Piłka nożna

Barcelona - Manchester Utd: prawie jak finał

Manchester United w ćwierćfinale nie dał szans Romie. Na zdjęciu Wayne Rooney i Cristiano Ronaldo cieszą się z bramki w Rzymie.
AFP
Poobijana Barcelona stanie naprzeciw rozpędzonego Manchesteru. Mimo to, takiego składu finału Ligi Mistrzów życzyłoby sobie wielu kibiców na świecie.
Gdy z boiska schodził bohater pierwszego meczu przeciwko Schalke Bojan Krkić, na trybunach Camp Nou rozległy się gwizdy i powiewały białe chusteczki. Czarę goryczy przepełnił remis z Getafe w ostatniej kolejce ligowej 0:0. Holender jest w pełni świadom uczuć kibiców. - Wiem, że gwizdy były przeznaczone dla mnie. Jestem zadowolony z Bojana, bo zagrał świetny mecz. Cieszę się, że nasi fani okazują mu taką sympatię - powiedział po meczu. Nawet zdobycie mistrzostwa Hiszpanii może go nie uratować przed utratą posady, o czym świadczy przypadek Fabio Capello z poprzedniego sezonu. Dlatego jeśli Rijkaard chce pozostać w klubie powinien wygrać finał, bo jak zwolnić trenera najlepszej drużyny świata? Przed półfinałami z Manchesterem United jest jednak bardzo ostrożny i mówi tylko, że ma nadzieję na świetne widowiska - Teraz naszym zadaniem jest jak najlepsze przygotowanie się do dwóch ważnych meczów, przeciwko drużynie która jest w świetnej formie.
Dużo odważniejsi są jego piłkarze. - Dlaczego nie mielibyśmy marzyć o grze w finale? W końcu jesteśmy Barceloną, jednym z największych klubów świata - zapowiada Samuel Eto’o. Skłócona wewnętrznie drużyna w tej kwestii wydaje się jednomyślna i dodaje otuchy trenerowi, który ma prawo bać się własnego cienia. - Do składu wracają kontuzjowani wcześniej zawodnicy i oczekuję naszego zwycięstwa - odgraża się kapitam Carles Puyol, który sam nie zagra w pierwszym meczu na Camp Nou, z powodu nadmiaru żółtych kartek. Puyol ma na myśli przede wszystkim Leo Messiego, który w klubie powoli przejmuje rolę skłóconego ze wszystkimi Ronaldinho. Stadion Barcelony bardzo dobrze kojarzy się trenerowi Manchesteru, Aleksowi Fergusonowi. To tam w 1999 roku jego drużyna pokonała Bayern Monachium 2:1, strzelając obie bramki w doliczonym czasie gry. - W roku, w którym sięgnęliśmy po trofeum w fazie grupowej spotkaliśmy się z Barceloną. Dwa razy padał wynik 3:3 - wspominał Ferguson. Przypomniał jednak również, że kilka lat wcześniej na tym samym stadionie dotkliwie przegrał z Barcoloną (0:4).
Finał pamiętają również Gary Neville i Paul Scholes, którzy rozpoczęli spotkanie z Romą na ławce rezerwowych. Ten pierwszy wrócił wczoraj na boisko po wielomiesięcznej przerwie, spowodowanej kontuzją. Ten drugi nie zagrał, bo Ferguson czuł się na tyle mocny, by nie wystawić również Cristiano Ronaldo i Wayne’a Rooneya. Oszczędzał ich siły na ligę, w której jego drużyna prowadzi, ale ma tylko trzy punkty przewagi nad Chelsea, a w najbliższej kolejce gra z Arsenalem, który jest trzeci. Ferguson jest zachwycony swoją drużyną. - Jest coś wyjątkowego w tym zespole. Chcemy pojechać na Camp Nou i pokazać jacy jesteśmy dobrzy. Trener Manchesteru również cieszy się na myśl o tym, z kim będzie rywalizował w następnej rundzie. - Barcelona jest wspaniałą drużyną, ale nie możemy się nastawiać tylko na przeszkadzanie im. Musimy grać "na tak" - twierdzi. Ferguson wie, że jego drużyna jest faworytem, ale woli głaskać dumę katalońskiego giganta niż ją drażnić. Najgroźniejszy jest ranny lew.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL