Polityka

Szare eminencje Donalda Tuska

Rzeczpospolita
Jest ich pięcioro. Największe wpływy ma Grzegorz Schetyna, ale to Michała Boniego premier zawsze słucha
Najbardziej znany w gronie zaufanych premiera jest oczywiście Schetyna, wicepremier i szef MSWiA, a także sekretarz generalny Platformy. Od lat uważany za osobę numer dwa w PO i głównego rozgrywającego. W partii odgrywał też rolę złego policjanta w odróżnieniu od dobrego, czyli przewodniczącego PO.
Zdaniem krytyków Tusk bez Schetyny by nie istniał. Jest świetnym i zarazem bezwzględnym organizatorem. We wszystkich resortach umieścił swoich ludzi, jeśli nie na stanowiskach ministrów, to przynajmniej doradców. – Ma od nich informacje na bieżąco, wie, co się dzieje w resortach – mówi jeden ze współpracowników premiera. Ale dodaje: – Jako minister, w przeciwieństwie do wielu innych członków rządu, nie przysparza kłopotów premierowi, tylko je rozwiązuje. Mimo doskonałych umiejętności organizacyjnych, szefując ministerstwu-molochowi, ma coraz mniej czasu na bycie pierwszym przy uchu Tuska.
Z tego m.in. powodu coraz większe wpływy u szefa rządu ma Rafał Grupiński, formalnie sekretarz stanu w Kancelarii Premiera ds. kontaktów z parlamentem. To właśnie Schetyna wciągnął przed laty konserwatystę Grupińskiego w krąg liberałów. Dawno temu działali razem w Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego. Grupiński kontaktami z parlamentem niespecjalnie się zajmuje. Pracuje nad nową ustawą medialną i personalnymi zmianami w mediach powiązanych ze Skarbem Państwa, takich jak telewizja i radio publiczne, „Rzeczpospolita” (Skarb Państwa ma 49 proc. udziałów). Jemu przypisuje się autorstwo jednego z najnowszych pomysłów, jak odwołać prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego. Grupiński zainteresował się też specsłużbami i bezpieczeństwem energetycznym. To on miał podpowiedzieć, aby w Kancelarii pełnomocnikiem ds. służb specjalnych został Jacek Cichocki, szef Ośrodka Studiów Wschodnich. To Grupińskiemu przypisuje się zainspirowanie premiera, by ten zamiast wicepremiera Pawlaka stanął na czele zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego kraju. Osobą, która ma stały dostęp do premiera i komfort rozmowy z nim w cztery oczy, jest Michał Boni, szef zespołu doradców. Tak naprawdę jest superministrem. W resortach ekonomiczno-społecznych żadna z decyzji nie jest podejmowana bez konsultacji z Bonim. – Bez niego rząd w ogóle by nie myślał – twierdzi prominentny biznesmen, przez lata związany ze środowiskiem Tuska. – Gdy Boni wychodził z negocjacji ze służbą zdrowia, one natychmiast zamierały – dodaje. W politycznych kuluarach krąży opowieść: „Są tylko dwie osoby w kancelarii, które naprawdę pracują: Michał Boni i Zbigniew Derdziuk (minister-szef Komitetu Stałego Rady Ministrów). Problem w tym, że pierwszemu z nich premier ufa, a drugiemu nie”. – Boni to filar, podpora, osoba mająca ogromne zaufanie premiera – ocenia jeden ze współpracowników szefa rządu. Sytuacja jest o tyle pikantna, że Boni, choć wstąpił na początku lat 90. do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, w kampanii prezydenckiej 1995 r. stał po drugiej stronie barykady niż Tusk (wówczas wiceszef Unii Wolności). Kandydatem UW na prezydenta był Jacek Kuroń. Szefem jego sztabu wyborczego został Boni. Tusk uważał Kuronia za błędny wybór – ze względów ideowych (nadmierne socjalne nastawienie kandydata i jego skłonność do negocjowania wszystkiego ze wszystkimi), jak i osobowościowych. W krytykowaniu Kuronia pierwsze skrzypce grał Grupiński, który pisał m.in. w „Rz”, że jego kampania jest „fatalną kampanią warcholstwa części lewicowych polityków z warszawskiego salonu”. Z tych tekstów Grupińskiego Tusk był bardzo zadowolony. Po latach Tusk i Boni znaleźli jednak wspólny język. Boni był głównym autorem programu PO w ostatniej kampanii. I gdyby nie jego kłopoty lustracyjne, jego formalne stanowisko w rządzie byłoby znacznie wyższe. Zupełnie nieznani są Wojciech Duda i Anna Olszewska. Oboje to doradcy w gabinecie politycznym szefa rządu. Duda, równolatek premiera i przyjaciel od czasów studenckich, w wolnej Polsce był (i nadal jest) redaktorem naczelnym „Przeglądu Politycznego”. To opiniotwórcze pismo środowiska liberałów, które zaprasza na łamy tuzy intelektualne. Przez lata siedzieli ściana w ścianę w jednej z gdańskich kamienic. Tusk miał tam swoje biuro parlamentarne, a Duda wydawał „Przegląd”. Razem uprawiali polityczne biesiadowanie, czyli coś, co premier lubi najbardziej. – Rozmawiali o polityce, oglądali w telewizji sport, mogli zapalić cygarko i napić się wina – opowiada były prominentny polityk PO. Ten opis jest jednak bardziej adekwatny do tego, jak Tusk obcuje ze swoim tzw. dworem. – Zgadzam się z opinią, że Duda jest najbliższym przyjacielem Tuska – uważa gdański liberał i europoseł Janusz Lewandowski. – Dla każdego środowiska taka osoba jest skarbem. To niezwykle wartościowa postać, nie uczestniczy w politycznym wyścigu szczurów, jest świetnym wydawcą i ma olbrzymi urok osobisty – mówi Lewandowski. Formalnie Duda jest doradcą ds. polityki historycznej. Ma się zajmować m.in. powołaniem muzeum II wojny światowej w Gdańsku. W kancelarii ma swój gabinet. – Bywa regularnie – mówi rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka. Duda nigdy nie kandydował w wyborach. Ale doradza Tuskowi w sprawach politycznych. Gdy w 1997 r. wybuchł spór, kto ma kandydować do Sejmu z pierwszego miejsca w Gdańsku – Tusk czy Lewandowski, Duda poradził Tuskowi, by startował do Senatu, a wtedy zostanie wicemarszałkiem tej izby. I tak się stało. Z kolei Anna Olszewska to doradca, a tak naprawdę megasekretarka. Przez kilkanaście lat była dyrektorem biura Tuska w Gdańsku. – Bez Ani Donald nie potrafiłby wyjść z domu – żartuje Paweł Piskorski. Mirosław Drzewiecki uważa Olszewską za „idealnego łącznika w wielu sprawach”. Jeśli ktoś z bliskich i zaufanych chce dotrzeć do premiera, robi to za pośrednictwem Olszewskiej. Od czasu, gdy pracuje w Warszawie, Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera, nie ma już monopolu na dopuszczanie do ucha szefa rządu. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki m.subotic@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL