fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Smok Wawelski anonimowo mi powiedział

Rzeczpospolita, Andrzej Krauze And Andrzej Krauze
Ostatnio coraz częściej mi się zdarza, że zasiadając do komputera, aby napisać felieton, muszę przełamywać jakąś instynktowną ochotę – wręcz przymus – napisania o rzeczach sielskich i pogodnych. O wyidealizowanym dzieciństwie. O Polsce Jagiellonów. O utopii. O podróży po Hiszpanii. O zwiedzaniu włoskich trattorii w Toskanii. O sztuce renesansu. O przyrządzaniu homara po kardynalsku. O udanych stosunkach pozamałżeńskich oraz wszelkim innym spełnieniu. O życiu godnym i pogodnej śmierci.
Natomiast z najwyższą niechęcią biorę się do obowiązków i myśli współczesnego Polaka, czyli do pisania o Polsce dzisiejszej i jej życiu politycznym. Po prostu trzewia skręcają mi się w grajcarek i dostaję zeza rozbieżnego na samą myśl, że za chwilę będę musiał recenzować aktualia, pisać o Zbigniewie Chlebowskim, Ewie Kopacz, Waldemarze Pawlaku i Przemysławie Gosiewskim. I o całej reszcie tej ogładzonej i nieogładzonej hałastry także. Być może to sygnał, że się starzeję. Ale nie sądzę. Przypuszczam, że jestem w takiej samej sytuacji jak większość rodaków, piśmiennych i niepiśmiennych. Każdy chciałby się uchwycić czegoś pozytywnego, miłego, optymistycznego, co zachęcałoby do wstania rano z łóżka i pozwalało zasnąć w miarę spokojnie wieczorem. Bardzo trudno jednak, siedząc przed telewizorem albo czytając gazetę z dzisiejszą datą, rozmyślać spokojnie o wielkim dziedzictwie kultury europejskiej, o postępie i świetlanej przyszłości. Sokrates był wielkim filozofem, ale w telewizji i w radiu mówią, a w gazetach piszą o Donaldzie Tusku na Machu Picchu. To przeszkadza w byciu nie tylko dumnym Europejczykiem, ale i skromnym Polakiem.
Patrzę na tę naszą politykę narodową, realizowaną nie w parlamencie, nie w rządzie, ale w studiach telewizyjnych, i coraz bardziej ciągnie mnie do bajek. Do tego, aby ludzi opisywać pod postacią zwierząt, z nadzieją, że zwierzęta się nie obrażą, a zwłaszcza mój pies i paru jego kolegów. A także do postaci baśniowych, do Smoka Wawelskiego, bliźniaków Wyrwidęba i Waligóry, 12 śpiących rycerzy (kontyngent można zwiększyć jak w Afganistanie), elfów, rusałek, Draculi, wilkołaków, dziwożon, białych dam, diabła Boruty i Twardowskiego na kogucie, co to siadł w końcu przed kamerą telewizyjną i wszystkich tumani i przestrasza.
Z satysfakcją stwierdzam, że nie tylko mnie ciągnie do bajek, króla, księżniczek i życia dworskiego. W sobotę przeczytałem sobie obfitą relację z życia dworaków spisaną z ich własnych zwierzeń przez kolegów z "Dziennika". Przyzwyczaiłem się już dawno, że obcokrajowcy udzielają informacji polskim dziennikarzom tylko anonimowo. "Jak powiedział naszemu korespondentowi wysoki urzędnik UE, zastrzegając sobie anonimowość, Polacy nie nadają się do Europy i zostaną z niej decyzją Komisji Europejskiej usunięci". "Jak dowiedział się nasz wysłannik od pragnącego zachować anonimowość pracownika Białego Domu, Polska wyprodukowała w elektrowni Możejki pierwszą bombę atomową".
Teraz ten obyczaj przeniósł się na stosunki wewnętrzne. Cała Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego pytluje, biada, wskazuje na błędy i niedociągnięcia, ale anonimowo. Wynika z tego, że podobnie jak Bruksela i Waszyngton, Pałac Prezydencki przy Krakowskim Przedmieściu też stał się oazą odwagi cywilnej, honoru i godności. Doganiamy świat, a dziennikarze zajmujący się polityką wewnętrzną doganiają swoich kolegów, specjalistów od polityki zagranicznej. Za informatorów mają Tajnych Współpracowników.
Nie będę ukrywał, że poczułem rozgoryczenie. Mnie nikt nigdy czegoś takiego nie powiedział. A co to, jestem gorszy od Pawła Reszki (współautor tekstu w "Dzienniku" – przyp. red.)? Nie można do mnie zadzwonić i poskarżyć się na panią Bochenek? Albo napisać charakterystykę minister Fotygi, żebym choć mógł, powołując się na poufną wiedzę, napisać bajeczkę o Babie Jadze?
Znam trochę polityków, niektórzy nawet nieco się łaszą, ale żeby coś ujawnili, to nie. Trzymają to dla konkurencji. To ładnie tak? Napić się to każdy, owszem, chętny, ale skroić przy tej okazji komuś kurtę, to już nie jestem dobry? No to teraz pijcie sobie sami, najlepiej maślankę.
Postanowiłem wziąć sprawę we własne ręce i samemu wymyślić parę anegdot z życia władzy. Anonimowych. Kto to sprawdzi? Opowiadał mi pracownik Kancelarii Premiera, że stosunki między Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną są napięte. Jako ilustrację przytoczył następujący incydent: pewnego dnia obaj politycy szli korytarzem i premier się potknął. Spojrzał surowo na swego zastępcę i rzekł: – No, Schetyna, uważaj! Miałem zamiar wymyślić jeszcze kilka takich kwiatków, kiedy przypomniałem sobie, że jeden jedyny raz dostałem list od prominentnego polityka. Nie napiszę kiedy, bo nie chcę stwarzać przesłanek do identyfikacji autora. List był wyraźnie sygnowany jako prywatny. Autorem był jeden z szefów jednej ze służb specjalnych, a list był dość melancholijny. Nigdy go nie wykorzystałem, a i teraz zacytuję – anonimowo – tylko mały fragment. Za to wciąż aktualny.
Pretekstem był mój felieton. "Otóż lektura tegoż budzi we mnie refleksję, która nieomal od pierwszych dni pracy w służbach specjalnych pojawia się, kiedy zastanawiam się nad istotą tej instytucji oraz nad jej historycznym ciężarem stereotypu. Co służby mają wiedzieć? Zewsząd dochodzą oczekiwania, że wszystko. A zatem zewsząd płynie nadzieja, że powróci paradygmat SB – 25 tysięcy ludzi na etatach plus dziesiątki tysięcy tajnych współpracowników zainteresowanych technologią produkcji kiełbasy, życiem erotycznym działaczy ZMS oraz nastrojami ludzi pracy (...) Ku mojemu zdumieniu PRL tkwi najsilniej nadal w oczekiwaniach wobec służb. (...) A może po prostu natura obywatelska bardziej skłonna jest nurzać się w tradycji autorytarnej, niż sprzyjać demokracji i państwu prawa?".
Smutne refleksje, ale co gorsza obawiam się – zwłaszcza widząc, co dzieje się wokół służb i ze służbami – jeszcze dziś bardzo prawdziwe.
Powiedział mi anonimowo Smok Wawelski, który też ma teczkę w IPN i był TW o kryptonimach Szewczyk i Dratewka, że jakość dziewic ostatnio bardzo się popsuła i że rząd ani prezydent nic w tej sprawie nie robią. Niewykluczone, że mamy do czynienia z celowymi działaniami prowadzącymi do prywatyzacji dziewic, które przecież stanowią nasz skarb narodowy. Ktoś się tym powinien zająć. Wawelski na komisarza rządu do spraw dziewic!
Autor jest felietonistą i publicystą dziennika "Fakt"
Skomentuj na blog.rp.pl/rybinski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA