Sztuka

Klimat tworzą mieszkańcy

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Mariusz Libel i Krzysztof Sidorek, twórcy grupy Twożywo, od lat zmieniają ściany warszawskich kamienic w wielkoformatowe galerie sztuki. Wyruszyliśmy tropem ich murali i tradycyjnie zapytaliśmy o ulubione miejsca w mieście.
Pustostan na Woli. Za pomocą czarnej farby wymalowano na nim litery w taki sposób, by stworzyć wrażenie dziury po kuli. Niżej widać zaś napis symbolizujący mur rozpadający się w gruzy. To praca Twożywa zatytułowana „Jeszcze świadomy”. Powstała w zeszłym roku i była jednym z elementów składających się na obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.
Grupa artystyczna założona w 1998 roku przez Libela i Sidorka upodobała sobie właśnie takie domy z charakterem, ich prac trudno więc szukać na budynkach nowych i wymuskanych. [srodtytul]Tworząc klimat[/srodtytul]
– Inspiruje nas stara, zanikająca część miasta – mówi Mariusz. Choć to, co przetrwało wojnę, powoli zanika, bo niszczejące kamienice wygryzane są przez apartamentowce, to obydwaj twórcy wciąż jeszcze potrafią znaleźć tu miejsce dla siebie. I wcale nie kierują się na charakterną Pragę, ale na Śródmieście Południowe. – Kwadrat między ulicami: Marszałkowską, Koszykową, Chałubińskiego i Alejami Jerozolimskimi jest jednym z miejsc, w których zachowała się swoistość tego miasta. Szkoda patrzeć, jak powoli zapada się w ruinę, a to, co powstaje aktualnie, jest szczelne, obce i chorobliwie sterylne – przyznaje Libel. Innym rejonem ważnym dla Twożywa jest Wola. – Ta dzielnica była obiektem naszych zainteresowań szczególnie w ubiegłym roku. Realizowaliśmy tu projekt „Zły” na podstawie powieści Tyrmanda. To szczególne miejsce było przez kilka dekad swoistą przechowalnią folkloru warszawskiego – mówi Libel. Dlatego też dziś podziwiać tu można aż dwa olbrzymie murale Twożywa. Pierwszy to wspomniany już „Jeszcze świadomy” przy rondzie Daszyńskiego. Drugi powstał natomiast w ramach organizowanej przez Zachętę wystawy „Inne miasto, inne życie”. Zadane ogromnymi niebieskimi literami pytanie „Czystość jest?” idealnie pasuje do swojej lokacji – budynku sanepidu przy Żelaznej. Dyrekcji instytucji pomysł bardzo się spodobał. A przecież reakcja ludzi jest dla Twożywa równie ważna, a może nawet ważniejsza od samego miejsca, w którym powstanie kolejny obraz. – Dla nas to nie lokalizacja tworzy klimat, ale pracownicy lub mieszkańcy – wyjaśniają artyści, dodając, że chętnie podejmują współpracę z każdym, kto podziela w jakiejś części powody, dla których działają. – Czujemy się współodpowiedzialni za przestrzeń, w której mieszkamy – przekonuje Mariusz – dlatego chcemy naszymi projektami pokazać, że to, co nas otacza, nie musi koniecznie być bezmyślną perswazją reklamową albo nadętym przepychem szkła i betonu. Kilka lat temu jego grupa zaskoczyła warszawiaków billboardami, na których pojawiła się zaskakująca, prowokująca gra słów „Hitler palił z Ewą Braun”. Nie wszystkim się podobała, niemniej trudno przejść obok niej obojętnie. [srodtytul]Makaron w podziemiu[/srodtytul] Patrząc na rozmach obecnych prac Twożywa, trudno uwierzyć, iż zaczynali od małych form – naklejek i szablonów. Dla Libela i Sidorka pierwszym, niemym świadkiem prób z dużymi rozmiarami stała się Wisła. – Poligonem szkoleniowym dla działań w przestrzeni były przęsła mostu Grota-Roweckiego. Kiedy się tam pojawiliśmy, większość z nich była pokryta muralami pamiętającymi lata 80. Był tam m.in. Thorgal, reprodukcje znanych dzieł klasyki malarstwa i różne inne eksperymenty – wspominają twórcy. Pierwsi odbiorcy ich sztuki najczęściej nie mówili też po polsku. Obok istniała bowiem prowizoryczna wioska emigrantów, zbudowana głównie z kartonowych pudeł i gałęzi. – To był dodatkowy urok pracy. Dzieci mieszkające tam były naszymi pierwszymi recenzentami – mówi Libel i wspomina jeszcze sytuację, gdy po tym, jak namalowali na jednym z murów pajacyka ze szpadą i pędzlem, mali emigranci wołali z entuzjazmem: „Pinoczio!, Pinoczio!”. Szkołą i niewyczerpanym źródłem nowych inspiracji okazała się nie ulica, ale... podziemie. – Było takie miejsce w centrum miasta w połowie lat 90. – system przejść pod placem Na Rozdrożu. Nazywaliśmy je Muzeum Szablonu, ponieważ była tam niezliczona liczba często bardzo pięknych szablonów, misternie wykonanych albo po prostu dobrze i z pomysłem zrobionych – wspomina Mariusz. Najpierw do stolicy dotarła moda na graffiti i, jak mówią twórcy z Twożywa, szablony zostały zakryte kolorowym makaronem. – Teraz są tam, jak wszędzie indziej, punkty handlowe generujące PKB – przyznają gorzko. [srodtytul]Rocznice i festiwale [/srodtytul] Dziś Libela i Sidorka najprędzej można spotkać… w wirtualnym świecie. Są bardzo zajęci. Przyznają też, że Warszawa to miasto ludzi pracy. – Oznacza to również niestety produkty uboczne tej aktywności, czyli fontanny ambicji, studzienki nierówności społecznych i swoistą neurotyczność utrudniającą wypoczynek czy głębszą refleksję – ocenia Mariusz. Jednak zarówno jemu, jak i Krzysztofowi Sidorkowi udaje się odnaleźć w stolicy miejsce idealne do odpoczynku. To Powiśle. Błądzą między starymi domami, relaksują się w parkach. I tylko z kawiarniami nie są obyci, a wszelkie nowe kluby, księgarnie, knajpki raczej ich nie interesują. To, iż wypada gdzieś bywać, nie znaczy wcale, że warto. Twożywo bez problemu dociera do odbiorców – animację grupy można było podziwiać na tegorocznym festiwalu Open’er, zaś w najbliższym czasie, przy okazji obchodów kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego, artyści zaprezentują nowy mural. Wciąż nie wiadomo, gdzie – nie chcą zdradzać szczegółów, by nie zapeszać.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL