym ukazywania postaci ludzi i zwierząt – sułtanów Grenady, polowania i sceny z życia dworskiego. Czy owo odstępstwo od kanonów islamu to wpływ sąsiedztwa chrześcijańskich królestw Europy trwającego, w czasach gdy budowano komnatę, od sześciu już wieków? Nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że arabscy twórcy Dziedzińca Lwów – architektonicznego arcydzieła ze 128 smukłymi marmurowymi kolumnami podtrzymującymi łuki wypełnione koronką stiuków – wzorowali się na dziedzińcach cysterskich klasztorów. Nigdy wcześniej i nigdy później islam i chrześcijaństwo nie zbliżyły się bardziej, mimo że był to zarazem czas krwawych wojen i trwającej wiele wieków rekonkwisty. Z murów Alhambry widać w dole dachy Grenady i szary ogrom katedry, w której w sarkofagach z kararyjskiego marmuru, w gotyckiej kaplicy Capilla Real, spoczywają snem wiecznym monarchowie katoliccy – Izabela Kastylijska i Ferdynand. To ich małżeństwo doprowadziło do zjednoczenia Hiszpanii. I przypieczętowało los ostatniego z hiszpańskich królestw mauretańskich, emiratu Grenady: 2 stycznia roku pańskiego 1492 na Wieży Czuwania wznoszącej się nad murami warownej części Alhambry, Alcazaby, mauretańscy mieszkańcy miasta ujrzeli chrześcijański krzyż i chorągwie królów katolickich. Był to koniec islamskiej Hiszpanii, historycznego i cywilizacyjnego fenomenu, który odcisnął ślad w kulturze i dziejach Półwyspu Pirenejskiego i całej Europy. [srodtytul]Islam z ludzką twarzą[/srodtytul] Kiedy berberyjski wódz Tarik ibn Zijad po przebyciu Cieśniny Gibraltarskiej napotkał w 711 r. pod dzisiejszym Jerez de la Frontiera o wiele liczniejsze wojska władającego wówczas Hiszpanią wizygockiego króla Rodryga, przypomniał swym żołnierzom, że za sobą mają tylko morze. Zaatakowana z furią armia Wizygotów rychło poszła w rozsypkę. Arabowie, których imperium rozciągało się wówczas od Turkiestanu po Atlantyk, ruszyli na północ Europy. Ich pochód zatrzymał dopiero w 732 r. Karol Młot pod Poitiérs. Po tej porażce – część historyków uważa, że gdyby muzułmanie wygrali bitwę, nad Europą wznosiłyby się dziś minarety, a nie kościelne wieże – Arabowie cofnęli się za Pireneje i założyli nowe państwo ze stolicą w Kordobie, z czasem niezależny kalifat rządzony przez dynastię Umajjadów z Damaszku. W centrum starej Kordoby, nad Gwadalkiwirem, którego brzegi spina rzymski kamienny most z czasów Oktawiana Augusta, wznosi się obejmujący ponad dwa hektary czworobok grubych murów. To Mezquita, jedna z najwspanialszych muzułmańskich świątyń świata, budowana przez dwa wieki od 785 r. Ciemne wnętrze meczetu, w którym jak duchy snują się turyści, rozświetlone tylko niewielkimi witrażami, przypomina gaj palmowy o zmroku. Ponad 800 kolumn w 19 nawach i kamienne detale do budowy ściągnięto do Kordoby z Grecji, Egiptu, dawnej Kartaginy, Bizancjum. Ich kapitele reprezentują wszystkie chyba style znane starożytnym budowniczym. Dostojny ład tysiącletniego meczetu zakłóca wzniesiona w XVI w. w samym jego sercu chrześcijańska katedra. Ale być może dzięki temu, że Mezquita przez wieki służyła chrześcijanom, w ogóle przetrwała. Z większości meczetów i arabskich dzielnic nie pozostał bowiem w Hiszpanii kamień na kamieniu, a zasługi hiszpańskich muzułmanów dla Europy na wieki poszły w zapomnienie. Arabowie sadzili na Półwyspie Pirenejskim pierwsze palmy, wprowadzili nawadnianie pól, uprawę ryżu, trzciny cukrowej, granatów, brzoskwiń i bawełny. Tysiąc lat temu licząca ponad pół miliona mieszkańców Kordoba była największym miastem Europy. Miała brukowane i oświetlone lampami oliwnymi ulice, 700 meczetów, 300 łaźni i uniwersytet. Pod rządami Arabów Andaluzja stała się kwitnącą krainą, w której żyli w zgodzie muzułmanie, chrześcijanie i żydzi. Tylko czasem, gdy rządy obejmowały nowe dynastie wywodzące się z pogrążonego w religijnym fanatyzmie Maghrebu, Almorawidzi, a potem Almohadzi, ortodoksyjni imamowie przykręcali śrubę. W takim właśnie okresie wypędzono z Kordoby sławnego żydowskiego uczonego Majmonidesa i zaprzyjaźnionego z nim arabskiego filozofa Awerroesa. [srodtytul]Korrida ku chwale Madonny[/srodtytul] Posąg Majmonidesa stoi dziś w jednym z zaułków dawnej dzielnicy żydowskiej, Juderii. Gorzej z Arabami. We współczesnej Hiszpanii, zwłaszcza po krwawych zamachach islamistów w Madrycie, nazwanie kogoś Maurem stało się obelgą. Muzułmanie to dla przeciętnego Hiszpana przede wszystkim nielegalni emigranci. Nędzarze z Maghrebu i Czarnej Afryki, którzy na pokładach przemytniczych łodzi i statków, ryzykując życie, docierają tysiącami do plaż Andaluzji lub, w ostatnich latach, Wysp Kanaryjskich. Islam kojarzy się dziś na Półwyspie Pirenejskim z biedą, występkiem i zagrożeniem. Inaczej jest na Costa del Sol, gdzie w Marbelli wybudował swój pałac, podobny do Białego Domu, nieżyjący już król Arabii Saudyjskiej Fahd. Rezydują w nim w towarzystwie tłumów służby i dworzan członkowie saudyjskiej rodziny królewskiej. W ślad za nimi ściągają w okolice Malagi, zatrzymując się w najdroższych hotelach, arabscy szejkowie i biznesmeni. Współcześni mieszkańcy Andaluzji odziedziczyli po Maurach więcej, niż wielu z nich chciałoby przyznać. Na andaluzyjską duszę składa się poczucie honoru i głęboka jeszcze do niedawna ludowa i mistyczna pobożność. A zarazem orientalny fatalizm, skłonność do egzaltacji i zamiłowanie do piękna, sztuki, zwłaszcza poezji. Na owym gruncie wyrosły przeżywające renesans flamenco oraz korrida. Nigdzie w Hiszpanii nie traktuje się walki byków z równą powagą i pasją, jak w Andaluzji. To właśnie tu, w Rondzie, gdzie znajduje się jedna z najstarszych aren (1781 r.) – jej bywalcem był Ernest Hemingway – narodziła się w XVIII w. współczesna forma korridy. Arenę znajdziemy w najmniejszym nawet andaluzyjskim miasteczku, a walka z bykiem jest najważniejszym punktem dorocznej fiesty ku czci lokalnej Madonny. W dzieciństwie, około 1890 r., widzem korrid był urodzony w prowincjonalnej i ubogiej wówczas Maladze Pablo Picasso. Korzenie jego twórczości, choć opuścił miasto, gdy miał dziesięć lat, tkwią głęboko w glebie Andaluzji. Pięć lat temu z udziałem hiszpańskiej pary królewskiej otwarto w XVI-wiecznej rezydencji hrabiów Buenavista Museo Picasso Malaga z 200 pracami podarowanymi przez rodzinę artysty. Jak twierdzą jednak niektórzy krytycy, są to głównie dzieła, którymi nie byli zainteresowani marszandzi. [srodtytul]Słoneczny kocioł[/srodtytul] Na plażach Costa del Sol, nad którymi słońce świeci 300 dni w roku, opalają się w zgodzie wszystkie nacje i stany. W Marbelli – rosyjscy oligarchowie, gwiazdy filmu, słynni muzycy, a także, nie ma co ukrywać, mafiosi i aferzyści. W Torremolinos emeryci z Niemiec i Anglii. Wszędzie – miliony zwykłych ludzi z całej Europy. Wśród nich wielu Polaków. – Dawniej nasi klienci wybierali najtańsze hotele, dziś zaliczają się do najbardziej wymagających turystów – podkreśla przedstawicielka Neckermann Polska, jednego z biur najmocniej i najdawniej osadzonych na Costa del Sol. Andaluzyjskie wybrzeże w okolicach Malagi to rozbudowywane od pół wieku, ciągnące się dziesiątkami kilometrów ruchliwe turystyczne miasto z setkami hoteli, osiedlami apartamentowców i bungalowów, ulicami handlowymi, dzielnicami nocnych klubów i dyskotek, autostradami. Nie docierają tu, na pozór, konflikty współczesnego świata. Dotarł jednak kryzys. Zamarły dźwigi na budowach nowych hoteli. Emeryci z północnej Europy sprzedają letnie mieszkania. Wiele hoteli u progu sezonu straszy pustkami. W oczach recepcjonistów, menedżerów, przewodników, z których wielu przepracowało na Costa del Sol całe życie, można dostrzec niepewność i obawę. Ale niektórzy twierdzą, że właśnie kryzys to najlepszy czas na poznawanie tych stron. Mało kto zresztą obawia się długotrwałego załamania ruchu turystycznego. Trudno uwierzyć, by opatrzność czuwająca nad Andaluzją – o czym przekonani byli już Maurowie uważający al Andalus za raj na ziemi – mogła to miejsce opuścić.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL