Muzyka

Tydzień w zaczarowanym świecie dźwięków

Marta Wierzbieniec
Fotorzepa, Krzysztof Łokaj Krzysztof Łokaj
Rozmowa: prof. Marta Wierzbieniec, dyrektor naczelny Filharmonii Rzeszowskiej im. Artura Malawskiego oraz szef Muzycznego Festiwalu w Łańcucie
[b]Rz: Jest pani pierwszą kobietą w ponad 50-letniej historii Filharmonii Rzeszowskiej, która od niespełna roku kieruje tą zasłużoną dla regionu instytucją muzyczną – organizatorem Muzycznego Festiwalu w Łańcucie. Czy można się spodziewać radykalnych zmian w funkcjonowaniu rzeszowskiej filharmonii?[/b]
[b]Marta Wierzbieniec:[/b] Filharmonia im. Artura Malawskiego w Rzeszowie jest instytucją o bardzo bogatych tradycjach. Wielu wspaniałych artystów (dyrygentów i solistów) miało okazję występować tu w sali o znanej, wspaniałej akustyce. Od 48 lat instytucja ta jest także organizatorem Muzycznego Festiwalu w Łańcucie, prestiżowej imprezy, znanej w kraju i za granicą. Czy przewiduję radykalne zmiany? Przede wszystkim chcę kontynuować wszystkie dobre kierunki rozwoju filharmonii. Zmiany dotyczyć będą przede wszystkim samego budynku. Jesteśmy bowiem w przededniu kapitalnego remontu i rozbudowy tej instytucji. Każdy dyrektor pragnie zapewne sprofilować działalność placówki muzycznej. Moim marzeniem jest, by oferta koncertowa, którą przygotowujemy na następny sezon i na kolejny Muzyczny Festiwal w Łańcucie, była interesująca dla naszych odbiorców.
[b]Czy trudno było przejść ze świata nauki do sfery zarządzania sporą instytucją, czyli z naukowca stać się menedżerem?[/b] Jeszcze w czasie studiów podjęłam pracę w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie, gdzie założyłam chór kameralny składający się ze studentów kierunku wychowanie muzyczne. Z zespołem tym koncertowałam wielokrotnie w kraju i za granicą, m.in. w Austrii, Belgii, na Słowacji, w Szwajcarii, na Białorusi, w Niemczech. Przez ponad dziesięć lat nie tylko zajmowałam się chórem od strony artystycznej, ale też byłam jego menedżerem i musiałam szukać sponsorów. Od 1999 roku jestem dyrektorem Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, nie są więc mi obce sprawy organizacyjne. Nie jestem zaskoczona nową rolą ani zakresem działań takiej instytucji jak filharmonia. Zdaję sobie sprawę, że szerszy jest zasięg, większe oczekiwania i jest to nowe wyzwanie. [b]Jak pani została przyjęta przez pracowników Filharmonii, ale też przez świat biznesu, bo wiadomo, że takie instytucje muszą zabiegać o wsparcie finansowe?[/b] W filharmonii spotkałam się z bardzo życzliwym przyjęciem. Jest to znakomity, bardzo sprawny organizacyjnie zespół pracowników administracji, obsługi i wyjątkowa orkiestra symfoniczna, stojąca na wysokim poziomie wykonawczym, co potwierdza wielu artystów. Cieszę się także z dobrych relacji, jakie filharmonia ma ze światem biznesu, a świadczyć o tym może lista sponsorów 48. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie. [b]Łańcucka impreza to przede wszystkim święto muzyki kameralnej. Czy w tym roku będzie podobnie?[/b] Muzyczny Festiwal w Łańcucie właściwie narodził się z przekształcenia Dni Muzyki Kameralnej, ale od dawna nie tylko muzyka kameralna wchodzi w skład programu łańcuckiej imprezy. Pragnę kontynuować te tradycje i podobny profil przyjmuje obecny szef artystyczny filharmoników rzeszowskich Vladimir Kiradjiev. Biorąc pod uwagę oczekiwania festiwalowej publiczności, przygotowaliśmy ofertę różnorodną, chociaż na zorganizowanie imprezy nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Już teraz jednak myślimy o kolejnych atrakcjach w Łańcucie. [b]Muzyczne spotkania w Łańcucie od lat mają swoje idee przewodnie. Czy podobnie jest w tym roku?[/b] Tak, i to kilka. Przede wszystkim odbywa się w Roku Haydnowskim. Dlatego też nie zabraknie muzyki tego wielkiego wiedeńskiego klasyka. Na zakończenie festiwalu w niedzielę, 31 maja, dokładnie w dwusetną rocznicę śmierci kompozytora, usłyszymy symfonię nr 49 „La Passione” w wykonaniu Akademii Beethovenowskiej pod dyrekcją Pawła Przytockiego. Kolejną ideą festiwalu jest przesłanie jednoczenia przy muzyce zarówno pokoleń, jak i osób różnej narodowości. Do wspólnych wykonań zasiądą artyści z różnych krajów. Koncertować będą ojciec z synem (J. i K. Stanienda), a podczas wieczoru „Maraton młodych talentów” usłyszymy uznanych solistów, którzy prezentować będą swe umiejętności pod okiem seniora rodu Drzewieckich – Jarosława. Tegoroczny festiwal odbywa się w miesiącu, w którym obchodzona jest piąta rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej. Interesująco zapowiada się koncert orkiestry mającej siedzibę w Austrii Spirit of Europe, która powstała dokładnie pięć lat temu, gdy Polska i inne kraje wchodziły do UE. Tworzą ją muzycy właśnie z tych krajów. [b]Podjęła pani odważną, ale też oczekiwaną przez wielu melomanów decyzję, by koncert inauguracyjny zorganizować na terenie łańcuckiego parku dla szerszej widowni. Czy to będzie stała praktyka?[/b] Rozpoczynamy wielką galą w ogrodach łańcuckiego zamku. Pomysł koncertu plenerowego nie jest niczym nowym. W Łańcucie takie koncerty już się odbywały na dziedzińcu zamkowym, ale na taką skalę – to po raz pierwszy. Chcemy, aby muzyka festiwalowa mogła dotrzeć do szerszego grona odbiorców, mamy też nadzieję, że dzięki temu festiwal będzie muzycznym świętem w regionie. Czy ten pomysł będziemy kontynuować? To będzie zależało od publiczności. Jeśli taka forma zostanie zaakceptowana i dobrze przyjęta, na pewno powtórzymy ją jeszcze, chociaż organizacja takiego koncertu wymaga wyjątkowych nakładów finansowych oraz zaangażowania wielu osób. [b]To proszę jeszcze zachęcić melomanów do festiwalu, również słuchania koncertów za pośrednictwem transmisji telewizyjnych TVP Rzeszów. Co w tej imprezie jest takiego szczególnego, że z wiekiem nabywa jeszcze większego wigoru?[/b] W ten majowy tydzień możemy się przenieść w zaczarowany świat wspaniałej muzyki. W pędzie codziennych zdarzeń nie przegapmy okazji, by rozkoszować się pięknem, by zatrzymać się przynajmniej na chwilę przy muzyce – dla siebie, dla swoich marzeń i tęsknot. Kryzys nie może dotknąć naszej wieloletniej tradycji, gdzie muzyka, kultura i sztuka były bronią oraz tarczą, przynosiły siły do przetrwania i ukojenie. [ramka][srodtytul]Pierwsza kobieta na czele filharmonii[/srodtytul] Profesor Marta Wierzbieniec od września 2008 roku jest dyrektorem naczelnym Filharmonii Rzeszowskiej, a zarazem Muzycznego Festiwalu w Łańcucie. Jest pierwszą kobietą na tym stanowisku. Absolwentka krakowskiej Akademii Muzycznej, a także Podyplomowego Studium Chórmistrzowskiego i Emisji Głosu przy Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Wielokrotnie uczestniczyła w kursach mistrzowskich, m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Belgii. Od lat jest pracownikiem naukowym Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz Akademii Muzycznej w Krakowie. Od 1996 roku kieruje chórem działającym przy rzeszowskim Instytucie Muzyki. Zespół ten współpracuje od dawna z orkiestrą Filharmonii Rzeszowskiej, uczestnicząc w wykonaniach dzieł wokalno-instrumentalnych. Recenzowała dużą liczbę prac doktorskich z zakresu dyrygentury, bierze udział w jury wielu konkursów chóralnych. Przez wiele lat prowadziła też w Rzeszowie studencki Chór Kameralny, który występował w różnych krajach i jest laureatem wielu konkursów i festiwali. —mat[/ramka] [i]rozmawiał Józef Matusz[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL