fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Wolę radość pracy z Justyną niż większe pieniądze

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Trener Justyny Kowalczyk o braku wolnych dni, zmianach nart i mądrości swojej podopiecznej
[b]RZ: Teraz może pan powiedzieć, taki był plan, trzy medale?[/b]
[b]Aleksander Wierietielny:[/b] Przed zawodami w Libercu poszedłem do biura, wziąłem numery startowe dla całej ekipy. Rozłożyłem wszystkie w boksie i dla Justyny wybrałem trzy jedynki. Nie spełniliśmy zatem tego, co wybraliśmy. Była trójka, jedynka i jedynka.
[b]A poważnie, świetnie pan przecież wiedział, że Justyna jest mocna...[/b]
Niczego nie mogłem obiecywać. Jest przecież jeszcze fizjologia kobieca. Ostatni bieg wypadł w dzień, w którym ona nie miała prawa mocno pobiec.
[b]Czy zmiany nart w trakcie biegu to będzie nowa norma narciarstwa klasycznego?[/b]
Tak. Przede wszystkim na dłuższych dystansach, szczególnie jeśli będą to biegi stylem klasycznym. Zmiany nart nie będą konieczne tylko na świeżym, dobrym śniegu. W takich warunkach jak w Libercu te parafiny, proszki, przyspieszacze zbierają brud, więc narty zaczynają gorzej jechać i trzeba było je zmieniać.
[b]Mistrzyni trochę kaszlała przed startem?[/b]
Słyszała rano, jak ktoś z ekipy kaszlał na górze, i zaraz pytała, kto i dlaczego nie bierze tabletek, bo zarazi całą drużynę. Zaczęła trochę kaszleć, ale to szybko wyleczy.
[b]Czy wciąż jest w Justynie chęć uczenia się, zdobywania nie tylko mocy, ale i sportowej mądrości?[/b]
Ona bardzo lubi podglądać, jak ćwiczą najlepsi. Jest bardzo chłonna, czasem potrafi stanąć za kimś, kogo podziwia, naśladować jego bieg, poczuć, dlaczego w jego wykonaniu jest lekki i ekonomiczny.
[b]Czego jej jeszcze brakuje?[/b]
Mogłaby mieć więcej zwinności na zjazdach, lepiej zmieniać style biegów. Są jeszcze inne niuanse, ciężko je poprawić. Z tym trzeba się urodzić, a ona stanęła na nartach biegowych, jak miała 15 lat, trochę za późno.
[b]Wyjeżdżacie szybko z Liberca, kiedy będzie świętowanie?[/b]
My na swój sposób cały czas świętujemy. Wszystkim moim zawodnikom zawsze tłumaczę, że trening składa się z pracy i odpoczynku. Trenera i serwismenów też to obowiązuje. Poza tym, kiedy już przyjdzie ten wielki sukces, to uchodzi powietrze z człowieka, chce się tylko dojść do kabiny smarowania i usiąść. Nie chce się skakać z radości. Wielu trenerów to potwierdzi.
[b]Finał Pucharu Świata nie oznacza końca biegania tej wiosny?[/b]
W kwietniu po Pucharze Świata czeka nas jeszcze jeden start, Sprint Tour, bardzo ciekawy, na zaproszenie rosyjskich sponsorów. Najpierw jedziemy do Jekaterynburga, tam są pierwsze zawody. Potem wszyscy wsiadamy w pociąg, taki specjalny, bez biletów, wynajęty skład. Jedziemy całą noc, kolacja w dwóch wagonach restauracyjnych trwa do śniadania. Dojeżdżamy do Jugorska. Znowu jest start w sprintach. Z Jugorska wiozą nas do Chanty-Mansyjska już autobusami. Tam też mamy dwa starty, ostatni pod górę.
[wyimek]Ostatnia tragedia w Portugalii pokazuje, że medycyna to problem całego polskiego sportu[/wyimek]
Warto się męczyć tak bardzo?
W zeszłym roku Justysia to wszystko wygrała. Był tam wtedy jeszcze piąty wyścig, na stoku zjazdowym w dół, po drodze pięć progów, małych skoczni, potem nawrót, wspinaczka i jeszcze raz ten zjazd ze skokami. Dużo upadków, wywrotek, show. Organizator dał duże nagrody, w tym roku już za sam przyjazd mistrzyni świata będzie duża premia.
[b]Czy w zespole Justyny potrzeba jeszcze jakiegoś fachowca?[/b]
Tak, speca od smarowania nart do biegów stylem klasycznym. Mam takiego na oku, ale nie powiem, kto to, bo jak powiem, to mi go inni zabiorą. Brakuje mi także mądrego lekarza medycyny sportowej. Odnowa, regeneracja, leczenie urazów to jest u nas na słabym poziomie. Czasami leczymy się przez telefon. Masażysta to jednak nie lekarz. Ostatnia tragedia w Portugalii pokazuje, że to większy problem całego polskiego sportu. Nie wiem, jak go rozwiązać. Pracowaliśmy z Robertem Śmigielskim, świetnym fachowcem, ale bywało, że w jego przychodni czekaliśmy jeszcze kilka godzin po przejechaniu 1500 km i dotarciu na umówiony czas. To nam nie odpowiadało.
[b]Kiedy tak naprawdę skończycie sezon?[/b]
Przyjedziemy do domu w lany poniedziałek. Po paru dniach wyjedziemy gdzieś w Polskę leżeć, oglądać telewizję, czytać gazety i się leczyć, okładać borowinami, brać zabiegi fizykoterapeutyczne.
[b]A kiedy się zaczną kolejne treningi?[/b]
Już w maju jedziemy wysoko w góry, do Sierra Nevada.
[b]Nie da się pan kupić innym federacjom po tych sukcesach?[/b]
Myśli pan, że zostawię Justynę? Może na tym tracę, ale wolę mieć tę radość ze wspólnej pracy niż większe pieniądze.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA