Mniejszości

Absolwenci wyjechali na Zachód

W latach 90. uruchomiono regularną linię autobusową Siemiatycze – Bruksela. Na zdjęciu dworzec PKS w Siemiatyczach w styczniu 2004 roku
Fotorzepa, Adam Kardasz Adam Kardasz
Nawet co czwarty mieszkaniec 17-tysięcznego miasta na Podlasiu utrzymuje się z pracy za granicą. Młodzi i wykształceni wyjechali. Ich miejsca powoli zapełniają 50-latki, które podnoszą swoje kompetencje na studiach
30-letni Paweł mieszka w Belgii od czterech lat. Pracuje tam w dobrej klinice, założył rodzinę. O Brukseli, na przedmieściach której postawił niedawno okazały dom, mówi „moje miejsce na Ziemi”.
– Od liceum jeździł do Belgii z ojcem – opowiada pani Danuta, mama Pawła. – Ekipa budowlana była tak rozchwytywana, że nie nadążali z wykonywaniem zleceń. Życie za granicą spodobało mu się tak bardzo, że już wtedy zapowiadał wyjazd na stałe. Ostatecznie Paweł opuścił rodzinne Siemiatycze miesiąc po skończeniu studiów medycznych w Lublinie. – Nawet nie szukał pracy w Polsce. Warunki, jakie zaproponowano mu w Brukseli, były w kraju nieosiągalne dla młodego człowieka. Tam zrobił staż, dostał etat i jest szczęśliwy – mówi jego mama.
[srodtytul]Pekaesem do Belgii[/srodtytul] Takich rodzin w Siemiatyczach jest więcej. Migracja zarobkowa do Belgii zaczęła się już w latach 80. – Budowlańcy, spawacze, elektrycy – jechał każdy, kto miał fach w ręku – opowiada Zbigniew Radomski, burmistrz Siemiatycz, który jeszcze jako dyrektor miejscowego PKS w latach 90. uruchomił regularną linię Siemiatycze – Bruksela. – Przed każdymi świętami mieliśmy rezerwacje na ponad 2 tysiące miejsc. Dziś dokładnych statystyk nikt nie prowadzi, ale burmistrz szacuje, że z pracy zarobkowej w Brukseli może się utrzymywać około trzech, czterech tysięcy mieszkańców. Rodziny tzw. brukselczyków mieszkają na willowym osiedlu, które ochrzczono – z zazdrości, jak przypuszcza burmistrz – „osiedlem biednych”. – W każdej siemiatyckiej rodzinie ktoś pracował, pracuje lub zamierza pracować w Belgii – mówi Radomski. – Kiedyś ludzie jeździli na parę miesięcy, góra kilka lat, a zarobione w Belgii pieniądze inwestowali w Siemiatyczach w domy lub mały biznes. Efekt? W mieście oprócz kilku dużych zakładów działa około tysiąca małych, rodzinnych firm. Stopa bezrobocia jest najniższa w regionie. W marcu wyniosła 6,8 proc. (w całym województwie podlaskim – 11,4 proc.). W prawie 17-tysięcznych Siemiatyczach zarejestrowanych jest zaledwie 526 bezrobotnych. O pracę nie ubiegają się świeżo upieczeni absolwenci wyższych uczelni. – Wolą jechać w świat. Za przygodami, większymi pieniędzmi i łatwiejszym życiem – diagnozuje burmistrz. – Część jedzie na kilka lat, inni zostają na stałe, zakładają rodziny. [srodtytul]50-latek na uczelni[/srodtytul] To właśnie brak dobrze wykształconych pracowników był motywem założenia w Siemiatyczach Nadbużańskiego Stowarzyszenia Edukacyjnego. – Co roku mniej absolwentów wyższych uczelni wracało w rodzinne strony. A wymogi pracodawców były nieubłagane, bo dziś wyższe wykształcenie to standard, dlatego zabraliśmy się za szeroko pojętą promocję edukacji – mówi „Rz” Jan Zalewski, prezes stowarzyszenia. Głównym celem organizacji było powołanie w Siemiatyczach pierwszej uczelni. Nadbużańska Szkoła Wyższa, która kształci na kierunku zarządzanie, powstała w 2001 roku. – Nasza oferta jest przystosowana do lokalnych potrzeb – mówi Krzysztof Rożuk, kanclerz uczelni. – Zaczęliśmy zabiegać o 40-, 50-latków, którzy chcąc utrzymać pracę lub awansować, musieli się dokształcić. Jedna trzecia studentów NSW to ludzie w wieku ok. 50 lat. Co roku uczelnię kończy kilkadziesiąt osób z powiatu siemiatyckiego, których nie stać było na studiowanie w dużych ośrodkach akademickich. – I tak powoli uzupełniamy lukę po dwudziestoparolatkach. Kto wie, gdyby nie nasza szkoła, może w Siemiatyczach zabrakłoby rąk do pracy – uśmiecha się Rożuk. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mailto=t.niespial@rp.pl]t.niespial@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL