Świat

Ameryka odpuszcza Europę

Prezydent USA Barack Obama
AFP
List do prezydenta USA. Byli prezydenci i szefowie MSZ apelują do Baracka Obamy, by nie zapominał o Europie Środkowo-Wschodniej
Kilkunastu polityków z nowych państw Unii wyraża zaniepokojenie strategią USA wobec Europy. W liście, który został odczytany wczoraj w Waszyngtonie, ostrzegają, że Rosja nie zaakceptowała suwerenności nowych państw członkowskich UE i NATO i próbuje wywierać na nie nacisk wszelkimi dostępnymi środkami. Autorzy listu są zdania, że tarcza antyrakietowa będzie testem wiarygodności nowej administracji w Waszyngtonie. Rezygnacja z tego projektu może być dowodem, że w amerykańskiej polityce górę nad wartościami bierze tzw. realpolitik. Pod listem – o którym pisała wczoraj „Gazeta Wyborcza” – podpisali się byli prezydenci Litwy, Rumunii, Słowacji, Łotwy i były premier Estonii. Wśród sygnatariuszy jest czterech Polaków – byli prezydenci: Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, oraz byli szefowie MSZ: Adam Rotfeld i Janusz Onyszkiewicz. Apel poparł również prezydent Lech Kaczyński.
[b] [ramka]Rozmowa z Adamem Rotfeldem, byłym ministrem spraw zagranicznych. [/b] [b] Należał pan do grupy ekspertów, których analiza stosunków transatlantyckich stała się podstawą do napisania listu. To decydujący moment dla stosunków Europy z USA?[/b] [b]Adam Daniel Rotfeld:[/b] Stany Zjednoczone uznały, że transformacja w Europie była sukcesem i nie ma potrzeby zajmowania się tym regionem. Są bardzo widoczne oznaki, że wśród priorytetów polityki amerykańskiej Europa Środkowo-Wschodnia straciła na znaczeniu. Ameryka jest zorientowana na obszary konfliktogenne, takie jak Afganistan, Pakistan, Bliski Wschód, Zatoka Perska, Półwysep Koreański. To oczywiście zrozumiałe, że wielkie mocarstwo troszczy się o te obszary, gdzie grozi niekontrolowany rozwój wypadków i wybuch konfliktu.
Należy uznać za sukces, że naszą część świata po 20 latach od obalenia komunizmu USA postrzegają jako region stabilny. Naszą intencją było jednak zwrócenie uwagi, że Stany Zjednoczone wciąż potrzebują Europy, a Europa potrzebuje USA. Ameryka powinna odejść od koncepcji samotnego szeryfa, bo nawet najpotężniejsze mocarstwo nie jest w stanie samotnie rozwiązać wszystkich problemów. [b]Takich jak nowa struktura bezpieczeństwa proponowana przez Rosję, która może podważyć znaczenie NATO?[/b] NATO musi się dostosować do nowej sytuacji w świecie. Potrzebny jest renesans sojuszu, który ma już 60 lat. To wymaga zdefiniowania stosunków między NATO i Unią Europejską oraz opracowania wspólnej strategii wobec Rosji. Ważne jest, aby Europa i Stany Zjednoczone miały też wspólną strategię bezpieczeństwa energetycznego, a dopiero potem patrzyły, jak to się może wpisać w proponowaną przez Rosję nową architekturę bezpieczeństwa. [b]Europa Środkowo-Wschodnia ma powody, by się obawiać, że stanie się ofiarą polityki realizmu. Czy realpolitik zastępuje wartości?[/b] Bądźmy realistami. W każdej polityce mocarstwa dominuje tendencja, aby dawać priorytet interesom, a nie wartościom. Akurat w polityce amerykańskiej wartości odgrywały wielką rolę, stąd takie oczekiwania wobec Baracka Obamy. Układając stosunki z Iranem czy Chinami, trzeba brać pod uwagę, że natura tych państw łatwo się nie zmieni. Wartości mogą być różne, ale jest pewien wspólny element – poszanowanie porozumień międzynarodowych, poszanowanie praw obywatelskich, ale także przestrzeganie zawartych porozumień, takich jak to w sprawie tarczy antyrakietowej. Nigdy nie uważałem, że jest ona Polsce niezbędna z punktu widzenia wojskowego. Ale dotrzymanie przyrze- czeń to test wiarygodności USA. Jeśli Ameryka chce renegocjować z Rosją w sprawie tarczy, co jest pożyteczne i potrzebne, to powinna to robić przy udziale krajów, które się na przyjęcie tarczy zgodziły, czyli Polski i Czech. [b]Nie obawia się pan, że wypominanie Amerykanom Jałty będzie miało negatywny oddźwięk?[/b] Nie, bo Amerykanie mają duże poczucie pewności siebie i cenią sobie otwartość oraz uczciwość w dyskusji, natomiast pogardzają tymi, którzy im schlebiają. Reakcja na list przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Po jednym dniu widać, że wywołał ogromny oddźwięk. Przedstawiciele państw, którzy uczestniczyli w przygotowaniu tego tekstu, różnią się w wielu sprawach, ale mieli rację, że czas zapoczątkować poważną dyskusję. Do tej pory w debacie dominowały sprawy powierzchowne, takie jak kwestie personalne czy protokolarne. Ostatnio zanikło zapotrzebowanie na poważne myślenie. Nie chodzi o to, że chcemy dawać jakieś zalecenia, ale występujemy jako partnerzy, którzy wielokrotnie się sprawdzili i mają prawo do tego, aby sprawy ich dotyczące były z nimi uzgadniane. Proponujemy, aby na część zagadnień popatrzeć z naszego punktu widzenia. [b]W liście wspomniana jest sprawa wiz. Czy to nie zbyt drobiazgowa kwestia na umieszczanie jej w takim apelu?[/b] Nowe pokolenie nie ma tych doświadczeń, co sygnatariusze listu. Młodzi ludzie traktują wolność i suwerenność jako rzeczy naturalne. Korzystają z otwartych granic i podróżują po całej Europie. A w Ameryce zaniedbano troskę o to, aby to pokolenie było tak związane z Ameryką jak poprzednie. Sprawa wiz jest dla mnie trzeciorzędna, ale jest coś nienaturalnego w tym, że po 20 latach od transformacji, która została uznana za sukces, są kraje objęte reżimem wizowym.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL