fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Miejscowe plany nie działają wstecz, ale urzędnicy próbują je tak stosować

Fotorzepa/Jakub Ostałowski
Miejscowy plan nie działa wstecz. Urzędnicy nie mogą żądać większej ilości miejsc parkingowych dla bloków wybudowanych na długo przed jego uchwaleniem ani stosować innych sztuczek.

Dla inwestorów miejscowe plany to prawdziwe utrapienie. Pełne są nieprecyzyjnych sformułowań i błędów, co utrudnia uzyskanie pozwolenia na budowę. Bywa i tak, że urzędnicy próbują stosować je wstecz.

Spółdzielnia Mieszkaniowa Ruda postanowiła wybudować pawilon handlowy na terenie starego osiedla mieszkaniowego.

– Mamy kłopoty z uzyskaniem pozwolenia na budowę – mówi Dariusz Śmierzyński, jej prezes. – Urzędnicy zażądali uzupełnienia dokumentacji o bilans miejsc parkingowych dla tego osiedla. Jako podstawę prawną podali miejscowy plan z 2002 r. Tymczasem bloki zostały wybudowane w latach 70–90. ubiegłego wieku na podstawie obowiązujących wówczas przepisów. A wtedy wymagania co do liczby miejsc parkingowych przypadających na poszczególne bloki były inne, znacznie mniejsze. Przecież to absurd. Nie można stosować planu wstecz – uważa prezes Śmierzyński.

– To prawda – przyznaje prof. Zygmunt Niewiadomski , dyrektor Instytutu Prawa i Polityki Przestrzennej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Ogólna zasada jest taka, że przepisy, także te miejscowe, nie działają wstecz. Oznacza to, że mają zastosowanie tylko do nowych inwestycji oraz rozbudowy istniejących już obiektów.

– Jak to jednak często bywa – zastrzega prof. Zygmunt Niewiadomski – diabeł tkwi w szczegółach. – To, że obok istniejących już bloków powstaje pawilon handlowy, może mieć wpływ na liczbę miejsc parkingowych dla okolicznych mieszkańców, a żądanie bilansu może mieć charakter czysto informacyjny.

Bywa jednak i tak, że urzędnicy stosują różne sztuczki, gdy dana inwestycja im się nie podoba.

Miejscowe plany potrafią też zawierać nieprecyzyjne sformułowania oraz błędy, co utrudnia uzyskanie pozwolenia na budowę.

– Jeden z miejscowych planów zezwalał na budowę wysokich budynków. Na tej podstawie moja klientka wystąpiła o wydanie pozwolenia na budowę – relacjonuje Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana. Dodaje, że urzędnicy nie chcieli go wydać, mimo że spełniła wszystkie wymagania przewidziane w prawie budowlanym. – Okazało się później, że w sprawie jest drugie dno. Nad działką przelatują bowiem samoloty, a tak wysoki budynek byłby dla nich niebezpieczny. W trakcie prac nad tym planem zapomniano zaś o tym szczególe – mówi dyrektor Berdysz.

Efekt tych niedociągnięć jest taki, że właściciele posesji skarżą na potęgę do sądów administracyjnych miejscowe plany. Prawo do tego daje im art. 101 ustawy o samorządzie gminnym.

Najpierw więc wzywa się radę gminy do usunięcia w terminie 60 dni naruszeń prawa, a gdy wezwanie pozostaje bez odzewu, wnosi się skargę do sądu.

Sąd może wyeliminować wadliwe zapisy planu, co nierzadko robi.

– Co do pozwoleń na budowę zasada jest taka, że jeżeli spełni się warunki z prawa budowlanego, urzędnik musi je wydać. Jeżeli się przed tym wzbrania, można zawsze odwołać się do wojewody, a wtedy na ogół wygraną ma się kieszeni – twierdzi dyrektor Mariola Berdysz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA