Mieszkaniowe

Końcówki coraz tańsze

Na osiedlu Murano za ponad 190-metrowy apartament trzeba zapłacić ok. 2,9 mln zł.
Materiały Inwestora
Kupując ostatni lokal w luksusowym budynku, można liczyć na znaczną zniżkę... o ile w kieszeni mamy co najmniej milion złotych
W czasie boomu ostatnie lokale w projekcie, które nie cieszyły się szczególną popularnością, sprzedawały się ostatecznie na warunkach nie gorszych niż pozostałe.
– Teraz klienci, oglądając ostatnie mieszkania, których deweloperowi nie udało się sprzedać w danym projekcie, mogą liczyć na okazyjne ceny. Deweloper, chcąc zamknąć inwestycję i uwolnić środki, jest bardziej skłonny do negocjacji – zauważa Mikołaj Martynuska z CB Richard Ellis. [srodtytul]Duże upusty[/srodtytul]
Jak podają przedstawiciele Dom Development, w ciągu roku spółka obniżyła ceny transakcyjne apartamentów o ponad 16 proc., podczas gdy ceny transakcyjne mieszkań popularnych spadły średnio o 5,5 proc. Nie brak i większych upustów, sięgających kilkudziesięciu procent – np. w jednej z nadwiślańskich inwestycji apartamenty rok temu kosztowały po 30 tys. zł za 1 mkw., a już kilka miesięcy temu deweloper zaproponował te lokale po ok. 19 tys. zł za 1 mkw. – Nie brak również takich spółek, które w ogóle nie negocjują cen i są gotowe oddać budynek do użytku bez sprzedania wszystkich lokali – zauważa Jerzy Sobański, szef firmy Akces Nieruchomości. Warto jednak w każdym przypadku udać się do biura i przepytać rzetelnie sprzedawcę, na jakich warunkach można dokonać transakcji, bo może się okazać, że pozornie sztywna oferta ma miękki cennik. – Np. jedna ze spółek sprzedających apartamenty długo twierdziła, że nie spuści z ceny, ale po dłuższej rozmowie okazało się, że gdybym kupił kilka mieszkań jednocześnie, będą tańsze o 4 – 5 proc. – tłumaczy Jerzy Sobański. Dodaje, że często kredyt zaciągnięty w banku nie pozwala wielu spółkom oferować upustów. Ale wielu deweloperów lokali luksusowych czy z wyższej półki narzuciło tak duże marże, że mają z czego schodzić. [srodtytul]Z gotówką w ręku[/srodtytul] – Wiele projektów reklamowanych jako apartamentowe tak naprawdę można traktować jako inwestycje z mieszkaniami jedynie o podwyższonym standardzie. Teraz to właśnie takie mieszkania, których cena była zawyżona w okresie boomu, będą musiały tanieć, zwłaszcza jeśli są to ostatnie lokale w inwestycji. Zazwyczaj oznacza to, że najmniej się podobały i mają jakieś minusy w porównaniu z resztą oferty – zauważa Waldemar Oleksiak z firmy Emmerson. Dodaje, że deweloper planujący działalność w dłuższej perspektywie będzie wolał je sprzedać, żeby zakończyć inwestycję i pozyskać środki na inne projekty, na przykład na zakup działek, których cena jest obecnie korzystna. A jeśli pozostały mu pojedyncze lokale, tym bardziej będzie chciał zakończyć inwestycję. – Pamiętajmy, że jeśli jest zewnętrzny zarządca powołany przez powstałą wspólnotę mieszkaniową, to deweloper posiadający jeszcze mieszkania w takim budynku będzie musiał płacić za nie czynsz jak inni. Dlatego deweloperzy skłonni są w takich przypadkach zaoferować znaczące upusty cenowe, sięgające nawet ponad 25 proc. Sprzedaż i tak okaże się dla nich opłacalna – twierdzi Oleksiak. Opłacalna, bo w grę wchodzą duże powierzchnie – apartamenty sięgają co najmniej 100 mkw., a ich ceny nie spadają poniżej 10 tys. zł za 1 mkw. W takiej sytuacji cenieni są oczywiście przede wszystkim klienci dysponujący gotówką. Jeśli zdecydują się na kupno, deweloper ma świadomość, że w trakcie transakcji nie pojawią się problemy typu: decyzja odmowna ze strony banku. Mogą więc niemal swobodnie dyktować ceny. Mimo to – jak zauważa Mikołaj Martynuska – najwolniej sprzedają się mieszkania właśnie w segmencie apartamentowym. Zresztą nawet w czasach boomu te lokale czekały zwykle dłużej na klienta. Z drugiej strony, zdaniem analityków, teraz jest optymalny moment do zakupu mieszkania. – Prognozy dotyczące podaży na najbliższe lata są tak pesymistyczne, że rzeczywiście w najbliższej przyszłości możemy się spodziewać gwałtownego spadku dostępnej oferty. Zanim deweloperzy rozpoczną nowe inwestycje, przez lata 2010 – 2011 możemy mieć do czynienia z brakiem jakichkolwiek nowych inwestycji. Klienci szukający dziś mieszkań dość szybko mogą dojść do podobnego wniosku i przyspieszyć decyzje o zakupie mieszkania. W pewnej mierze obserwowaliśmy to w miesiącach wiosennych, natomiast już niebawem można się spodziewać tradycyjnego spowolnienia wakacyjnego. Wtedy na rynku znów zapanuje sezonowa stagnacja – przepowiada Waldemar Oleksiak.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL