fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Napisałbym rolę dla Krystyny Jandy

Rzeczpospolita
Z Petrem Zelenką rozmawia Karolina Kowalska
[b]Jak się Pan czuje jako kandydat do Oscara?[/b]
Nie czuję się nim w ogóle. Mój film znalazł się zaledwie w gronie obrazów, które Czeska Akademia Filmowa nominowała do nagrody, a to nic nie znaczy. Trzeba pamiętać, że Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej tworzy grupa ludzi bardzo sentymentalnych, którzy wybierają filmy grające na emocjach. Dlatego nie sądzę, by spodobali im się „Bracia Karamazow”. Za mało tu melodramatu. Co innego „Kola” Jana Svěráka, nasz ostatni czeski Oscar, film, który nie mógł nie wzruszyć jurorów.
[b]Mówi Pan, jakby nie zależało Panu na Oscarze.[/b]
W pewnym sensie tak jest. Oscar jest zwykle zwieńczeniem kariery reżysera, ale z tego, co pokazuje historia, działa na niego hamująco. Svěrák po Oscarze przez pięć–sześć lat nie był w stanie nakręcić żadnego filmu. Z tego paraliżu na dobre otrząsnął się dopiero po 10 latach i wtedy zrobił naprawdę coś swojego. Uważam też, że ta nagroda ma znaczenie dla reżyserów produkujących w Ameryce, należących do amerykańskiego, hollywoodzkiego świata filmu. Tylko ich w jakiś sposób pozycjonuje i umożliwia prawdziwy rozwój. Na co Oscar reżyserowi z Europy?
[b]Za statuetką idą często propozycje z Hollywood. Czy Pan, jako reżyser niezależny w swojej twórczości, będący w opozycji do filmowej tandety, dałby się namówić na zrobienie filmu za hollywoodzkie pieniądze?[/b]
Oczywiście, ale pod warunkiem, że dostałbym dobry scenariusz, świetnego operatora, kompozytora i montażystę, ludzi na tyle ciekawych, że można by było stworzyć z nimi coś naprawdę nowego. Na pewno efekt finalny daleki byłby od hollywoodzkiej sztampy. Ale tak naprawdę filmów nie robi się ani dla nagród, ani dla potencjalnych propozycji. Chodzi o osobisty kontakt twórcy i jego odbiorcy. Odbiorcy szczególnego, do którego reżyser chciał przemówić. Chodzi też o szansę na ich późniejszy kontakt i współpracę.
Poprzez filmy przemawiają do siebie sami artyści i poprzez nie się poznają. Na przykład po „Guzikowcach” odezwał się do mnie Terry Jones, reżyser i aktor z grupy Monty Pythona, mój wielki idol. Był zachwycony filmem. Tak zaczęliśmy korespondować, aż zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Niedawno zaproponował mi współpracę przy filmie „The Dog Who Saved the World”. Niestety, projekt upadł. Ale jaka satysfakcja!
[b]Jest Pan wybornym znawcą czeskiej duszy, ale wyraźnie ciągnie Pana do pracy w innych krajach. Nie wspominając o Polsce, w której już Pan niemal mieszka... [/b]
Nie przesadzajmy. Jeszcze nie zamieszkałem w Polsce. Tworzę u was, bo stąd mam propozycje. Nie ukrywam słabości do Polski, ale główną przyczyną moich coraz częstszych i dłuższych pobytów w Krakowie są sprawy zawodowe. Tutaj wyreżyserowałem „Oczyszczenie”. Mam dalsze propozycje. „Bracia Karamazow” są koprodukcją polsko-czeską, co sprawiło, że akcja filmu została umiejscowiona w Polsce i że część ról zagrali polscy aktorzy. Bardzo było mi to na rękę, bo główną rolę – stróża, mógł udźwignąć tylko aktor wybitny. Z kolei przy wybitnym aktorze, który gra postać mało znaczącą, o niskim statusie społecznym, ekipa zazwyczaj bardzo się peszy i zwyczajnie nie jest w stanie zagrać, tak jak grałaby u boku aktora o tym samym statusie czy umiejętnościach. Dzięki temu, że moi czescy aktorzy nie do końca zdawali sobie sprawę, jakiego formatu aktorem jest Andrzej Mastalerz, byli w swojej grze naturalni.
[b]Dla którego z polskich aktorów napisałby Pan scenariusz[/b]
Trochę wstydzę się mówić, bo to tak wielka postać, że nie wiem, czy by go przyjęła. Według mnie osobą, dla której warto stworzyć rolę, jest Krystyna Janda. Fantastyczna. Nie tylko w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy, ale we wszystkim, co robi.
[ramka]Petr Zelenka – ur. w 1967 r. czeski reżyser i scenarzysta, absolwent praskiej szkoły filmowej Famu, w młodości basista grupy punkowej „V noci”. Jego pierwszy długometrażowy obraz „Guzikowcy”z 1997 r. obsypano nagrodami na festiwalach filmowych na całym świecie(cztery czeskie Lwy, Złota Róża w Bergamo, rotterdamski Tygrys). „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” z 2005 r.zostały uznane za najlepszy czeski film roku. Autor m.in.: „Mnaga – Happy end” (1996), „Samotari” (2000) i „Roku diabła” (2002). Specjalnie dla Teatru Staregow Krakowie napisał sztukę „Oczyszczenie”, która miała premierę w ubiegłym roku.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA