fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Wielkopolanie zwyciężają 1918 – 1919

Nominał – 200 zł - rewers
Rzeczpospolita
Narodowy Bank Polski wprowadza do obiegu monety upamiętniające 90. rocznicę powstania wielkopolskiego
Kiedy 11 listopada 1918 roku Niemcy podpisywali w Compiegne zawieszenie broni, Wielkopolska pozostawała w granicach Rzeszy. Stacjonowało w niej ok. 40 tys. żołnierzy. Polska wojskowa konspiracja w Poznańskiem – Polska Organizacja Wojskowa Zaboru Pruskiego – liczyła do listopada 1918 roku zaledwie ok. 200 osób. Jednak konspiratorzy mogli liczyć na wsparcie Sokoła oraz skautów. Główną polską organizacją polityczną w Wielkopolsce był Centralny Komitet Obywatelski. Należeli doń przede wszystkim endecy. CKO ujawnił się 12 listopada 1918 roku, a dwa dni później zmienił nazwę na Radę Ludową. Jej organem wykonawczym był Komisariat, który tworzyli m.in. ks. Stanisław Adamski, Wojciech Korfanty i Adam Poszwiński. Politycy wychodząc z założenia, że o przyszłości Wielkopolski zadecydują mocarstwa na konferencji pokojowej, co prawda nie odrzucali jednoznacznie myśli o powstaniu, ale odsuwali je na później. Tymczasem po 11 listopada w Poznaniu tworzono paramilitarne formacje: Straż Ludową oraz Służbę Straży i Bezpieczeństwa. Ożywiła się także poznańska POW, werbująca w mieście ochotników.
Na początku grudnia 1918 roku w Poznaniu zebrał się Sejm Dzielnicowy. Delegaci byli przedstawicielami Polaków z całego zaboru pruskiego oraz Polaków mieszkających w Rzeszy. Sejm oficjalnie wybrał Naczelną Radę Ludową, która miała sprawować władzę w Poznańskiem do czasu ostatecznych rozstrzygnięć terytorialnych. Rada liczyła 80 członków. Sejm zadecydował także o tworzeniu w poszczególnych miastach Straży Ludowej.
W Komisariacie NRL sprawami wojskowymi zajmował się Wojciech Korfanty. Rozpoczął on negocjacje z Warszawą w sprawie przysłania do Wielkopolski oficerów wyższych stopni. Wynika z tego, że mimo ostrożności w działaniu, NRL jednak przygotowywała się do powstania. Ta dwutorowość charakteryzowała działania Komisariatu także już po wybuchu walk.
Sytuacja międzynarodowa z punktu widzenia sprawy polskiej była skomplikowana. Państwa ententy nie były jednomyślne w sprawie pokonanych Niemiec. Ścierały się dwie opcje: francuska, zakładająca jak największe osłabienie Niemiec, i brytyjska, dokładnie odwrotna. Londyn nie był zainteresowany całkowitym złamaniem Rzeszy, obawiając się wzrostu politycznej pozycji Paryża. W zasadzie jedynym sojusznikiem Polaków byli więc Francuzi. Chodziło im o stworzenie grupy państw oddzielających bolszewicką Rosję od Niemiec, które zabezpieczałyby Zachód przed eksportem rewolucji z Rosji i ewentualną agresją niemiecką.
Polskę reprezentował wówczas na Zachodzie paryski Komitet Narodowy Polski, kierowany przez Romana Dmowskiego. Francuscy dyplomaci w poufnych rozmowach sugerowali Dmowskiemu, aby Polacy zdecydowali się na stworzenie faktów dokonanych. Jednak polscy politycy zdawali sobie sprawę, że takie działanie może przynieść równie dużo szkody, co pożytku. NRL postanowiła czekać, choć z drugiej strony ożywiła wojskowe kontakty z Warszawą. Pomysł, który zrodził się w otoczeniu Dmowskiego, zakładał wykorzystanie „błękitnej armii” gen. Hallera do wyzwolenia Wielkopolski. Wojsko miałoby przypłynąć z Francji do Gdańska i ruszyć na południe.
[srodtytul]Entuzjastyczne powitanie Paderewskiego[/srodtytul]
Tymczasem do Warszawy wracał z zagranicy Ignacy Paderewski, któremu towarzyszyła angielska misja wojskowa. Mistrz wylądował w Gdańsku. Tam spotkał się z Wojciechem Korfantym, który namówił Paderewskiego do przyjazdu do Poznania. W mieście zapanowało wielkie poruszenie. Do Poznania zaczęli ściągać żołnierze z polskich formacji wojskowych, ale o powstaniu nie było mowy. Wszystkie przygotowania odbywały się pod hasłem obrony Paderewskiego. Jego obecność w Poznaniu istotnie była Niemcom bardzo nie na rękę. Nic więc dziwnego, że po drodze kilkakrotnie usiłowali go zatrzymać, jednak bezskutecznie.
26 grudnia późnym wieczorem Ignacy Paderewski dotarł do Poznania. Niemcy podjęli ostatnią próbę zatrzymania artysty. Z Berlina nadszedł rozkaz, by „koniecznie […] przeszkodzić temu, aby ci państwo [Paderewski i jego otoczenie – M.N.] dostali się do miasta i dali powody do owacji”. Na dworzec przyszło pięciu niemieckich oficerów celem zawrócenia Paderewskiego. Polacy, którzy tłumnie zjawili się, aby powitać dostojnych gości, nie wpuścili Niemców na perony.
Oprócz podekscytowanych poznaniaków na powitanie Paderewskiego przybyli członkowie prezydium Rady Ludowej Poznania. Po uroczystych przemówieniach goście w asyście żołnierzy Służby Straży i Bezpieczeństwa oraz Straży Ludowej udali się do hotelu Bazar. Po drodze czekały wiwatujące tłumy z pochodniami, domy były ozdobione biało-czerwonymi chorągwiami oraz flagami w barwach państw ententy. Później z hotelowego okna wzruszony mistrz przemówił do zgromadzonych poznaniaków. Według niektórych danych przed Bazarem było wówczas jakieś 50 tys. osób, jednak ta liczba wydaje się zawyżona. „Kurier Poznański” w całości wydrukował następne, oficjalne już wystąpienie Paderewskiego, skierowane do przedstawicieli władz: „Co się w tej chwili w duszy mojej dzieje, każdy z Was odgadnie. Po tym, co przed chwilą przeżyłem, słowo na ustach zamiera. Żyjemy w czasach, gdy każdy winien panować nad uczuciami. I ja opanować muszę wzruszenie […]. Za to przyjęcie Wam tu i tym tłumom tam na ulicy serdecznie dziękuję. […] Po długich latach Ojczyzna się odradza. […] Do tego dzieła trzeba jedności i zgody wszystkich, miłości i siły, wiary i zaparcia się samego siebie, do tego dzieła potrzeba wszystkich sił i wszystkich serc zespołu. […] Niech żyje Polska, zgoda, jedność, a Ojczyzna nasza wolna, zjednoczona naszym polskim Wybrzeżem żyć będzie po wsze czasy”.
Paderewski był świadom tego, że atmosfera w mieście jest napięta, toteż jego zachowanie było powściągliwe i wyważone. Nie chciał prowokować Niemców. Aby nie dopuścić do żadnych nieprzewidzianych wydarzeń w zasadzie do końca pobytu w Poznaniu pozostawał w hotelu i tam prowadził rozmowy. Oficjalnie podano, że przeziębienie uniemożliwia mu publiczne wystąpienia.
[srodtytul]Niemieckie prowokacje[/srodtytul]
Następnego dnia (27 grudnia) około południa na cześć Paderewskiego przez miasto przemaszerowała manifestacja dzieci. Później na ulicach znów zaczęły gromadzić się tłumy. Niemcy postanowili przeciwdziałać. Na terenie ogrodu zoologicznego zwołali swój wiec. Następnie w kierunku centrum ruszył kilkusetosobowy pochód. Z czasem ludzi przybywało. Przede wszystkim byli to cywile, jednak demonstrowali także żołnierze. Szacuje się, że w sumie było ok. 2 tys. manifestantów. Niemcy zachowywali się prowokacyjnie, byli głośni, niektórzy prawdopodobnie uzbrojeni. Po drodze zdemolowali siedzibę Komisariatu NRL i kilka innych lokali, wdzierali się do mieszkań i zrywali z domów biało-czerwone flagi. Przed Bazarem zebrano polskie oddziały, aby w razie potrzeby chronić Paderewskiego. Nie wiadomo, kto zaczął strzelać pierwszy. Wszystkie polskie formacje wojskowe zostały postawione w stan gotowości i skierowane do centrum miasta. Początkowo sytuacja była raczej chaotyczna. Nie jest pewne, kto dowodził w pierwszych godzinach powstania. Nie było żadnego planu działań, samozwańczych zaś dowódców pojawiło się co najmniej kilku. Stosunkowo szybko powstańcom udało się opanować budynki przy placu Wilhelmowskim, dzisiejszym placu Wolności. Walki objęły dalsze dzielnice miasta.
Dwa dni później w „Kurierze Poznańskim” ukazał się komunikat dotyczący tych wydarzeń przygotowany przez Komisariat NRL: „Wczoraj po południu […] nadciągnęły do miasta z koszar na Jeżycach oddziały uzbrojonych żołnierzy niemieckich z 6. Pułku Grenadierów, w liczbie około 200, […] wtargnęli do gmachu Naczelnej Rady Ludowej, zrywając tamże sztandary angielski, amerykański i francuski. W dalszym pochodzie […] czynili to samo, wdzierając się […] do domów prywatnych i zrywając chorągwie koalicyjne, amerykańskie i polskie, które deptano nogami. […] Gdy zmrok zapadał, rozpoczęli żołnierze niemieccy strzelaninę z kierunku Prezydium Policji […] w kierunku Bazaru, między innymi w okna, gdzie mieszka Paderewski […]. Ze strony polskiej zrazu nie odpowiadano, usiłowano dojść do jakiegoś porozumienia i uniknąć krwi rozlewu. Gdy jednak strzały nie ustawały, szereg osób odniosło rany, Straż Ludowa poczęła odpowiadać na strzały i zarządziła środki bezpieczeństwa mające chronić przechodniów”.
Do wieczora 27 grudnia Polacy zajęli kolejne budynki, m.in. pocztę, dworzec główny i arsenał. Powstańcy bez większego trudu zdołali także opanować większość fortów. Np. do Fortu Grolman wkroczył oddział skautów, którzy wezwali Niemców do opuszczenia placówki, ci bez słowa spakowali się i po prostu odeszli... Bez większych przeszkód zajęto także Cytadelę. W wielu miejscach morale niemieckich żołnierzy było niskie i po prostu nie chciało im się walczyć. Powstańcy rzadko natykali się na zorganizowany opór. Długo bronił się 6. Pułk Grenadierów, do silnej wymiany ognia doszło przy gmachu Prezydium Policji.
[srodtytul]Walki nie zaprzestaniemy[/srodtytul]
Trzeba przyznać, że walki w Poznaniu wybuchły w dość sprzyjających warunkach. W listopadzie w Niemczech wybuchła rewolucja, zaś w grudniu doszło do przesilenia rządowego w Berlinie. Mimo że wojskowi zalecali szybkie stłumienie powstania, na razie rząd niemiecki postanowił grać na czas. Pod koniec grudnia do Poznania przybyła niemiecka delegacja, której celem było zorientowanie się w sytuacji. Polacy domagali się m.in. autonomii dla Wielkopolski, pozostawiając ostateczne rozstrzygnięcie sprawy decyzji mocarstw. Niemcy oczywiście nie zgodzili się na polskie żądania. Zadecydowano jednak, że z Poznania wyjdzie 6. Pułk Grenadierów.
28 grudnia władze Poznania wprowadziły stan wyjątkowy. Pozostawało pytanie, co dalej? Działacze polityczni byli ostrożni i starali się uspokoić sytuację. Niemiecka Rada Ludowa oraz polskie Rada Żołnierska i Rada Ludowa Miasta Poznania wydały odezwy wyrażające ubolewanie z powodu zajść. Naczelna Rada Ludowa nie chciała wybuchu regularnej wojny i próbowała zawrzeć porozumienie z Niemcami. Wieczorem w Bazarze odbyło się spotkanie polskich działaczy. Komisariat NRL reprezentował Korfanty. Nalegał, aby zakończyć walki. W odpowiedzi usłyszał: „Nigdy rozpoczętej walki nie zaprzestaniemy, a wszyscy, którzy są przeciwni, są naszymi wrogami i tym kula w łeb”. Także pozostali sprzeciwili się propozycjom Korfantego, który musiał się wycofać. Jednak NRL nie chciała tracić kontroli nad sytuacją i postanowiła sama powołać głównodowodzącego. Został nim kpt. Stanisław Taczak – trochę z przypadku, bowiem przebywał akurat w Poznaniu na urlopie. Po uzyskaniu zgody z Warszawy Taczak zajął się organizowaniem sztabu, politycy zaś powrócili do rozmów z Niemcami. Tymczasem walki nie ustały i trwały jeszcze kilka dni. Polacy zdobyli koszary 47. Pułku Piechoty, 5. Pułku Artylerii Ciężkiej oraz 20. Pułku Artylerii Polowej. Na początku stycznia niemal cały Poznań był w polskich rękach. Jednym z ostatnich punktów niemieckiego oporu było lotnisko w Ławicy. Należało działać prędko, bowiem Niemcy grozili zbombardowaniem miasta i wysadzeniem magazynów amunicji lotniczej. W nocy z 5 na 6 stycznia powstańcy ruszyli w stronę lotniska i otoczyli je. Kiedy niemiecki dowódca odmówił kapitulacji, odezwała się polska artyleria. Dalej wydarzenia potoczyły się szybko, powstańcy zaatakowali, i nie napotykając większego oporu, zajęli lotnisko i koszary. Rano 6 grudnia cały Poznań był opanowany przez Polaków. Podczas walk o miasto po obu stronach zginęło w sumie kilkudziesięciu żołnierzy (ok. 40).
[srodtytul]Zapał i determinacja[/srodtytul]
Wybuch walk w Poznaniu był sygnałem dla prowincji. Dzięki połączeniom telefonicznym konspiratorzy na prowincji szybko dowiedzieli się o sytuacji i przystąpili do działania. Oddziały powstańcze były w zasadzie oddziałami partyzanckimi. Dyscypliny raczej nie przestrzegano. Zdarzało się, że po zakończeniu danej akcji powstaniec-ochotnik uznawał, iż jego zadanie zostało wykonane, i wracał do domu. Bywało i tak, że powstańcy po przejęciu władzy w danej miejscowości szli dalej, nie zadbawszy o pozostawienie odpowiednich posterunków. Następnie wkraczali Niemcy i zajmowali je z powrotem. Podczas walk na jaw wychodziły wszystkie braki oddziałów powstańczych. Przede wszystkim brak współdziałania i koordynacji oraz słabe doświadczenie dowódców, ponadto brak planowania i konsekwencji. Brak współdziałania był przyczyną klęski w pierwszej bitwie o Szubin. Powstańczy zapał i determinacja nie zawsze wystarczały.
W Poznaniu major Stanisław Taczak rozpoczął organizowanie Dowództwa Głównego, które podlegało Naczelnej Radzie Ludowej. Zamierzał przekształcić oddziały powstańcze w regularne wojsko. Rozpoczęto organizowanie jednostek taktycznych, z których później planowano utworzyć brygady i dywizje. Dowódcami poszczególnych odcinków frontu zostali: ppłk Kazimierz Grudzielski (odcinek północno-wschodni), ppor. Kazimierz Zenkteler (zachodni) oraz ppor. Władysław Wawrzyniak (południowy). Ponadto utworzono grupę Leszno, która działała na odcinku południowo-zachodnim. Dowodzenie tutaj objął por. Bernard Śliwiński. Natomiast głównym ośrodkiem niemieckim stała się Bydgoszcz. Dlatego też dowództwu zależało na tym, aby ustabilizować linię frontu na północnym wschodzie na Noteci. Ponadto sytuacja w tym regionie zaczęła się komplikować, Niemcy odparli bowiem powstańców spod Szubina i zajęli Żnin. Przejęcie przez nich inicjatywy mogło mieć fatalne skutki. Odzyskaniem utraconych terenów zajął się ppor. Grudzielski. Wsparty posiłkami z Poznania dysponował ok. 2 tys. żołnierzy. Plan zakładał zdobycie Szubina i Żnina, wyparcie Niemców z Kujaw i osiągnięcie Noteci. Grudzielskiemu udało się zrealizować go w całości. Ponadto powstańcy odcięli niemieckie linie zaopatrzeniowe prowadzące z Bydgoszczy na zachód i południe. Sytuacja na północy i zachodzie była mniej pomyślna. Pomorze obsadzone było przez niemieckie oddziały, co uniemożliwiało rozszerzenie walk na północ. Z kolei na zachodzie Niemcy zajęli Zbąszyń.
Na początku stycznia Komisariat NRL wciąż próbował doprowadzić do porozumienia z Niemcami. Zdarzało się nawet, że emisariuszy NRL zatrzymywały oddziały powstańcze wyruszające w pole. Jednak z drugiej strony trwały rozmowy z Warszawą na temat osoby głównodowodzącego. Sam Taczak podkreślał, że sprawuje swą funkcję tymczasowo. Rozwój sytuacji wymagał objęcia dowództwa nad powstaniem przez oficera wyższego szczebla. Rozważano kilka kandydatur. Ostatecznie nowym głównodowodzącym został Józef Dowbor-Muśnicki, który zajął to stanowisko w połowie stycznia 1919 roku. Muśnicki zreorganizował dowództwo i ściągnął do Wielkopolskich zaufanych oficerów. W sztabie znaleźli się Władysław Anders (wówczas w randze podpułkownika) oraz płk Jan Wroczyński. Wysokie stanowiska w Armii Wielkopolskiej zajęli także m.in. płk Wacław Przeździecki, płk Daniel Konarzewski czy płk Jan Skoryna. Wszyscy ci oficerowie służyli wcześniej pod rozkazami Muśnickiego w I Korpusie Polskim i wnieśli do armii powstańczej doświadczenie teoretyczne i liniowe.
17 stycznia Komisariat NRL zadecydował o poborze do armii trzech roczników (1897 – 1899). W ten sposób liczebność wojsk powstańczych znacząco wzrosła. O ile do połowy stycznia służyło ok. 14 tys. żołnierzy, o tyle pod koniec tego miesiąca było ich już prawie 28 tys. Później (w kwietniu i maju) powołano kolejnych pięć roczników. Rozbudowa armii była potrzebna, bo pod koniec stycznia Niemcy przeszli do ofensywy. Planowali uderzyć z dwóch stron: od północnego wschodu (z Bydgoszczy) oraz południa (z Milicza). Mieli znaczną przewagę w ludziach i sprzęcie, ponadto niemieckie oddziały wspierało lotnictwo i pociągi pancerne. O ile na froncie północnym ofensywa nie przyniosła spodziewanych rezultatów, o tyle na zachodzie trwały ciężkie walki. Powstańcy stracili Babimost i Kargową, ale ostatecznie udało im się zatrzymać nieprzyjaciela. Pod Rynarzewem zdobyli pociąg pancerny, natomiast pod Budzyniem samochód pancerny, nazwany później „Pułkownik Kazimierz Grudzielski”. Na południu powstańcy bezskutecznie próbowali zdobyć Rawicz.
[srodtytul]Dmowski przemawia pięć godzin[/srodtytul]
W styczniu 1919 roku kwestia Wielkopolski stanęła podczas obrad alianckiej Najwyższej Rady Wojennej. Marszałek Foch zaproponował wówczas przerzucenie do Wielkopolski „błękitnej armii”. Pomysłowi był przeciwny brytyjski premier David Lloyd George, amerykański prezydent Woodrow Wilson odnosił się do niego równie niechętnie. Koncepcja Focha upadła. Pod koniec miesiąca rozpoczęły się obrady Rady Dziesięciu, głównego organu konferencji pokojowej złożonej z przywódców i ministrów spraw zagranicznych państw sojuszniczych. Wtedy właśnie (29 stycznia) wystąpił Roman Dmowski. Jego przemówienie trwało niemal pięć godzin. Podczas przedstawiania sytuacji na zachodzie Polski Dmowski stwierdził, że utworzenie „polskiego korytarza” do morza jest rzeczą oczywistą i nie podlega dyskusji. Prosił także, aby przedstawiciele mocarstw wymusili na Niemcach podpisanie rozejmu. Argumentem Dmowskiego było to, że dzięki zakończeniu działań na zachodzie Polacy będą mogli wykorzystać wielkopolskich żołnierzy w walkach z bolszewikami. Ostatecznie Rada zgodziła się na wysłanie do Poznania komisji międzysojuszniczej. Na jej czele stanął francuski dyplomata Joseph Noulens.
Polacy podejmowali również bezpośrednie próby porozumienia z Niemcami. Na początku lutego do Berlina przybyli przedstawiciele Naczelnej Rady Ludowej oraz ppłk Władysław Anders. Rozpoczęły się negocjacje w sprawie rozejmu. Polacy chcieli potwierdzenia status quo oraz wycofania oddziałów niemieckiej straży granicznej (Grenzschutz) ze Śląska i z Pomorza, jednak rozmowy spełzły na niczym. Tymczasem trwały walki: 1 lutego Niemcy znów sforsowali Noteć i zajęli kilka miejscowości (Szubin, Rynarzewo i Łochowo), ale szybko zostali odparci. Boje toczono jeszcze w kilku miejscach, ale widać było, że niemiecka ofensywa się zatrzymała.
16 lutego w Trewirze Niemcy podpisali rozejm, który miał zakończyć (przynajmniej w założeniu) także działania w Wielkopolsce. Linia rozejmowa na północy ciągnęła się mniej więcej wzdłuż Noteci (po niemieckiej stronie zostało Ujście i Chodzież), w okolicach Czarnkowa skręcała na południe i biegła na wschód od Międzychodu, Zbąszynia i Kargowej, przecinając Wartę i Obrę. Dalej linia wyginała się nieco na wschód, docierając do rzeki Prosny. Po niemieckiej stronie zostały m.in. Leszno, Rawicz i Kępno.
W marcu odbywały się polsko-niemieckie rokowania w sprawie zakończenia walk (w rozmowach brała udział komisja międzysojusznicza), które nie przyniosły rezultatów. W maju 1919 roku mocarstwa przedstawiły warunki pokojowe, które przewidywały m.in. przyznanie Polsce znacznych części wschodnich terenów Rzeszy. Niemcy nie tylko odrzuciły propozycję, ale zaczęły planować uderzenie na Polskę. Jednak alianci uprzedzili Berlin, że podjęcie działań na wschodzie spotka się z aliancką odpowiedzią na zachodzie. Niemcy zarzucili plany ofensywy i 28 czerwca 1919 roku w Wersalu podpisali traktat pokojowy. Przyznawał on Polsce prawie wszystkie tereny zajęte podczas powstania wielkopolskiego.
[srodtytul]Wielkopolanie bronią Lwowa[/srodtytul]
Po podpisaniu rozejmu w Wielkopolsce zapanował względny spokój. Jednak żołnierzy Armii Wielkopolskiej czekało starcie z innym przeciwnikiem, tym razem na wschodzie. Poznań żył w tym czasie wydarzeniami ze Lwowa broniącego się przed Ukraińcami. Poznańskie dzienniki w każdym numerze drukowały doniesienia z walczącego miasta. Pierwsze transporty z pomocą dla Lwowa wyruszyły z Poznania pod koniec stycznia, zatem jeszcze przed rozejmem z Niemcami. Była to żywność i materiały sanitarne. Ponieważ sytuacja Lwowa była ciężka, a Armia Wielkopolska na razie pozostawała bezczynna, poproszono gen. Muśnickiego o pomoc.
Szybko przystąpiono do formowania oddziału Ochotniczej Kompanii Poznańsko-Lwowskiej. 9 marca żołnierze wyruszyli do Wschodniej Małopolski. Wielkopolanie wzięli udział w walkach z Ukraińcami w rejonie Sadowej Wiszni, później dotarli do Lwowa. Dowódca wojsk polskich gen. Wacław Iwaszkiewicz był niezmiernie wdzięczny Wielkopolanom, których nazwał „wzorem i przykładem dla innych oddziałów swoją walecznością i dyscypliną”. Kilka dni po ochotnikach z Poznania do Lwowa wyruszyły kolejne formacje: 1. Pułk Strzelców Wielkopolskich, 1. Dywizjon 1. Pułku Artylerii Polowej oraz eskadra lotnictwa. Była to Grupa Wielkopolska, razem ok. 5 tys. żołnierzy dowodzonych przez gen. Daniela Konarzewskiego. Oni także wzięli udział w przerwaniu ukraińskiej blokady Lwowa, a później w ofensywie majowej gen. Józefa Hallera, m.in. walcząc o Stryj. Na początku czerwca Grupa Wielkopolska powróciła do Poznania. Jednak to nie był koniec zmagań Wielkopolan na froncie wschodnim.
Pod koniec czerwca 1919 roku, już po podpisaniu traktatu pokojowego, na Kresy przetransportowano kolejne oddziały. Dowodzenie wojskiem wielkopolskim ponownie objął gen. Konarzewski. Tym razem przeciwnikiem byli bolszewicy. Wielkopolanie wzięli udział w ciężkich walkach pod Mińskiem oraz Bobrujskiem (1. Dywizja Strzelców Wielkopolskich). Na wschód wysyłano kolejne jednostki. 15. Wielkopolska Dywizja Piechoty (dawna 3. Dywizja Strzelców Wielkopolskich) walczyła podczas wyprawy kijowskiej, zaś na front litewsko-białoruski wysłano 17. Dywizję Piechoty (dawną 3. Dywizję Strzelców Wielkopolskich). W sierpniu Wielkopolanie osłaniali od południa Warszawę przed bolszewikami, zaś we wrześniu zdobywali Mińsk.
[ul][li]**[/li][/ul]Mimo tego, że powstanie nie objęło całości ziem zaboru pruskiego, miało znaczący wpływ na ukształtowanie polskiej granicy zachodniej. Sukces wojskowy był udziałem głównodowodzących (mjr. Taczaka i gen. Dowbora-Muśnickiego) oraz sprawnych oficerów. Natomiast sami żołnierze wielokrotnie wykazali się odwagą, poświęceniem i nieustępliwością. W czasie powstania wielkopolskiego (od 27 grudnia do 18 lutego) zginęło ponad 800 powstańców. Później, na froncie wschodnim podczas walk z bolszewikami, kolejne 6 tys. W chwili tworzenia się niepodległej Polski Wielkopolanie ponieśli bardzo duże ofiary. Także wysiłek mobilizacyjny był ogromny. Armia Wielkopolska, stworzona właściwie od podstaw, w ciągu niecałego roku stała się w pełni wartościową formacją. Dowódcy Armii Czerwonej, którym przyszło walczyć z Wielkopolanami w 1919 i 1920 roku, uważali ich za najbardziej zawziętych.
[ramka][srodtytul]Nominał – 200 zł[/srodtytul]
metal – 900/1000 Au
stempel – lustrzany
średnica – 27 mm
masa – 15,50 g
wielkość emisji – 9400 szt.(nakład)
Awers: Na dole z lewej strony wizerunek orła ustalony dla godła Rzeczypospolitej Polskiej. Z prawej strony stylizowany wizerunek orła trzymającego w dziobie i szponach ogniwa rozerwanego łańcucha. W tle fragment apelu wydanego przez dowództwo ostrowskiego okręgu wojskowego. Na górze napis: 200 ZŁ. Z lewej strony i na dole półkolem napis: RZECZPOSPOLITA POLSKA oraz oznaczenie roku emisji: 2008. Pod lewą łapą orła znak mennicy: MW
Rewers: Stylizowany wizerunek szarżujących ułanów oraz strzelających z postawy klęczącej w ich kierunku żołnierzy niemieckich. Na dole napis: 90. oraz w otoku napis: ROCZNICA POWSTANIA WIELKOPOLSKIEGO
Projektant monety Urszula Walerzak[/ramka]
[ramka][srodtytul]Nominał – 10 zł[/srodtytul]
metal – 925/1000 Ag
oraz farby: biała, czerwona
oraz odcienie szarości
stempel – lustrzany
średnica – 32 mm
masa – 14,14 g
wielkość emisji – 107 000 szt.(nakład)
Rewers: Z lewej strony stylizowany wizerunek noszonej przez powstańców wielkopolskich rozety w kolorach białym i czerwonym z orłem w zróżnicowanych odcieniach szarości. Z prawej strony stylizowany wizerunek popiersia Ignacego Jana Paderewskiego. W tle fragment apelu wydanego przez dowództwo ostrowskiego okręgu wojskowego. Na górze napis: 90. ROCZNICA Na dole napis: POWSTANIA WIELKOPOLSKIEGO
Awers: Na górze wizerunek orła ustalony dla godła Rzeczypospolitej Polskiej, po bokach orła oznaczenie roku emisji: 20-08. Pod orłem stylizowany wizerunek strzelców wielkopolskich podczas defilady. Na koniu dowódca oddziału. W otoku napis: RZECZPOSPOLITA POLSKA. Na dole napis: 10 ZŁ. Pod lewą łapą orła znak mennicy: MW
Projektant monety Urszula Walerzak[/ramka]
[ramka][srodtytul]Nominał – 2 zł[/srodtytul]
metal – stop CuAl5Zn5Sn1
stempel – zwykły
średnica – 27 mm
masa – 8,15 g
wielkość emisji – 1 100 000 szt.(nakład)
Rewers: Stylizowany wizerunek popiersia Ignacego Jana Paderewskiego z głową opartą na dłoni. Na tle popiersia i u dołu stylizowany wizerunek maszerującego pododdziału powstańców wielkopolskich. W otoku napis: 90. ROCZNICA POWSTANIA WIELKOPOLSKIEGO.Na boku: ośmiokrotnie powtórzony napis: NBP, co drugi odwrócony o 180 stopni, rozdzielony gwiazdkami.
Awers: Wizerunek orła ustalony dla godła Rzeczypospolitej Polskiej, po bokach orła oznaczenie roku emisji: 20-08, pod orłem napis: ZŁ 2 ZŁ, w otoku napis: RZECZPOSPOLITA POLSKA, poprzedzony oraz zakończony sześcioma perełkami. Pod lewą łapą orła znak mennicy: MW.
Projektant awersu: Ewa Tyc-Karpińska
Projektant rewersu: Urszula Walerzak[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA