Sport

Kubica to miły facet

Jarno Trulli w swoim bolidzie
AFP
Pamiętam go z kartingu, jeszcze z czasów, kiedy sam startowałem. Był bardzo szybki i widać było, że ma talent - mówi kierowca Formuły 1
[b]Dziesięć lat temu, właśnie na Nürburgringu, stanął pan po raz pierwszy na podium w wyścigu Formuły 1. Pamięta pan ten wyścig?[/b]
[b]Jarno Trulli[/b]: Pamiętam bardzo dobrze. To był szalony wyścig, wystartowaliśmy na suchym torze i po kilku okrążeniach zaczęło padać. Byłem jednym z nielicznych kierowców, którzy nie zjechali do boksu po deszczowe opony. Jechałem po mokrym torze na slickach i to był klucz do sukcesu. Startowałem z dziesiątego pola, większość kierowców przede mną zjechała na zmianę opon i zyskałem wiele pozycji. Na mecie byłem drugi – pierwsze podium, z którego jestem bardzo zadowolony. [b]Z jakim nastawieniem przyjeżdża pan na Nürburgring? Toyota wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w Formule 1...[/b]
Pewne jest jedno – zawsze jest szansa na wygranie wyścigu, czy też na miejsce na podium. Trudno jednak przewidzieć, co się wydarzy. [b]Pamięta pan miejsce, gdzie w 1994 r. zdobył pan mistrzostwo świata w kartingu?[/b] Niech sobie przypomnę... 1994 rok... wygrałem mistrzostwa Europy, a także mistrzostwa świata w Polsce, w Bygoski. Jak to się wymawia? [b]Bydgoszcz.[/b] Bydgoszcz... Pamiętam, to był bardzo trudny tor. W bardzo długim pierwszym zakręcie w lewo, przechodzącym w nawrót, wszyscy kierowcy mieli problemy z szyją. Ten łuk przejeżdżaliśmy bardzo szybko, na szóstym biegu, przy około 130-140 km/godz. Wciąż też pamiętam, że w tamten weekend towarzyszyła nam młoda dziewczyna z Polski. Pomagała nam przy tłumaczeniach i w wielu innych sprawach. Chciałbym ją jeszcze spotkać i porozmawiać z nią, bo była bardzo miła i pomocna. Ogólnie atmosfera na tych zawodach była wspaniała. [b]W kartingu zdobył pan praktycznie wszystko...[/b] To prawda – od tytułów mistrzowskich w narodowych wyścigach poprzez mistrzostwo Europy, po mistrzostwo świata. Zwyciężałem wszędzie – w USA i w Japonii. Wygrałem wszystkie najważniejsze wyścigi. [b]Jednak w F1 wygrał pan tylko jeden wyścig...[/b] Jestem szczęśliwy z moich osiągnięć w kartingu. Inni kierowcy mogą powiedzieć, że w Formule 1 osiągnęli więcej ode mnie. Wszystko zależy od warunków. Ludzie mają tendencję do zapominania o kierowcach, o ich osiągnięciach. Przede wszystkim zapominają, jak ważny jest samochód. Nie powiedziałbym, że w Formule 1 łatwo jest osiągnąć sukces, ale na pewno jest łatwiej, kiedy ma się dobry sprzęt. [b]Jak ważny jest zatem kierowca?[/b] Proszę dziś zapytać Hamiltona, to odpowie. [b]Podoba się panu kierunek, w którym zmierza Formuła 1?[/b] Trzeba zrozumieć, że świat idzie naprzód. Zmienia się, my się zmieniamy, Formuła 1 się zmienia. Ludzie często mawiają, że dawniej było inaczej, lepiej. Nie wszystko jest gorsze. Trzeba nadążać za rozwojem świata, musisz się zmieniać, żeby nadążyć. [b]Co zatem by pan zmienił, na przykład w przepisach?[/b] Przydałoby się mniej elektroniki i trzeba coś wymyślić, żeby wyprzedzanie było łatwiejsze. Na pewno musimy stworzyć większe zainteresowanie wokół sportu – to dotyczy nie tylko kibiców, ale i nas, kierowców. Bardziej nam się podoba walka koło w koło, jak w kartingu. [b] Debiutował pan w Formule 1 trzynaście lat temu. Teraz jest coraz więcej młodych, nowych kierowców w stawce. Jak pan ocenia ich przygotowanie? [/b] Są zdecydowanie lepiej przygotowani, większość z nich miała doskonałe okazje do zdobycia doświadczenia przed Formułą 1. Ja przeszedłem z kartingu przez Formułę 3 do Formuły 1 w dwa lata. Nie miałem szansy na naukę. [b]Pierwsze wyścigi były zatem ciężkie?[/b] Już w Formule 3 było bardzo ciężko, tak samo też w Formule 1. Musiałem się bardzo szybko uczyć. [b]Jak wyglądają zatem relacje między kolegami z zespołu? Jeździł pan z różnymi kierowcami... [/b] Dobrze mi się układało ze wszystkimi. Zawsze miałem bardzo konkurencyjnych partnerów – od [Heinza-Haralda] Frentzena przez [Oliviera] Panisa do Ralfa [Schumachera], [Fernando] Alonso i Timo [Glocka]. To są bardzo szybcy zawodnicy, widać to w wynikach. [b]Dwa lata temu w Kanadzie Robert Kubica po kolizji z panem miał koszmarny wypadek. Pamięta pan ten moment?[/b] Wtedy byłem w ogromnym szoku. Wziąłem udział w wypadku i dobrze wiedziałem, co się dzieje – nagle zobaczyłem, jak jego samochód wzlatuje w powietrze. Wiedziałem od razu, że wypadek był bardzo poważny, ale nie wiedziałem, co dokładnie się stało. Jechałem dalej, myśląc tylko o tym. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło w życiu. Większość ludzi ogląda Formułę 1 z pasji, a inni dla akcji i dla nich akcja to też wypadki. Tylko nie zawsze zdają sobie sprawę, że tu też chodzi o nasze życie. Nie wiedzą, jak to jest – rozbić się w samochodzie wyścigowym. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Czasami cuda się zdarzają. Po wyścigu pojechałem do szpitala, zobaczyć się z Robertem. Był oczywiście w szoku, ale nic mu się nie stało i to jest najważniejsze. [b]Dobrze pan zna Kubicę?[/b] Pamiętam go z kartingu, jeszcze z czasów, kiedy sam startowałem. Był wtedy bardzo młody i o wiele wyższy od rówieśników. Był przy tym bardzo szybki i widać było, że ma talent. Bardzo go lubię, to miły facet.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL