fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogdan Musiał odpowiada „Gazecie Wyborczej”

W weekendowym wydaniu „Rz” z 2 – 4.05.2008 roku opublikowałem artykuł „Niewinny Stalin i źli Polacy”.
Skrytykowałem w nim Włodzimierza Borodzieja, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, między innymi za to, że pomija fundamentalny udział Stalina w procesie decyzyjnym prowadzącym do ustanowienia granic na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz związanych z tym wysiedleń / wypędzeń zamieszkałej tam ludności niemieckiej. Ponadto zwróciłem uwagę na spowijającą go legendę syna dyplomaty, podczas gdy w rzeczywistości jego ojciec był wysokim oficerem wywiadu SB.
Z moim tekstem polemizowali w „Gazecie Wyborczej” Adam Leszczyński (5 maja, „Historyk Musiał szuka niemieckich agentów”) Robert Traba, dyrektor Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, współprzewodniczący Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej (7 maja, „Historia według Bogdana Musiała”), Jerzy Kochanowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego (12 maja, „Z historyka prokurator”). List kilkudziesięciu historyków w obronie Włodzimierza Borodzieja opublikowała „Gazeta Świąteczna” z 10 – 11 maja.
Robert Traba zarzuca mi między innymi obsesyjną niechęć do wszystkiego, „co ma związek z szeroko rozumianą lewicowością”. Jakie jednak wytłumaczenie znalazłby dla faktu, że od 1989 do 2005 roku byłem członkiem SPD (Niemiecka Partia Socjaldemokratyczna)? Z SPD wystąpiłem po przejściu Gerharda Schrödera (byłego przewodniczącego SPD) do Gazpromu. Może dostrzegłby w tym – po leninowsku – moją dwulicowość, zaprzaństwo i renegactwo?
Robert Traba zechciał wypomnieć mi też moje „proletariackie pochodzenie”. Rzeczywiście urodziłem się w rodzinie chłopskiej, w Polsce byłem „zwykłym robotnikiem”, górnikiem dołowym, niemającym nawet polskiej matury. Moja socjalizacja naukowa miała miejsce w Niemczech Zachodnich, po ucieczce z PRL w 1985 roku.
Faktem jest także, iż poznałem SB i przedstawicieli komunistycznego aparatu, wraz z ich pogardą dla „prostych robotników”, dosłownie i w przenośni „od dołu”. Nie rozumiem, dlaczego Robert Traba widzi w tych doświadczeniach źródło domniemanych urazów i fobii. Wydawać by się mogło, że w wolnej Polsce takie doświadczenia powinny być traktowane co najmniej równoprawnie z doświadczeniami ludzi wywodzących się z uprzywilejowanych w PRL kast społecznych. Chyba że troska o robotników, wyrażona nawet w nazwie Komitetu Obrony Robotników, była efektowną, zręcznie skrojoną fasadą.
Moi adwersarze zarzucili mi również niegodne „grzebanie się w przeszłości”, wręcz PRL-owską mentalność i pisanie paszkwili. Ale fałszywe legendy mają to do siebie, że samym swym istnieniem wręcz prowokują do krytycznej ich weryfikacji. W Niemczech wykrywanie powiązań znanych naukowców, intelektualistów i polityków czy to z narodowym socjalizmem, czy też ze Stasi, jest traktowane jako niezbywalny element demokracji. Po doświadczeniach ostatnich lat, kiedy to jeden po drugim pękały jak bańki mydlane kolejne posągowe „autorytety moralne”, moi adwersarze powinni się z tym jednak już trochę oswoić.— Bogdan Musiał
Tekst ten jest wyrazem osobistych poglądów autora, który jest pracownikiem naukowym BEP IPN. Listu nie chciała wydrukować „Gazeta Wyborcza”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA