Internet

O co chodzi i kogo dotyczy ugoda z Google’em

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Konieczne jest przemyślenie przez wydawców własnej polityki co do zasad rozpowszechniania książek w trybie online – uważają Ryszard Markiewicz i Janusz Barta, profesorzy prawa z Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego
Zamiast toczyć spór prawny, czy była dopuszczalna w świetle prawa autorskiego USA (doktryna fair use) digitalizacja zbiorów kilku dużych bibliotek amerykańskich oraz „wyświetlanie” krótkich fragmentów książek w ramach rezultatów prezentowanych przez wyszukiwarkę (search engine), strony wynegocjowały ugodę zbiorową w sprawie skanowania książek przez Google’a [[link=http://www.googlebooksettlement.com]http://www.googlebooksettlement.com[/link]]. Jest ona – także w Polsce – przedmiotem dyskusji i wątpliwości (patrz tekst: „[link=http://www.rp.pl/artykul/301050.html]Pisarze kontra Google[/link]”, „Rz” z 6 maja).
[wyimek]Ugoda z Google prowadzi do utworzenia uniwersalnej cyfrowej biblioteki i księgarni[/wyimek] [srodtytul]Eksploatacja tylko na terenie USA[/srodtytul]
Na razie jest to tylko projekt ugody, który musi być zatwierdzony przez sąd. Toteż może być ona zarówno zakwestionowana, jak i znacząco zmodyfikowana przez strony. Szczególnie istotne – z perspektywy czytelnika z Polski – jest to, że ugoda dotyczy wyłącznie eksploatacji utworów na terenie USA. Ma ona jednak znaczenie także dla autorów i wydawców z innych państw, a to ze względu na eksploatację ich dzieł na terenie USA oraz prawdopodobieństwo wykorzystania przez Google’a wypracowanego modelu ugody dla rozpowszechniania książek poza USA. Ze względu na sposób funkcjonowania tzw. class action, jeżeli potencjalny „naruszony” nie wyłączy się wyraźnie spod zakresu działania ugody, to (w wypadku jej akceptacji przez sąd amerykański) będzie nią związany. Jeżeli natomiast zgłosił swój sprzeciw w terminie do 4 września 2009 r. – może bezpośrednio dochodzić roszczeń od Google’a. [srodtytul]Licencja w sprawie wyświetlania[/srodtytul] Treścią ugody jest nie tylko zrzeczenie się „starych” roszczeń w stosunku do Google’a z tytułu digitalizowania książek i ich eksploatacji do 5 maja 2009 roku „w zamian” za wynagrodzenie (w łącznej wysokości co najmniej 45 milionów USD, w tym co najmniej 60 USD za jedną książkę), lecz także, co istotniejsze, udzielenie dla Google’a licencji niewyłącznej „na przyszłość” w odniesieniu do książek opublikowanych do 5 stycznia 2009 roku w zakresie: digitalizacji, otwarcia instytucjom dostępu do zbiorów online, „sprzedaży” wersji elektronicznych książek online, prawa zamieszczania reklam na stronach prezentowanych książek. Zasadnicze znaczenie posiada tzw. wyświetlanie. Obejmuje ono zarówno całe książki, jak i ich części w postaci albo tzw. podglądu (do 20 proc. objętości), albo fragmentów (trzy do czterech wierszy tekstu z danej książki, maksimum trzy fragmenty z jednej książki, jako wynik wyszukiwania przeprowadzonego dla danego użytkownika). Z tytułu tej działalności Google zapłaci posiadaczom praw autorskich 63 proc. wszelkich dochodów uzyskanych z eksploatowania książek. Licencja w sprawie „wyświetlania” dotyczy tylko książek niedostępnych w handlu (wyczerpanych), a uprawnieni, także w stosunku do tej kategorii książek, mogą zakazać niektórych lub wszystkich sposobów ich wykorzystania lub nawet polecić ich usunięcie z elektronicznej bazy danych książek albo rozszerzyć licencję Google’a także na wskazane przez nich książki, które są aktualnie sprzedawane. Decyzję co do modyfikacji zakresu eksploatacji podejmują w zasadzie wspólnie autor i wydawca, przy czym wobec rozbieżności stanowisk decydujące znaczenie ma dyspozycja bardziej restrykcyjna względem przedsięwzięcia Google’a. Ugoda określa także zasady podziału przychodów Google’a między autorów i wydawców. Charakterystycznym rozwiązaniem dla nowoczesnego prawa autorskiego jest zapewnienie dla twórcy udziału w tych przychodach także wtedy, gdy przeniósł całość autorskich praw majątkowych na wydawcę. Zdigitalizowane książki mogą być eksploatowane również w celach reklamowych oraz dla tzw. korpusu badawczego przeznaczonego m.in. do analiz lingwistycznych, a także do tłumaczeń automatycznych. Przewidziano także utworzenie tzw. rejestru praw do książek. Będzie to swoista organizacja zbiorowego zarządzania prawami, prowadząca bazę danych uprawnionych i zajmująca się dystrybucją wpływów. Jej zarząd będzie się składał z równiej liczby przedstawicieli autorów i wydawców. [srodtytul]Cyfrowa biblioteka[/srodtytul] Ugoda z Google’em jest obecnie rozpatrywana głównie z perspektywy rynku USA. Wskazuje się, że prowadzi ona do utworzenia uniwersalnej cyfrowej biblioteki i księgarni. Wyrażane są obawy, iż ugoda ta: a) naruszy zakaz wspólnego ustalania przez wydawców cen zbytu dla książek dostępnych online, b) przyzna Google’owi de facto pozycję monopolistyczną w odniesieniu do tzw. dzieł sierocych, a więc utworów, co do których istnieją trudności w lokalizacji uprawnionego podmiotu, c) zasadniczo utrudni wejście na rynek innego podmiotu z podobnym modelem gospodarczym. Uważa się, że ugoda może także zagrozić dotychczasowej działalności bibliotek. Prognozowany jest bowiem wzrost kosztów dostępu do książek ze względu na brak konkurencji. Podnosi się poza tym, że ugoda ta stanowi zagrożenie dla prawa do prywatności oraz interesów konsumenta. Równocześnie nie można nie dostrzegać społecznych korzyści związanych z realizacją omawianej ugody. Chodzi tu zwłaszcza o umożliwienie użytkownikom amerykańskim dostępu oraz zakupu milionów obecnie niedostępnych dla nich książek. [srodtytul]Wnioski dla polskich twórców i wydawców[/srodtytul] Polscy twórcy i wydawcy, rozpatrując, czy celowe jest przystąpienie do ugody, powinni mieć na uwadze, że dotyczy ona wyłącznie działań na terenie USA. Dlatego jeżeli chodzi o książki opublikowane w języku polskim, nie ma ona istotnego ekonomicznego znaczenia. Nie należy jej jednak ignorować. Z jednej strony, tylko wyraźne wyłączenie się z niej autora i wydawcy, połączone z poleceniem usunięcia danej książki z bazy danych, gwarantuje uniemożliwienie jej dalszej eksploatacji przez Google’a. Z drugiej, przystąpienie do ugody (pamiętając, iż milczenie zainteresowanych przesądza o przyjęciu tej opcji) może być źródłem dochodu dla tych podmiotów ze względu na już zdigitalizowane książki. Mogą oni przy tym dowolnie określić dozwolony zakres ich eksploatacji przez Google’a. Równocześnie należy wziąć spod uwagę perspektywę szybkiego rozpowszechniania w Europie analogicznego rozwiązania do przyjętego w relacjonowanej ugodzie. Konieczne jest zatem przemyślenie przez wydawców własnej polityki co do zasad rozpowszechniania książek w trybie online oraz opracowanie nowych wzorów umów z autorami uwzględniających tę problematykę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL