fbTrack

Świat

Kongres: demokraci pewni zwycięstwa

Jak wielkie będzie zwycięstwo demokratów – oto jedyna niewiadoma odbywających się jednocześnie z prezydenckimi wyborów do Kongresu USA. Sami republikanie mówią wprost: to będzie klęska.
– Nie ulega wątpliwości, że republikanów otacza ciężka wyborcza atmosfera. Mamy do czynienia z niepopularnym prezydentem, kryzysem finansowym, a do tego, jak wynika z sondaży, mniej więcej połowa narodu uważa, że republikanie wciąż rządzą w Izbie Reprezentantów i Senacie – przyznał podczas niedawnej konferencji prasowej senator John Ensign, który koordynuje senackie kampanie republikanów w całym kraju.
Zniesmaczenie wyborców Partią Republikańską było widoczne już wyborach do Kongresu przed dwoma laty, gdy demokraci uzyskali większość w obu izbach. Tym razem stawką gry jest przejęcie przez nich kontroli absolutnej, szczególnie w Senacie, gdzie wyborom podlega w tym roku 35 ze 100 mandatów. Większość z nich to mandaty należące obecnie do republikanów. Wśród demokratów ubiegających się o reelekcję tylko reprezentującej Luizjanę Mary Landrieu może grozić niebezpieczeństwo, choć i ona prowadzi w sondażach. O tym, jak bardzo obecny klimat polityczny sprzyja demokratom, może świadczyć to, że wielu z nich rezygnuje ze starej praktyki odcinania się od prezydenckiego kandydata swej partii w stanach zdominowanych przez republikańskich wyborców. Wielu rozsyła wyborcom w stanach takich jak Karolina Północna czy Tennessee ulotki, na których ich nazwisko stoi tuż obok Obamy.
[wyimek]Nawet sami republikanie nie wierzą już, że mogliby przeważyć szalę na swoją korzyść[/wyimek] Republikanie nie mogą liczyć na wsparcie urzędującego prezydenta, wręcz przeciwnie – starają się unikać wszelkich z nim skojarzeń. Część zaczęła się nawet dystansować od Johna McCaina, zarzucając mu, że nie dba o ich interesy. Widmo porażki zagląda w oczy nawet takim republikańskim weteranom Kongresu jak przywódca mniejszości w Senacie, zasiadający na Kapitolu od 24 lat Mitch McConnell z Kentucky. Największy blamaż grozi innemu czołowemu republikańskiemu senatorowi Normowi Colemanowi z Minnesoty. Coleman ma w sondażach parę punktów straty do znanego i kontrowersyjnego komika Ala Frankena. Jeszcze nie tak dawno od Frankena odwracała się nawet jego własna partia, obawiając się blamażu. Ostatnim argumentem, po jaki sięgają republikanie, by przekonać wyborców, jest potrzeba zrównoważenia sił. Jednoczesne zwycięstwo Obamy oraz triumf jego partii w Senacie i Izbie Reprezentantów oznaczać będzie oddanie całej władzy w ręce jednej siły politycznej – ostrzegają. Ostatnią nadzieją partii na ograniczenie wszechwładzy demokratów w Kongresie jest tak zwany filibuster, czyli zapisana w senackim regulaminie możliwość blokowania przez mniejszość debaty nad projektem ustawy. Filibuster może jednak uchylić większość trzech piątych głosów. Jeśli demokratom uda się osiągnąć tę magiczną liczbę 60 miejsc w Senacie, zepchną republikanów do roli bezsilnego komentatora. [i]Oficjalna strona Kongresu USA: [link=http://www.house.gov]www.house.gov[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL