fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Kaucją w wiatraki

Elektrownia wiatrowa w Pucku
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Firmy, które chcą produkować zieloną energię, będą wpłacać kaucje.Resort gospodarki chce tak rozwiązać problem tzw. blokowania mocy. W grę wchodzi nawet 3,7 mld złotych
Nowelizacja prawa energetycznego, nad którą pracuje resort gospodarki, wprowadzi obowiązek płacenia kaucji w momencie składania przez firmy chcące produkować zieloną energię wniosku o przyłączenie do sieci. Za każdy kilowat mocy miałoby to być 100 zł.
Propozycja zbulwersowała branżę. – Inwestorzy wpłacać będą niebotyczne kwoty: dla projektowanej farmy 30 MW jest to 3 mln zł. Oczywiście pożyczą tę sumę w banku, podnosząc w ten sposób koszt projektu, i niechybnie podniosą ceny dostarczanego produktu – energii elektrycznej – wskazuje Jarosław Mroczek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej. Obowiązek płacenia kaucji przez potencjalnych inwestorów składających wnioski o wydanie warunków przyłączenia popiera natomiast PSE Operator. – Wprowadzenie zaliczkowych opłat ma na celu ograniczenie zjawiska blokowania rozwoju energetyki odnawialnej przez podmioty, które po bezpłatnym uzyskaniu warunków przyłączenia nie realizują inwestycji przez dozwolony prawem okres dwóch lat – wskazuje Stefania Kasprzyk, prezes PSE Operator.
Do produkcji energii ze źródeł odnawialnych przymierza się w Polsce kilkadziesiąt podmiotów. Wprowadzony w Polsce system wspierania tego typu produkcji gwarantuje im wysokie wpływy ze sprzedaży energii i tzw. zielonych certyfikatów. I choć teraz moc farm wiatrowych wynosi nie więcej niż 300 MW, to w skali całego kraju uzgodniono już oraz wydano warunki przyłączenia dla farm wiatrowych na ponad 4 tys. MW. Jeszcze bardziej imponująco przedstawiają się zapowiedzi przyszłych inwestycji. Według PSE Operator warunki ekspertyz przyłączenia uzgodniono dla farm wiatrowych na 36 743 MW. Gdyby wszystkie firmy miały zapłacić kaucje, ich łączna kwota wyniosłaby prawie 3,7 mld zł. – Nie ma jakichkolwiek analiz wskazujących, że wprowadzenie tego rodzaju odpłatności zmieniałoby cokolwiek w kolejce podmiotów ubiegających się o warunki przyłączenia – mówi Jarosław Mroczek.
Dodaje, że nie wszyscy inwestorzy zrealizują inwestycje, a zdecydowaną większość z nich wyeliminują prawa rynku. Firmy dystrybucyjne nie kupią bowiem więcej zielonej energii, niż muszą: na każdy rok są już ustalone limity. Do roku 2010 nie może być przyłączonych więcej niż 2500 MW, a do roku 2020 – 12 tys. MW energii z alternatywnych źródeł.
Ministerstwo Gospodarki będzie się starało pogodzić interesy obu stron. Zbigniew Kamieński, dyrektor Departamentu Energetyki w MG, nie zamierza wycofywać się z pomysłu zaliczek. – Analizujemy sprawę ich wysokości, stawki nie są jeszcze przesądzone – mówi „Rz”.
Do rozstrzygnięcia pozostaje jednak wiele innych kwestii: kto powinien pobierać zaliczki, czy podlegają one przepisom o VAT, jakie będzie oprocentowanie rachunków.
W styczniowym projekcie nowelizacji przewidywano, że zaliczka nie podlegałaby zwrotowi, gdyby umowa nie została zawarta z winy inwestora. W dodatku nie miałby on prawa odsprzedania warunków przyłączenia innemu podmiotowi. W ten sposób uzbierane fundusze PSE miałby przeznaczać na rozbudowę sieci. Ale na taki zapis może się nie zgodzić Komisja Europejska.
Kontrowersje wzbudził także pomysł, by PSE Operator wykonywał ekspertyzy możliwości przyłączenia nowych podmiotów do sieci. Zdaniem przedsiębiorców nie ma możliwości odwołania się od takiej decyzji i sprawdzenia jej przez niezależne podmioty. Firmom nie podobało się ponadto, że przy zwrocie zaliczki byłaby ona pomniejszona o koszty ekspertyzy (maksymalnie 300 tys. zł).
Resort zapowiada, że niedługo przedstawi do konsultacji nowy projekt nowelizacji prawa energetycznego.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: m.kozmana@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA