fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Stocznie: konieczna ucieczka do przodu

Paweł Szałamacha
Rzeczpospolita, Raf Rafał Guz
Kilkuletnie zabiegi o polskie stocznie zmierzają do końca. Sektor stoi przed niełatwą alternatywą – pisze Paweł Szałamacha, były wiceminister skarbu, prezes Instytutu Sobieskiego
Komisja wydała decyzję uznającą pomoc publiczną otrzymaną przez stocznie za sprzeczną z prawem wspólnotowym, jednak zawiesiła jej wykonanie do czerwca 2009 r. W zamian za odroczenie terminu wykonania decyzji stocznie zostaną postawione w stan likwidacji, a ich majątek sprzedany w częściach niestanowiących zorganizowanego przedsiębiorstwa. Żadna ze zbywanych części nie będzie stanowić zorganizowanej części przedsiębiorstwa, co spowodowałoby związanie nabywcy umowami o pracę zawartymi dziś z pracownikami. Innymi słowy, zostaną sprzedane poszczególne środki trwałe stoczni w kilkunastu lub kilkudziesięciu transakcjach. Przetarg nie może zobowiązywać nabywcy do kontynuacji produkcji statków, wierzyciele zabezpieczeni na majątku powinni zwolnić zastawy. Nie będzie zgody na żadne dodatkowe finansowanie ze strony państwa. Proces będzie nadzorowany przez powiernika wyznaczonego wspólnie przez komisję i rząd RP. Korzyścią dla strony polskiej ma być to, że nabywcy otrzymają majątek nieobciążony obowiązkiem zwrotu pomocy. Cała procedura zostanie zawarta w specustawie, którą w trybie pilnym przyjmie Sejm.
[srodtytul]Scenariusz upadłości[/srodtytul]
Alternatywą jest ogłoszenie upadłości zgodnie z prawem upadłościowym z 2003 r. Wydaje się, że już dzisiaj spełnione są przesłanki złożenia wniosku o upadłość, czyli zobowiązania przewyższają wartość majątku. Gdyby nie kroplówka publicznych pieniędzy, stocznie zaprzestałyby spłacania długów. Upadłość kojarzy się źle, w powszechnym odbiorze to zamykane fabryki, zwolnienia, trwające latami procesy, postindustrialne krajobrazy. Jednak prawo upadłościowe jednoznacznie preferuje sprzedaż przedsiębiorstwa w całości. Artykuł 316 ustawy stwierdza, że „przedsiębiorstwo upadłego powinno być sprzedane jako całość, chyba że nie jest to możliwe”; co więcej, nabywca przedsiębiorstwa nie odpowiada za zobowiązania upadłej firmy. Ciężarem stoczni są nierentowne wieloletnie kontrakty na budowę statków – syndyk ma prawo od nich odstąpić i wykonać tylko te, na których stocznia zarabia. Sprzedaż przedsiębiorstwa może nastąpić równolegle z procesem ustalania listy wierzytelności. Sprawny sąd i syndyk mogą zakończyć procedurę sprzedaży w ciągu trzech – czterech miesięcy.
[wyimek]Dzisiaj spełnione są przesłanki złożenia wniosku o upadłość. Gdyby nie kroplówka publicznych pieniędzy, stocznie zaprzestałyby spłacania długów[/wyimek]
Wdrożenie propozycji Komisji w obecnym kształcie oznacza, że szanse na kontynuowanie działalności stoczniowej na Wybrzeżu są mniejsze niż w klasycznej upadłości. Zerwana zostanie bowiem funkcjonalna całość firmy. Deweloper zainteresowany szczególnie atrakcyjną działką, stanowiącą ułamek wartości firmy, może za nią zaoferować wysoką cenę, ale nie będzie zważał na to, że utracona zostanie spójna ekonomiczna całość. Komisja zapewne ma swoje powody do tak rygorystycznej postawy, ale wynik netto jest jeden – w kolejnym z krajów Europy zaniknie przemysł stoczniowy, a zwycięzcą będą stocznie dalekowschodnie. Dezindustrializacja Polski osłabi pozycję Europy, ucierpi więc także interes wspólnotowy.
[srodtytul]Postawa resortu[/srodtytul]
Dlaczego scenariusz korzystniejszy nie jest przesądzony? Wynika to ze strategii komunikacyjnej Ministerstwa Skarbu Państwa, które decyzję KE o zwrocie pomocy publicznej chce przedstawić jako sukces, oraz obawia się złożenia podpisu pod decyzją o upadłości. Od kilku miesięcy przekaz brzmiał: dogadamy się z Komisją, mamy dobre relacje, znamy się na gospodarce. Należy zrozumieć MSP. Nie jest ono bowiem zwykłym właścicielem, jego pole manewru jest ograniczone przez odbiór społeczny, a obecna ekipa od lat pozycjonuje się wobec głosującej publiczności jako fachowcy od gospodarki. „Wywalczyliśmy pozytywne stanowisko Komisji” – chce powiedzieć resort. Błąd polegał na pozwoleniu na zmęczenie strony polskiej, systematyczne skruszenie jej stanowiska przez doświadczonych urzędników Komisji, starcie poprzez proces negocjacji, wymiany korespondencji i kolejne spotkania. Obecnie, zwrot o 90 stopni, odważne stwierdzenie: „Dziś rano złożyłem wniosek o ogłoszenie upadłości Stoczni Szczecińskiej Nowej i Stoczni Gdynia. Oto powody mojej decyzji:...”, wydaje się poza zasięgiem. MSP preferuje kontynuację dotychczasowej linii, oznacza to kolejne tygodnie wymiany listów, opracowanie ustawy idącej w poprzek obecnemu systemowi prawnemu, napięcia podczas procesu sprzedaży. Przecież gdy zaczną ukazywać się ogłoszenia o sprzedaży kolejnych suwnic, pochylni, budynków, działek, stoczniowcy nie będą siedzieć cicho. Niestety, dla stoczni (i MSP) oznacza to wyrywanie zęba na raty.
[srodtytul]Wsparcie opozycji[/srodtytul]
Scenariusz sensownego i odważnego ratowania przemysłu stoczniowego wymaga trzech elementów: decyzji rządu, postawy pracowników rezygnujących z części uprawnień oraz szybkiego działania wymiaru sprawiedliwości. Syndyk powinien się pojawić w stoczniach w ciągu tygodnia, w miesiąc sporządzić wstępne sprawozdanie dla sądu, a w lutym sprzedać stocznie. Konieczne jest także wsparcie opozycji. Jednocześnie rząd, zarządy stoczni ani sami stoczniowcy nie mogą próbować wyminąć Komisji, tj. próbować ucieczki od wiszącej pomocy poprzez podstawienie kolejnej spółki skarbu jako nabywcy, czyli powielić przykład Stoczni Szczecińskiej Nowej. Prywatyzacja powinna być rzeczywista. Na ucieczkę do przodu nie jest za późno.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA