Styl życia

Winniczek – ślimak sprinter

Winniczek, Helix pomatia. Szerokość muszli 40 – 55 mm, wysokość 55 – 60 mm. Chroniony częściowo, zbiór dozwolony tylko od 1 do 31 maja i jedynie sztuk z muszlą powyżej 30 mm. Jeżeli do celów handlowych – za zgodą wojewódzkiego konserwatora przyrody
Fotorzepa
Rasowy wędrowiec musi szczerze współczuć istocie, która w całym życiu przebywa co najwyżej kilkaset metrów.
A cel ma nad wyraz przyziemny: znalezienie miejsca, w którym łatwiej będzie się zagrzebać na zimę albo zrobić dołek do złożenia jaj. Inna rzecz, że taka podróż może być dla winniczka, bo on jest dzisiaj naszym bohaterem, jakimś niezwykłym, dla nas niezrozumiałym, ciągiem wydarzeń i przeżyć. Kto wie... Obserwacje wskazują, że życie ślimaka nie jest wcale tak proste i prymitywne, jak by się wydawało.
[srodtytul]Śledztwo malakologów[/srodtytul] Winniczek jest nie tylko największym naszym ślimakiem, ale i najszybszym. Może w galopie osiągnąć zawrotną prędkość kilku metrów na godzinę. To wcale nie tak mało, skoro inny, najmniejszy u nas, ślimak lądowy pokonuje w 12 godzin niecałe 0,5 cm! Badacze ślimaków, czyli malakolodzy, całkiem serio pewien sposób lokomocji winniczka nazywają galopem. Zazwyczaj, gdy spokojnie pełznie, wykorzystuje falami przebiegające skurcze mięśni swojej szerokiej nogi. Ale gdy go przestraszyć, zmienia motorykę: gwałtownie wyrzuca przed siebie górną część ciała, a zarazem, przywierając przednią częścią nogi do gruntu, dociąga do niej resztę swego umięśnionego jestestwa. Nawet i ten sposób nie pozwala jednak na dalekie wojaże.
[srodtytul]Śluzowym traktem[/srodtytul] Dla winniczka paliwo stanowi... woda. A może raczej nie paliwo, lecz olej. Tworzy sobie śluzowy trakt, niezbędny, by mógł się w ogóle poruszać. A wytwarzanie śluzu wymaga mnóstwa wody. Dlatego winniczek – jak cała plejada jego pobratymców – lubi środowiska wilgotne. Może pełzać, dopóki nie straci wody równej połowie swojej masy. Niekorzystne warunki wilgotnościowe ślimak stara się przeczekać, ograniczając funkcje życiowe i zapadając w odrętwienie. Zasklepia przy tym śluzowym czopkiem wejście do muszli. Bez wody może pozostać aktywny do czterech tygodni. Później musi się zapaść w ów swoisty niebyt. A w takim stanie ślimaki mogą przetrwać bardzo długo. Pewnego pustynnego ślimaka włączono w londyńskim muzeum do zbioru, sądząc, że jest już tylko pustą muszlą. A tu, po czterech latach, przypadkowo zroszony ślimak ożył i zaczął wcinać kartonową etykietkę, którą doń przytwierdzono. Winniczek nie jest jednak ślimakiem pustynnym. Lubi, owszem, nasłonecznione wapienie, ale nie jałowe piaski. Jeżeli napotka na swej ścieżce niegościnne, bo zbyt suche, środowisko – zawraca. Nie ma w sobie zatem nic z turysty lubiącego podążać w nieznane. W ogóle wypada go uznać za pełzającego domatora. Ma np. skłonność – typową dla wielu innych ślimaków – na czas zimowego spoczynku wracać do tego samego miejsca, i to z dokładnością do ułamka milimetra! Znamienne przy tym, że ta przyziemna istota orientuje się w przestrzeni na podstawie położenia słońca na niebie. [srodtytul]Strzałki Amora[/srodtytul] Choć to zwierzęta w sporej mierze nocne, właśnie od słońca, a ściślej od ciepła, któremu towarzyszy stosowna wilgotność otoczenia, są zależne w miłości. O jakiej jednak miłości mówić, skoro są obojnakami? Otóż można mówić, bo nie jest im właściwe – choć u innych ślimaków bywa nierzadkie – zapłodnienie wewnętrzne. Osobniki muszą się wymieniać gametami, stąd konieczność zbliżenia. Kto będzie w tym układzie nią, a kto nim? Ano, nim będzie ten, kto wystrzeli do upatrzonego partnera strzały Amora. To nie żarty – chodzi o najprawdziwsze strzały! Są to chitynowe lub wapienne sztyleciki ukryte w woreczkach niczym strzały w kołczanach. Wystrzeliwane za znaczną siłą, godzą w ciało partnera. Czy działają nań podniecająco? Badacze są raczej skłonni przyjąć, że bardziej pobudzają do amorów samego strzelającego. Ale co tam, dość, że wreszcie dwa osobniki łączą się stopami w czymś w rodzaju gorącego pocałunku. Ba, odbywają nawet coś na kształt tańca. Tak, to wcale nie my wymyśliliśmy ten rodzaj rozrywki, choć i u nas jest ściśle związany z rozrodem. Dodajmy, że ślimaki mają takie same jak ludzie hormony płciowe: męski testosteron czy żeński progesteron i estradiol. Męski hormon wytwarzany jest przy tym w... ślimakowych czułkach. Ostateczny efekt działania tych erotyzujących substancji to 70 jaj, które trzeba starannie ukryć w ziemi. Winniczek używa tedy przedniej części swej jedynej nogi jako łopatki, w ciągu godziny wygrzebuje jamkę wyściełaną następnie śluzem, najpewniej dla ochrony przed bakteriami i grzybami. Sam proces składania jaj trwa ponad 35 godzin. Przyznajmy, że ten twórczy akt nieco się ślimaczy...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL