fbTrack

Społeczeństwo

Kto burzę zbiera

Dziennik Wschodni
Wzór wzięli z amerykańskich łowców tornad. Śledzą dane w Internecie, analizują je i ostrzegają przed załamaniami pogody. Już dziś na polskich łowców burz powołują się media
Dzień w dzień studiują mapy, analizują dane z instytutów meteorologii, patrzą w niebo. I czekają. Kiedy ich czujność zostaje nagrodzona, wydają komunikat: Łowcy burz ostrzegają – nadchodzą burze, niewykluczone tornada.
Najwięcej miejsca poświęcają możliwym skutkom załamania pogody. „Połamane i wyrwane z korzeniami drzewa, uszkodzone budynki, zerwane lub uszkodzone linie energetyczne, przerwy w dostawach energii elektrycznej, zniszczenia w uprawach rolnych, czasowo nieprzejezdne drogi, zalania piwnic i podpiwniczeń, podtopienia” – ostrzeżenie z ostatniego poniedziałku brzmi jak współczesna wersja księgi Apokalipsy. Lubią podkręcić, wyolbrzymić, dawkować napięcie. Piszą więc o lejach trąb powietrznych, które „zaowocowały straszliwymi stratami w ludziach, jak i dobrach osobistych i mienia publicznego”. Mimo to zyskują sławę w mediach. Na informacje i ostrzeżenia z ich strony powołują się czasem największe polskie portale internetowe. Łowcom przyświeca szczytny cel. „Działamy dla dobra ludzkości (społeczeństwa, kraju)” – piszą na stronie internetowej. W perspektywie zaś być może także dla świata – organizacja utrzymuje bowiem kontakty z kolegami z USA i Niemiec.
Łukasz Kempa, 22-letni wiceprezes organizacji, mieszkający w Muszynie student ochrony środowiska, nie kryje satysfakcji. – Skąd się wziął pomysł? Pooglądało się trochę zagranicznych reportaży i pojawiło się pytanie: dlaczego w Polsce taki ruch miałby nie istnieć? – mówi. Działają od ubiegłego roku. Wzory czerpią z USA. To tam obywatele wpadli na pomysł, by wzajemnie informować się o zagrożeniach związanych z pogodą. Amerykańscy łowcy burz (storm chaser’s) rosną w siłę wraz z każdym kolejnym huraganem. Kataklizmy, powodzie, nawałnice i tornada sprawiły, że pogoda należy do tematów najbardziej interesujących Amerykanów. Wielu więc chce robić na tym biznes. Warren Faidley reklamuje się jako pierwszy dziennikarz tropiący burze. Poświęca wiele godzin gonieniu wiatru po bezdrożach i poszukiwaniu odpowiedniego fotograficznego ujęcia grozy żywiołu. Plon pracy sprzedaje na pniu. Miliony ludzi, siedząc wygodnie w kapciach przed ekranem, mają potrzebę obcowania z budzącymi dreszcze piorunami i rozdzierającymi niebo błyskawicami. Faidley wydaje też albumy ze zdjęciami oraz poradniki, jak przeżyć podczas burzy. Polscy łowcy burz o czerpaniu zysku ze swoich zainteresowań na razie tylko marzą. Nie tracą wszak nadziei – klimat na kataklizmy dopiero się rozkręca. Grzegorz Zawiślak, 16-letni licealista z podwarszawskiej Zielonki, każdą wolną chwilę spędza przy komputerze, by pozyskiwać dane ze stron meteorologicznych. Ma poczucie życiowej satysfakcji, bo ostatnią burzę przewidział bezbłędnie, i to – jego zdaniem – lepiej niż zajmujący się tym profesjonaliści. – W Zielonce drzewa z korzeniami wyrywało – opowiada. Łukasz żywiołów się nie boi. Pamięta swoją ekscytację w chwili, gdy był świadkiem nagłego rozpętania się burzy. – Poczułem się, jakbym ją wywołał –mówi. Dziś wie, że żywioł nie pojawia się bez uprzedzenia. Mimo zaangażowania członków, a może właśnie z jego powodu, polskie stowarzyszenie łowców burz nie może powstać. Zbyt silne panuje wśród nich napięcie. Instytut Meteorologiii Gospodarki Wodnej chce współpracowaćz łowcami burz Ci, którzy łowili razem w ubiegłym roku, teraz pokłócili się i podzielili na dwa zespoły. Wiernych łowców burz pozostało dziewięciu i brakuje kilku podpisów do rejestracji stowarzyszenia. A ci, którzy odeszli, stworzyli konkurencyjną Grupę Meteo. Łowcy szukają więc współpracowników, lecz wymagania są wyśrubowane. Potrzeba informatyków oraz reporterów. I wreszcie osób, które będą potrafiły „wyłapywać tworzenie się komórek burzowych i śledzić ich przebieg”. Nie wszyscy jednak potrafią docenić te rzadkie umiejętności. „Jedno wielkie sianie zamętu i paniki, bardzo źle to o was świadczy”. „Łowcy burz to gwarancja najbardziej niewiarygodnej prognozy pogody. Zawsze zapowiadają tornado, silne burze, powodzie i inne bzdury, a jest piękna pogoda” – piszą internauci. Wiceprezes Kempa przyznaje: – Podziękowań brak. I tylko Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – krytykowany przez łowców za opieszałość w publikowaniu prognoz – patrzy na wyrastającą mu pod bokiem młodą konkurencję z zaciekawieniem. Mieczysław Ostojski, dyrektor Instytutu, ma żal, że łowcy – choć korzystają z prognoz IMiGW – w komunikatach nawet się o tym nie zająkną. Ich twierdzenia, że w prognozowaniu są od Instytutu skuteczniejsi, przyjmuje z pobłażaniem. – Jeśli ktoś twierdzi, że jest w stanie lepiej ostrzegać na podstawie opóźnionych danych z radarów, to nazwę to zarozumialstwem –mówi. Jednak wyciąga rękę do zgody. – Chcemy zaproponować im współpracę, może to być na przykład stworzenie klubu – zapowiada. Strona organizacji polskich hobbystów www.lowcyburz.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL