fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Będzie więcej nawiązek dla pokrzywdzonych

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Rząd stawia na nawiązki i chce, by sądy stosowały je na dużo szerszą niż dziś skalę. W tym celu przyjął projekt zmian w przepisach karnych
Materia jest złożona i poprawki w kodeksie karnym pociągnęły za sobą zmiany także procedury karnej i karnej wykonawczej.
Co się zmieni? [b]Najwyższą kwotę nawiązki ustalono na 60 tys. zł (średnio zasądzane to 2 tys. – 3 tys. zł)[/b]. [b]W przyszłości w razie skazania za przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu albo za inne umyślne, którego skutki dla ofiary są tragiczne (ciężka choroba, kalectwo, śmierć), sąd będzie mógł orzec nawiązkę lub świadczenie pieniężne od sprawcy. Taki środek będzie miał szansę znaleźć się też w wyroku skazującym pijanego kierowcę lub sprawcę, który uciekł z miejsca wypadku.
Poprawić ma się także skuteczność egzekucji wyroków, w których zasądzono nawiązki.[/b] Wszystkie pieniądze trafią do centralnego Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Postpenitencjarnej (składać się ma z dwóch osobnych kont, które będą funkcjonowały osobno i nie będą mogły się wspomagać). To on zajmie się egzekucją wyroków. A z tą dziś nie jest najlepiej. W 2007 r. polskie sądy zasądziły nawiązki i świadczenia na kwotę ponad 32 mln zł. Wyegzekwować udało się jednak zaledwie 7 mln zł. Ponieważ dziś pieniądze trafiają bezpośrednio do organizacji czy stowarzyszeń, na rzecz których sąd je zasądził, drobiazgowa i systematyczna kontrola wydatkowania jest niemożliwa. Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że zbyt często zdarzają się nadużycia. W efekcie dzisiejsze regulacje poświęcone nawiązkom nie są doskonałe – uznało ministerstwo. Projekt, który przygotowało, ma pozwolić sądom częściej orzekać świadczenie na rzecz pokrzywdzonych. Nowe przepisy mają też sprawić, że kara, która spotyka skazanego, zadziała nie tylko jako represja, ale też wychowawczo. – Uważam, że nie należy zmuszać sądów do częstszego orzekania nawiązek. Już dziś mają przecież taką możliwość. Jeśli tego nie robią, to znaczy, że nie widzą takiej potrzeby – ocenia dla „Rz" dr Jakub Jędrycha z Uniwersytetu Wrocławskiego. Pomysł utworzenia funduszu nie podoba się organizacjom, które działają dziś. Twierdzą, że w ten sposób pieniądze zamiast trafić do potrzebujących, zostaną przejedzone przez administrację funduszu i będą źle wydane.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA