fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Boruca czas przemyśleń

Artur Boruc
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Po fatalnym meczu w Belfaście szanse Polaków na awans do mundialu bardzo zmalały. Kadra liże rany w Tychach, Leo Beenhakker nie zrezygnuje
Na lotnisku w Pyrzowicach na reprezentację Polski czekało 12 kamer i kilkudziesięciu dziennikarzy. Piłkarze widzieli tłum przez drzwi, gdy czekali na bagaże. Patrzyli w podłogę, bo wiedzieli, że zaraz przyjdzie im stawić czoło ludziom, których w sobotę tak bardzo zawiedli.
Jacek Krzynówek mówił, że skoro wychodzą do kibiców po zwycięstwach, wyjdą i teraz. - Wiem, że ciężko to już tłumaczyć, bo taki mecz w eliminacjach przytrafił nam się drugi raz z rzędu. W Belfaście nic nam nie wychodziło, trudno znaleźć jakiś pozytywny moment – tłumaczył. W Irlandii żaden z reprezentantów nie kupił gazet. „Artur Boruc naszym bohaterem”, „Polski aktor daje nam mundial”, „Kopniak w Boruca” - to tytuły z pierwszych stron. Na lotnisku Boruc pożyczył czapkę z daszkiem od Łukasza Załuski i nasunął ją na oczy. Michał Żewłakow z nikim nie rozmawiał, na pytanie czy bramkarz Celticu zdoła się pozbierać odpowiedział, że żaden z piłkarzy przez pół roku nie zrobił nic, by mu w tym pomóc.
Boruc stał się jednak ofiarą samego siebie. Tym razem nikogo nie prowokował, nie żegnał się przed trybuną irlandzkich kibiców, nie miał pod bluzą koszulki z wizerunkiem papieża, ale show, które urządza od lat zniszczyło marzenia reprezentacji o mistrzostwach świata. Trener rywali Nigel Worthington przyznał później, że kazał każdemu swojemu piłkarzowi wywierać na Boruca jak największą presję, mówić do niego, nie uciekać z pola karnego, gdy wybijał piłkę. Swoje dołożyli też kibice i Polak nie wytrzymał. Polska przegrała 2:3, a Boruc popełnił dwa błędy. Pierwszy głupi, drugi kompromitujący. Zawalił kolejny mecz reprezentacji, w ostatnim jesiennym spotkaniu w końcówce meczu ze Słowacją przepuścił dwa gole, za które musiał przepraszać kolegów z drużyny. W sobotę podobno nie przepraszał, w szatni panowała cisza. Bramkarz Celticu Glasgow nie wiedział jeszcze, że w tym meczu w ogóle miał nie zagrać. W sobotę o 13:17 rzecznik prasowy Marta Alf wysłała do dziennikarzy informację, że Łukasz Fabiański ma infekcję jelit i zostanie w hotelu. Po meczu Beenhakker przyznał, że postawił na Boruca, bo musiał. Łukasz Załuska nie ma żadnego doświadczenia w kadrze. Boruc ma teraz czas na przemyślenia. Tym, co mogło się dla niego wydarzyć najlepszego jest blisko półroczna przerwa w meczach eliminacyjnych. Jeśli nic się przez ten czas w jego życiu nie zmieni, nie dostanie powołania do reprezentacji na jesienne mecze. Na początku zgrupowania we Wronkach Boruc i Fabiański mieli równe szanse w wyścigu o miejsce w podstawowej jedenastce, po kilku treningach Fabiański zaczął prowadzić. W czwartek, kiedy Boruc złamał regulamin reprezentacji zapraszając do hotelu partnerkę - zapadła decyzja, że nie zagra z Irlandią, bo myśli o wszystkim, tylko nie o piłce. Wiedzą już o tym w Szkocji, dziennikarze gazet z Glasgow w rozmowach telefonicznych imponowali wiedzą.Problemem polskiej reprezentacji w Belfaście nie był jednak sam Boruc. Beenhakker mówił, że był to najgorszy mecz jaki widział w Europie od 10 lat. Jedynym zawodnikiem, którego można wyróżnić jest Marek Saganowski. Nie wyszedł na boisko od pierwszej minuty, mimo że potrafi grać z Wyspiarzami, bo podobno najlepiej radzi sobie, jako zawodnik wchodzący z ławki rezerwowych. Reprezentacja Beenhakkera zatoczyła koło. Mecz z Irlandią Północnym marnością można porównywać tylko ze spotkaniem z Finlandią na inaugurację eliminacji mistrzostw Europy 2008. Wtedy w Bydgoszczy Polacy przegrali 1:3, ale był to początek pracy Holendra z naszą reprezentacją. Teraz trzeba wymagać więcej, a koszmarem Boruca nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Zgrupowanie we Wronkach pełne przecież było optymizmu, bo polscy piłkarze wreszcie zaczęli regularnie grać w swoich zagranicznych klubach. Formuła Beenhakkera mogła się wypalić, magia - przestać działać. Trener wie o tym, że teraz Polska może dostać się na mundial tylko tylnymi drzwiami - po barażach. Wygrać je zresztą będzie bardzo trudno.Po meczu szatnię Polaków odwiedził prezes PZPN Grzegorz Lato. Pocieszał piłkarzy, mówił, że jest z nimi i mają jego pełne zaufanie. W samolocie z Belfastu zapytany o dymisję Beenhakkera, Lato odmówił odpowiedzi, zaprasza na konferencję prasową w środę, jakby miał przygotowaną jakąś niespodziankę. Zwolnienia trenera raczej nie będzie, wydaje się, że dokończy eliminacje. Beenhakker już w tyskim hotelu „Piramida” prosił, by za porażkę winić jego. - Chłopcy mnie teraz potrzebują. Przecież nie zagrali tak fatalnie z premedytacją - tłumaczył. Dodał, że pytania o rezygnację zmuszają go tylko do cięższej pracy. Po pięciu kolejkach Polacy w grupie wyprzedzają jedynie San Marino, Słowacja, która ma rozegrany jeden mecz mniej jest o trzy miejsca wyżej. Wydaje się, że to już dno. Schodzącym do szatni Polakom, a zwłaszcza Borucowi, kibice zaśpiewali, by zawsze patrzył na jasną stronę życia. Skoro tak, spójrzmy na tabelę naszej grupy inaczej - jeśli drużyna Beenhakkera w środę wysoko wygra z San Marino, a w dwóch pozostałych meczach padną remisy, nagle znajdzie się na drugim miejscu w tabeli ze stratą jednego punktu do lidera. A potem trzeba będzie czekać do września, wygrać wszystko do końca i patrzeć, jak potykają się konkurenci. [ramka][b]Czytaj więcej[/b] Wywiad z Leo Beenhakkerem:[link=http://www.rp.pl/artykul/194779,283682_Trzecia_bramka_nas_zabila.html]Trzecia bramka nas zabiła[/link] Relacja z meczu: [link=http://www.rp.pl/artykul/60511,283387_Pozegnanie_z_Afryka.html]Pożegnanie z Afryką[/link] [link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2009/03/28/taka-brzydka-katastrofa/]Komentarz Stefana Szczepłka[/link] [link=http://www.rp.pl/galeria/60511,1,283387.html]Zobacz galerię zdjęć ze spotkania[/link] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA