fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Ustawiony przetarg w ministerstwie sprawiedliwości?

Budynek Ministerstwa Sprawiedliwości
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Warunki największego od trzech lat przetargu na rynku elektronicznym wartego 300 milionów złotych zostały tak sformułowane, że może go wygrać tylko jedna firma – ustaliła „Rz” Chodzi o przetarg na system dozoru elektronicznego rozpisany przez ministerstwo sprawiedliwości. Interesował się nim m.in. obecny szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztof Bondaryk
Dozór elektroniczny to odbywanie kary wymierzonej przez sąd poza więzieniem. Skazani otrzymują specjalne obrączki umieszczane na ręce lub nodze, które monitorują, czy skazany nie opuszcza miejsca w którym przebywanie nakazał mu sąd. Najnowocześniejsze urządzenia pozwalają również sprawdzać czy skazany nie zbliża się wbrew zakazowi sądu do określonych osób - np. pedofil do dzieci, czy przestępca do swojej ofiary. Pozwalają też ustalić czy skazany pił alkohol lub przyjmował narkotyki.
Warunki przetargu na system dozoru elektronicznego (SDE) zostały już oprotestowane przez trzy firmy. Wszystkie protesty zostały odrzucone. Jedynym ustępstwem ze strony ministerstwa było przesunięcie o 11 dni terminu składania ofert. Warunki, które trzeba spełnić, zapisane są w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). Przed potencjalnymi oferentami postawiono bardzo wysokie wymagania jeśli chodzi o kondycję finansową - m.in. wyznaczono bardzo wysoką cenę polisy ubezpieczeniowej, jaką musi posiadać firma chcąca wystartować w przetargu. Z drugiej strony wymagania techniczne wobec urządzeń zostały ustalone na bardzo niskim poziomie. Jednak najważniejszym warunkiem sformułowanym w SIWZ jest wymóg posiadania przez oferenta koncesji ochroniarskiej. Wymóg ten wprowadziło ministerstwo. Ustawa stanowi jedynie, że „upoważnionym podmiotem dozorującym może być instytucja państwowa, przedsiębiorca lub podmiot zagraniczny mający siedzibę w Rzeczypospolitej Polskiej, jeżeli jest przedsiębiorcą w rozumieniu prawa kraju rejestracji i spełnia warunki do wykonywania w Rzeczypospolitej Polskiej działalności gospodarczej, który może wykonywać działalność gospodarczą polegającą na wykonywaniu czynności materialno-technicznych związanych z kontrolą”.
W rezultacie warunki przetargu sformułowane przez ministerstwo eliminują w praktyce z przetargu światowego lidera w produkcji urządzeń do monitoringu izraelską firmę Elmotech. Jej rozwiązania zostały wprowadzone w większości krajów, gdzie wprowadzono dozór elektroniczny m.in. w Niemczech, Hiszpanii, Portugalii, Szwecji czy w Estonii. Jako jedyna na rynku oferuje ona wszystkie produkty do monitoringu skazanych od najprostszych pozwalających sprawdzić czy przestępca opuszczał miejsce zamieszkania aż do urządzeń monitorujących czy skazany zbliża się do swoich ofiar lub pije alkohol.
Prezes Elmotechu Guy Greitser w ostatnich dniach przebywał w Polsce. – Warunki przetargu w praktyce wykluczają, byśmy mogli wystartować w przetargu samodzielnie. Promują one natomiast naszą bezpośrednią konkurencję – mówi „Rz” Greitser. Nie chce wymieniać nazwy firmy, która jego zdaniem jest promowana. „Rz” ustaliła jednak, że na rynku urządzeń dozoru elektronicznego w większości krajów głównym konkurentem Elmotechu był brytyjska grupa G4S. Jednak rozwiązania tej firmy do tej pory w przetargach przegrywały z Elmotechem. Głównym rynkiem G4S jest Wielka Brytania, ale nawet tam ma ona konkurencję. Tymczasem warunki przetargu sformułowane w Polsce przesądzają, że Izraelczycy już na starcie są na przegranej pozycji.
Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa oraz autor książki poświęconej dozorowi elektronicznemu „Przestępca na uwięzi”, po przeczytaniu SIWZ uważa, że został on napisany z myślą o Brytyjczykach. – Niewątpliwie firma brytyjska ma w tej dziedzinie doświadczenie. Jednak zdrowsze by było, gdyby miała ona realną konkurencję – mówi „Rz”.
Przetarg budzi też emocje wśród polityków. Katarzyna Piekarska, wiceprzewodnicząca Sojuszu Lewicy Dyplomatycznej za rządów SLD była pionierką pomysłu na wprowadzenie SDE w Polsce. Przyznaje, że na temat tego przetargu docierają ją niepokojące sygnały. – Osobiście prosiłam ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego, by przyjrzał się temu przetargowi – mówi „Rz”.
Systemem Dozoru Elektronicznego interesują się nie tylko politycy. Jak ustaliła „Rz”, jeszcze za poprzedniego rządu SDE było w obszarze zainteresowania obecnego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa Bondaryka. Pracował on wówczas u operatora telefonii komórkowej Era. Sieć telefonii komórkowej obok pozycjonowania satelitarnego GPS jest głównym systemem pozwalającym ustalić pozycję skazanego. Brał on udział w co najmniej jednym ze spotkań poświęconych SDE w ministerstwie sprawiedliwości.
Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Rędziniak, który nadzoruje ten przetarg, odrzuca zarzuty o to, że SIWZ został napisany z myślą o konkretnej firmie. – Wysokie wymagania finansowe wobec oferenta to nic dziwnego w przetargach o tej wartości. Firma, która nie ma polisy o żądanej wysokości zawsze może na potrzeby przetargu się doubezpieczyć. To normalna praktyka – mówi Rędziniak. Twierdzi też, że wymóg posiadania koncesji na działalność ochroniarską nie jest warunkiem zaporowym. – Warunki przetargu pozwalają, by firmy łączyły się w konsorcja. Producenci urządzeń mogą łączyć się z firmami ochroniarskimi – mówi Rędziniak.
Prezes Elmotechu mówi, że stworzenie w tak krótkim czasie konsorcjum mogącego wystartować w przetargu w praktyce w tak krótkim czasie jest niemożliwe – Nie ma szansy by uzgodnić szereg szczegółowych rozwiązań między partnerami w tak krótkim czasie – mówi Greitser.
Minister Rędziniak twierdzi, że przychodząc do resortu już zastał opóźnienia. – Zgodnie z ustawą system musi ruszyć we wrześniu przyszłego roku dlatego terminy są tak napięte – mówi.
Przedstawiciel G4S dyrektor ds. rozwoju Jerzy Bochenek potwierdza, że jego firma weźmie udział w przetargu. – Owszem weźmiemy udział w postępowaniu przetargowym spełniamy bowiem warunki określone przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Mogę równocześnie zapewnić, że nie braliśmy w jakikolwiek sposób w przygotowaniu warunków określonych przez ministerstwo – mówi „Rz” Bochenek.
System dozoru elektronicznego to rodzaj wirtualnego więzienia. Skazani dostają specjalne obrączki umieszczane na ręce lub nodze, które monitorują, czy nie opuszczają oni miejsca, w którym nakazał im przebywać sąd. Najnowocześniejsze urządzenia pozwalają też sprawdzać, czy skazany nie zbliża się wbrew zakazowi sądu do określonych osób – np. pedofil do dzieci czy przestępca do swojej ofiary. Dzięki nim można również ustalić, czy wirtualny więzień pił alkohol lub brał narkotyki.
Najczęściej na elektroniczny dozór skazywane są osoby, które pierwszy raz dopuściły się przestępstw. Karze się nim też sprawców drobnych przestępstw, np. kradzieży, bójek, jazdy po pijanemu. Dzięki temu, że nie idą do więzienia, lepiej przebiega ich resocjalizacja. Elektroniczny dozór uważa się też za receptę na rozładowanie tłoku w zakładach karnych.
—ceg
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA