Ekonomia

Polityka miejska – rządy niewidzialnej ręki rynku czy zadanie władz publicznych?

Dlaczego problemy ładu przestrzennego są w Polsce niedoceniane, dlaczego Polska jako jedyny z krajów zaliczających się do cywilizacji europejskiej lekceważy de facto problemy miast?
W ostatnich latach jednym z najczęściej dyskutowanych problemów stała się polityka miejska. W ostatnich tygodniach był to temat narad w gmachu Sejmu pod patronatem komisji parlamentarnych, inicjowanych przez Związek Miast Polskich i organizacje pozarządowe. Podejmowane są programy badawcze finansowane ze środków publicznych przez takie jednostki naukowe jak SGH czy Instytut Rozwoju Miast. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, w opracowaniach poświęconych koncepcjom przestrzennego rozwoju kraju, racjonalny rozwój miast wymienia wśród priorytetów państwa. Podjęto wiele inicjatyw legislacyjnych dotyczących polityki miejskiej i metropolii.
Jednak podejmowane działania i prowadzone debaty nie przybliżają nas do uzgodnienia odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czy taka polityka jest polskim miastom potrzebna? Odpowiedzi są bowiem różne. Działacz samorządowy, wójt czy planista przestrzenny odpowiedzą, że tak – że tylko zarządzanie oparte na racjonalnej polityce miejskiej zapewnić może sprawne funkcjonowanie miasta, jego harmonijny rozwój i dobre warunki życia mieszkańców, że zaplanowany rozwój to niższe koszty makroekonomiczne i społeczne, to szansa na ochronę środowiska.
Ale spadkobierca Miltona Friedmana zaprotestuje i odpowie, że tylko niewidzialna ręka rynku gwarantuje racjonalny rozwój miasta, efektywny gospodarczo i przyjazny dla inwestorów, tym samym zapewnia rozkwit państwa i dobrobyt społeczny. [srodtytul]Bezład przestrzenny[/srodtytul] Stan legislacji i systematyczne osłabianie kontroli urbanistycznej wskazują, że kolejne ekipy rządzące Polską w pełni respektują jedynie tę drugą odpowiedź. W konsekwencji jesteśmy dziś świadkami niekontrolowanej urbanizacji, której skutki są znane – pogarsza ona funkcjonowanie miast i warunki życia ich mieszkańców oraz obniża społeczną i ekonomiczną wartość przestrzeni w wyniku degradacji terenów zurbanizowanych. Brak planów zwiększa ryzyko inwestycyjne i powoduje, że ochrona interesu publicznego jest nieskuteczna. Dziś nawet jego rozumienie jest ułomne, bowiem winien on obejmować również standard życia w miastach i społeczne cechy zagospodarowania przestrzeni; interes publiczny to również zapewnienie właściwego poziomu usług, dostępu do obiektów kultury i troska o klimat miasta. Dlaczego te oczywiste problemy są w Polsce niedoceniane, dlaczego Polska jako jedyny z krajów zaliczających się do cywilizacji europejskiej lekceważy de facto problemy miast? Pisałem o tym przy okazji poprzedniego rankingu. Niestety, sytuacja jest dziś gorsza niż przed rokiem. Ambitny program dla Polski „2030” całkowicie pomija problem miast, kolejne projekty ustaw o obszarach metropolitalnych i polityce miejskiej od dwóch lat nie mogą wyjść z fazy wstępnych uzgodnień, można podejrzewać, że są blokowane świadomie na etapie decyzji politycznych. Równocześnie nasz parlament i komisja „Przyjazne państwo” sprawnie i szybko demontują resztki kontroli publicznej w dziedzinie gospodarki przestrzennej. [srodtytul]Jak zapewnić dobre życie[/srodtytul] Tymczasem kontrola i planowanie rozwoju to imperatyw nowoczesnego państwa. Liberalizm i ograniczenie interwencjonizmu państwowego, zagwarantowanie wolności obywatelskiej, wspieranie przedsiębiorczości, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych i ochrona prawa własności są konieczne. Jednak nieograniczone niczym gry wolnego rynku są dla miast, ich społeczeństw i gospodarki szkodliwe, bowiem planowanie chroni de facto nie tylko interes publiczny, lecz również interesy właścicieli nieruchomości, przedsiębiorców i inwestorów. Rezerwy terenowe pod magistrale drogowe i techniczne to kluczowy warunek rozwoju miasta. Rozbudowane, sztywne standardy urbanistyczne są szkodliwe, ale minimalne standardy winny być chronione prawem, jeśli chcemy zapewnić mieszkańcom miast prawidłowe warunki życia. Ten ostatni brak powoduje, że wiele osiedli z epoki Gierka reprezentuje dziś wyższy standard usługowy i ma więcej zieleni niż osiedla budowane w demokratycznej Polsce. Nie liczymy rosnących makroekonomicznych kosztów chaotycznej niekontrolowanej urbanizacji, pomimo że są one pokrywane z naszych podatków. Nikt nie bada makrospołecznych kosztów braku racjonalnej polityki wobec miast. [srodtytul]Pytania, których unikamy[/srodtytul] Polityka miejska jest konieczna z wielu, również tu niewymienionych, powodów i dlatego kraje rozwinięte od lat konsekwentnie ją prowadzą. Aby jednak rozpocząć w sposób odpowiedzialny i efektywny kreowanie i wdrażanie polityki miejskiej w Polsce, musimy odpowiedzieć sobie na wiele pytań, których w naszych dyskusjach z zasady unikamy, i osiągnąć – w podstawowych kwestiach polityki miejskiej – ponadpartyjny konsensus polityczny. Jeśli bowiem treść polityki miejskiej należy niewątpliwie do uprawnień rządzących, którzy uzyskali mandat od wyborców, to prowadzenie takiej polityki i jej główne zasady winny być wartością nadrzędną dla nas wszystkich. Na jakie pytania winniśmy odpowiedzieć? [wyimek]85 proc. globalnego dochodu brutto powstaje w miastach[/wyimek] – Które problemy miasta winny być przedmiotem polityki miejskiej władzy publicznej, a które działania może regulować wolny rynek? – Jakie problemy miasta są istotne dla polityki krajowej, a które winny rozwiązywać władze samorządowe? Ta odpowiedź pozwoli rozstrzygnąć, które problemy powinny być przedmiotem polityki miejskiej rządu i parlamentu, za co powinien odpowiadać samorząd województwa, a co należeć ma do zadań gminy. Zakładam tu, że władza centralna ma w tej dziedzinie szeroki i niezbywalny obszar odpowiedzialności, bowiem tak stanowi nasza konstytucja. – Jak uspołecznić politykę miejską? Rola sektora prywatnego w formułowaniu polityki miejskiej winna być istotna, ale jak z przedsiębiorcy i inwestora uczynić partnera i realizatora tej polityki? Jak uczynić ją polityką wszystkich podmiotów miasta? Jak zbudować konsensus społeczny i polityczną zgodę dla idei miasta jako wspólnego dobra i zbiorowego obowiązku? – W końcu – co trzeba przebudować w naszym systemie praw i w naszym systemie instytucji, jak przełamać bariery sektorowego modelu zarządzania państwem? Jak zmodernizować zasady i treść planowania przestrzennego? Czy istnieją nienaruszalne zasady polityki miejskiej, które można przyjąć jako fundament? Te pytania są trudne, być może wciąż jeszcze jest za wcześnie na uzyskanie odpowiedzi. Jednak bez uczciwej debaty na temat koniecznych zmian w naszym prawie i w zasadach rządzenia państwem polityka miejska w Polsce nie powstanie. Musimy też pamiętać, że aktywny udział samorządów terytorialnych w tej debacie to warunek jej powodzenia. [i]Autor jest przewodniczącym rady nadzorczej Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, przewodniczącym Głównej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej; śródtytuły pochodzą od redakcji[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL