fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Krajobraz po rachunku sumienia

Adam Lisewski przegrał wybory. Odchodzi człowiek, który rządził Polskim Związkiem Szermierczym jak własnym folwarkiem.
Lisewski kończył swoje blisko 30-letnie rządy w milczeniu i z poczuciem zdrady. Porażki w pierwszej turze wyborów zupełnie się nie spodziewał. Po ogłoszeniu wyników wyszedł z sali i już nie wrócił, odmawiał komentarzy.
To była klęska – nie tylko Lisewskiego, ale też systemu władzy, który stworzył. Przez następne lata twarzą dyscypliny, która dała nam 22 olimpijskie medale, będzie Jacek Bierkowski. Najbardziej szanowany działacz z Polski w świecie szermierki, członek Komisji Technicznej Międzynarodowej Federacji Szermierczej.
Jeszcze kilka dni przed wyborami Lisewski zapewniał, że wygra. Ale w sobotę działacze postawili na zmianę. Wiedzieli, że związek, dla którego budżetowa dotacja jest wszystkim, nie może funkcjonować, mając przeciw sobie ministra sportu.
Od igrzysk w Pekinie związek szermierczy stał się symbolem zapaści polskiego sportu. Nie pomógł nawet srebrny medal zdobyty przez drużynę szpadzistów, bo i oni za przykładem florecistki Sylwiii Gruchały zaczęli opowiadać o ciemnej stronie związku. O konfliktach, pijaństwie prezesa i innych działaczy, organizacyjnym bezwładzie.
Zarządzona w październiku ministerialna kontrola w PZS wykazała szereg uchybień, ale minister Drzewiecki nie spieszył się z wprowadzaniem kuratora. Czekał na wynik wyborów, licząc na instynkt samozachowawczy działaczy.
Podczas sobotniego zjazdu delegaci dokończyli rachunek sumienia rozpoczęty w Pekinie. Lisewski, prezes od 1980 roku, z przerwą na lata 1988 – 1992, gdy szefem związku był Ryszard Parulski, zebrał tylko 21 głosów. Jacek Bierkowski aż 48. Trzeci kandydat, dziennikarz i działacz z Wrocławia Andrzej Szumski, wycofał się przed wyborami, przekazując swoje poparcie Bierkowskiemu. W nowym zarządzie nie ma żadnego działacza z dotychczasowych władz.
Bierkowski był jednym z czterech członków zarządu PZS, którzy dwa lata temu odeszli z władz związku w proteście przeciw stylowi rządzenia prezesa Lisewskiego. Oprócz niego zrezygnowali wówczas Adam Krzesiński, Ryszard Sobczak i Cezary Siess (dwaj ostatni są w nowym zarządzie).
Nowy prezes, wicemistrz świata w szabli w 1975 roku, dwukrotny olimpijczyk, inżynier po Politechnice Śląskiej, to człowiek niezależny finansowo. Jest dyrektorem ds. rozwoju w firmie Cybercom, zamierza prezesować społecznie i otoczyć się profesjonalistami.
Lisewski, brązowy medalista igrzysk w Meksyku (1968) w drużynie floretowej, był prezesem etatowym i ufał tylko tym, którzy mu potakiwali. Lubił czuć, że ma wpływ, że o wszystkim decyduje. Począwszy od tego, kto ma kogo trenować, po decyzje, komu ile sprzętu wydać, bo i takie historie się zdarzały. Przeprowadził związek przez burzliwe lata 80. i jego zasług w tamtym czasie nikt nie kwestionuje. Ale potem coraz bardziej rozmijał się z nową rzeczywistością, aż zupełnie stracił z nią kontakt.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA