Biznes

Kryzys ratuje polskie drogi

Budowa trasy ekspresowej s8
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Oferty na budowę dróg są nawet o ok. 40 proc. niższe od kosztorysów.To efekt spadku cen materiałów i większej konkurencji. Ale i tak może nie starczyć pieniędzy na inwestycje
Na budowę południowej obwodnicy Warszawy, która ma m.in. ułatwić dojazd do lotniska, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad chciała wydać 1,7 mld zł. Najniższa złożona w przetargu oferta opiewała na ponad 600 mln zł mniej. To ostatnio standard w rządowych przetargach na budowę dróg. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, być może uda się zrealizować tegoroczny rządowy plan budowy dróg, mimo że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad do dyspozycji ma otrzymać mniejsze, niż planowano jeszcze pół roku temu, środki.
Budżet ośmiu rozstrzygniętych od początku roku przetargów przewidziany był na 7,8 mld zł. Najniższe złożone przez firmy budowlane oferty opiewają w sumie na 6,2 mld zł. – Pojawianie się coraz niższych cen to nic nadzwyczajnego w obecnych czasach – mówi Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu. Firma złożyła m.in. najniższe oferty w dwóch rozstrzygniętych w tym roku przetargach.
Zdaniem Kozioła materiały potaniały od początku roku od kilku do nawet kilkudziesięciu proc. A kosztorysy GDDKiA były tworzone w czasach najwyższych cen materiałów i kosztów robocizny. – Nasze ceny spadły, ale obniżyły się też żądania finansowe podwykonawców, więc niższe marże nam się bilansują – twierdzi Andrzej Rybarczyk, wiceprezes Hochtief Polska. Kolejnym czynnikiem wpływającym na spadek cen jest coraz większa konkurencja o rządowe kontrakty. Polska ma dziś do dyspozycji środki na budowę infrastruktury nieporównywalnie większe niż jakikolwiek inny kraj europejski. To przyciąga kolejnych chętnych. Obecnie do jednego przetargu ogłaszanego przez inwestora publicznego staje nawet do 40 firm, uwzględniając te, które łączą się w konsorcja. Jeszcze w zeszłym roku konkurencja była dwukrotnie mniejsza. Potwierdza to Andrzej Maciejewski, rzecznik GDDKiA. – Mamy więcej ofert, o czym świadczy choćby przykład przetargu na autostradę A2 Stryków – Konotopa. O budowę pięciu odcinków trasy stara się 87 chętnych. Dużo nowych graczy przyjechało do nas z pogrążonej w kryzysie Hiszpanii, Irlandii, a nawet z Grecji. Jest też dużo firm, które w ostatnich latach wzmocniły się i zyskały doświadczenie, więc teraz ubiegają się o kontrakty, o które wcześniej nie mogły walczyć. Jak mówi Piotr Kleciek, prezes Bilfinger Berger Polska, część ofert jest znacznie poniżej kosztów ich realizacji. Nowe firmy walczą o miejsce na rynku, inne są zdesperowane i za wszelką cenę walczą o zlecenia. Rząd od początku roku otworzył koperty w przetargach o wartości prawie 11 mld zł. Podpisano już umowy na prace warte ok. 4,5 mld zł. Reszta rozstrzygnięć czeka na uprawomocnienie i weryfikację Urzędu Zamówień Publicznych. To trwa około dwóch miesięcy. W sumie od podpisania umowy do zapłaty pierwszej faktury mija ok. czterech, pięciu miesięcy. Czas trwania całego procesu ratuje budżet broniącego się przed utratą płynności urzędu. GDDKiA otrzymała bowiem od początku roku z resortu infrastruktury tylko 4 mld 20 mln zł. Większość poszła na bieżące wydatki. Nieoficjalnie mówi się, że mimo spadku cen część umów jest podpisywana najpóźniej jak się da, by odsunąć terminy pierwszych płatności. Sytuację ma uratować Krajowy Fundusz Drogowy, który może zaciągać pożyczki i emitować obligacje na inwestycje drogowe. – Ustawa o KFD została już przyjęta przez Sejm. Czekamy na podpis prezydenta – mówi Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, wiceminister infrastruktury. W ciągu kilku tygodni ma doń trafić ok. 7 mld zł. To m.in. kredyty z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL