Sport

Kolejny cios od życia

Adam Seroczyński, kajakarz przyłapany na dopingu podczas igrzysk w Pekinie. Brązowy medalista olimpijski z Sydney
Rz: Wziął pan?
Adam Seroczyński: Nie wziąłem. Dopiero teraz się dowiaduję, czym jest clenbuterol. Sprawdziłem, pytałem znajomych, trenera. Najgorsze jest to, że jak wszyscy mówią, ta substancja w niczym by mi nie pomogła. Jeśli już, to raczej zaszkodziła. Moje sumienie jest czyste. Tylko co z tego. Wiem, że wiele osób uważa mnie za winnego. Jak się pan dowiedział o pozytywnym wyniku testu?
Zadzwonił prezes związku Ryszard Seruga. To było we wtorek po południu. Byłem w głębokim szoku, dzień później już zacząłem myśleć racjonalnie, ale wciąż nie mogę się otrząsnąć. Telefon ciągle dzwoni. Tak medialny nie byłem nawet wówczas, gdy z igrzysk w Sydney wracałem z medalem. Jeśli pan clenbuterolu nie brał, to skąd się wziął w próbce? Różne myśli przychodzą mi do głowy. Podobno clenbuterol jest używany do tuczenia zwierząt hodowlanych i potem zostaje w tym, co jemy. W wersję, że ktoś mógłby mi go dosypać, nie wierzę, choć różne rzeczy się w sporcie dzieją. Dziękuję tym, którzy mimo wszystko mi wierzą. Ja bym się nie posunął do takich rzeczy jak doping. Przede wszystkim: po co? Jestem wicemistrzem świata, to moje trzecie igrzyska, mam już medal, emeryturę olimpijską. Byłem badany dziesiątki razy. Ile razy w Pekinie? Raz, po finale. Pobrano próbkę moczu i krwi. Nawet zapomniałem, że miałem tę kontrolę, tak byłem pewny swego. Wszystkie leki, jakie biorę, zgłaszam lekarzowi, nawet aspirynę. Po finale w Pekinie mówił pan, że Włosi, z którymi przegraliście walkę o medal, byli zaskakująco silni. Nie chciał pan tego komentować, ale sugestia dopingowa była bardzo wyraźna. Wiem, i tym bardziej mi głupio za tamte słowa. Co do Włochów były różne przypuszczenia, a teraz wychodzi na to, że to ja nie grałem czysto. Ale to nieprawda. Będę walczył o swoje dobre imię. Każdy złapany na dopingu mówi, że jest niewinny. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Nie ukrywam się, nie odmawiam nikomu, kto prosi o wywiad, bo chcę powiedzieć głośno, że niczego nie brałem. A jednocześnie mam świadomość, jak to wygląda z boku. Już jakoś się pogodziłem z tym, że z igrzysk wróciliśmy z Mariuszem Kujawskim bez medalu, a tu następny cios od życia. To koniec pana kariery? I bez afery dopingowej oswajałem się już z myślą, że Pekin to będą ostatnie moje igrzyska. O Londynie nawet nie myślałem, zakładałem, że przede mną może jeszcze jeden sezon, na rozpływanie. Teraz czeka mnie inna walka. Będę się odwoływał w Lozannie. Nie chcę, żeby mnie zapamiętano jako tego, który oszukiwał. Ma pan jakichś sojuszników? Na razie pomagają mi Kajetan Broniewski z PKOl i Dariusz Sitkowski z Instytutu Sportu. Chodzi o takie sprawy, jak np. tłumaczenie na angielski prośby o zbadanie próbki B, o co musiałem wystąpić najpóźniej w środę. Niestety, ze strony związku kajakowego nie mam na razie żadnej pomocy. Ale to już temat na inną opowieść.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL