fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Wall Street opiera się czarowi prezydenta Obamy

Prezydent Barack Obama
AFP
Amerykanie po cichu wierzyli, że Barack Obama będzie cudotwórcą. Wall Street już wie, że nie jest
Gdy w swym pierwszym prezydenckim orędziu Obama przedstawił najambitniejszy program reform społecznych i gospodarczych od czasów Roosevelta, media rozpływały się w zachwytach. Ale już wtedy reakcja rynków finansowych była nadzwyczaj chłodna. Dzień po wielkim przemówieniu prezydenta zarówno NYSE, jak i NASDAQ jakby nigdy nic kontynuowały swój zjazd. I tak jest do dziś: niedawny wzrost indeksów związany był nie z działaniami rządu, lecz z informacją o zaskakująco dobrych wynikach Citibanku. Barack Obama jest wciąż bardzo popularnym prezydentem, ale Wall Street jakoś nie ma do niego przekonania. Powodów jest wiele.
Gdy Obama tworzył swój gabinet, inwestorzy z uznaniem reagowali na jego dobór ludzi od gospodarki: przeważali pragmatyczni centryści, fachowcy od konkretu, a nie ideolodzy. Skład gabinetu się nie zmienił, ale coraz bardziej populistyczna retoryka ze strony samego Obamy niepokoi wielu inwestorów. Tym bardziej że za retoryką idą czyny: w jego projekcie budżetu na przyszły rok zawarte są propozycje zniesienia ulg podatkowych dla najbogatszych oraz podwyższenia podatku od zysków kapitałowych. Inwestorzy obawiają się też, że Obama spełni swą wyborczą obietnicę i spróbuje wprowadzić nowe przepisy ułatwiające zakładanie związków zawodowych, co zdaniem wielu pogorszy sytuację wielu firm – i tak borykających się z kryzysem.
Najpoważniejsze obawy dotyczą jednak tego, że Obama stara się zdaniem wielu robić za dużo naraz na innych frontach, nie koncentruje natomiast wystarczająco na wyzwaniu numer jeden: walce z kryzysem. Sam król inwestorów Warren Buffett, dobry przyjaciel Obamy, publicznie upomniał prezydenta w jednym z niedawnych wywiadów telewizyjnych: po pierwsze gospodarka, po drugie gospodarka, po trzecie gospodarka. Tymczasem Obama chce „przy okazji” jednocześnie przeprowadzić parę wielkich reform (służba zdrowia, sektor energetyczny, edukacja), przy których jego poprzednicy – w łatwiejszych czasach – ponosili spektakularne klęski. – Nie możesz oczekiwać od ludzi, że staną za tobą murem, jeśli chcesz przepchnąć im przez gardło za dużo rzeczy naraz – stwierdził Buffett. Tymczasem w sprawach, które zdaniem Wall Street wymagają natychmiastowego działania, administracja się ociąga. Klasycznym przykładem jest sprawa giganta światowego sektora ubezpieczeniowego AIG, który od września utrzymywany jest przy życiu dzięki wielomiliardowej kroplówce podłączonej przez Departament Skarbu. AIG, które znalazło się w tarapatach w wyniku ekstrawagan- ckich inwestycji swego oddziału finansowego, wciąż stoi na krawędzi bankructwa z powodu toksycznych aktywów, czyli w zasadzie bezwartościowych papierów wartościowych zalegających w jego księgach i niepozwalających na normalne działanie. By rozwiązać ten problem – nie tylko w AIG, ale i w innych firmach finansowych w USA – potrzeba kolejnych miliardów. Pomoc potrzebna jest szybko, ale – co wywołuje frustrację Wall Street – Obama się waha. Decyzja staje się z dnia na dzień coraz trudniejsza, okazało się bowiem, że AIG wypłaciło swym menedżerom wysokie premier – de facto z pieniędzy podatnika. Opinia publiczna zawrzała. Czy w tych warunkach Obama zdecyduje się wpompować kolejne miliardy w AIG i podobne firmy? Wall Street będzie z drżeniem serca się przyglądać, co zrobi prezydent. I wyda werdykt mierzony w punktach. [ramka][link=http://blog.rp.pl/gillert/2009/03/21/wall-street-opiera-sie-czarowi-prezydenta-obamy/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA