fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wynik ważny dla całej Afryki

Kolejka do głosowania w Daurze (północ kraju), rodzinnym mieście Muhammadu Buhariego, kandydata opozycji na prezydenta
AFP
Nowy prezydent, nieważne chrześcijanin czy muzułmanin, będzie śmiertelnym wrogiem dla dżihadystów.

Największym zagrożeniem dla Nigerii – kraju w połowie chrześcijańskiego, w połowie muzułmańskiego i na dodatek bardzo różnorodnego pod względem etnicznym i językowym – są dżihadyści z Boko Haram, aktywni w mordowaniu i porywaniu ludzi na północnym wschodzie. Ich celem jest kalifat na terenie Nigerii.

W weekend fundamentaliści islamscy próbowali zakłócić wybory prezydenckie i parlamentarne (w Nigerii głowa państwa jest jednocześnie szefem rządu, dlatego media skupiają się na tych pierwszych). To Boko Haram przypisywano zabicie w sobotę kilkunastu osób. Co najmniej dwoje ludzi zginęło też na południu, w ważnym dla przemysłu naftowego stanie Rivers. Opozycja zrzuciła odpowiedzialność za ich śmierć na zwolenników walczącego o reelekcję prezydenta Goodlucka Jonathana.

Głównym powodem przedłużenia o jeden dzień wyborów (miały się odbyć tylko w sobotę) były jednak problemy techniczne. Zawiodły urządzenia rozpoznające odciski palców, a na podstawie takiej kontroli daje się wyborcom karty do głosowania. Kłopoty z nowym czytnikiem miał nawet prezydent Jonathan. W wielu lokalach wyborczych trzeba było wrócić do starej, czasochłonnej metody sprawdzania. Ci, którym się nie udało zagłosować w sobotę, mogli spróbować w niedzielę.

Gdzie są uprowadzone?

Po raz pierwszy od ponad pięciu dekad niepodległości szanse urzędującego prezydenta i kandydata opozycji uchodziły za wyrównane. Co po ogłoszeniu zwycięstwa jednego z nich może doprowadzić do wybuchu niezadowolenia zwolenników przegranego.

57-letni prezydent Jonathan walczył z Muhammadu Buharim. Pierwszy jest chrześcijaninem z południa, drugi muzułmaninem z północy. 72-letni Buhari, kandydat opozycyjnego Kongresu Postępowego (APC), nie jest nowicjuszem. To generał, były dyktator (rządził w pierwszej połowie lat 80.), w czasach demokratycznych próbował trzykrotnie sił w wyborach prezydenckich. Bez skutku.

– Jak sobie radzić z Boko Haram, to najważniejszy temat tych wyborów. Wielu Nigeryjczyków uważa, że prezydent Jonathan działa zbyt wolno i bez determinacji – mówi „Rz" Sola Tayo, ekspertka Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (Chatham House) w Londynie.

Już prawie dwa lata upłynęły od porwania przez dżihadystów z Boko Haram 219 uczennic szkoły w Chibok na północnym wschodzie. Sprawa przykuła uwagę całego świata, potępiano Boko Haram, a w miarę upływu czasu – pojawiły się oskarżenia nigeryjskich władz o bezczynność.

W mediach społecznościowych tysiące znanych ludzi wzięły udział w kampanii na rzecz uwolnienia porwanych uczennic, z napisem: #BringBackOurGirls wystąpiła m.in. żona prezydenta USA Michelle Obama. To wszystko nic nie dało. – Wciąż są zaginione, nie wiadomo, czy Boko Haram wciąż je przetrzymuje, czy sprzedał je jak niewolniczki – podkreśla Sola Tayo.

Czy dla skuteczności walki z Boko Haram ma znaczenie, jakiego wyznania jest prezydent? Może łatwiej byłoby muzułmaninowi? – Nie. Boko Haram jest przeciwko rządowi, niezależnie od tego, kto na jego czele stoi: chrześcijanin czy muzułmanin – uważa ekspertka Chatham House.

Miliarderzy i biedacy

Drugi ważny temat to gospodarka, a przede wszystkim jej uzależnienie od ropy naftowej (daje ponad połowę zysków z eksportu i ponad dwie trzecie pieniędzy, którymi dysponuje rząd). Na ropie powstają tu wielkie majątki, przez ropę część kraju jest potwornie zanieczyszczona. Z nią wiążą się afery korupcyjne.

Brytyjski tygodnik „The Economist" napisał, że co najmniej 100 tysięcy baryłek ropy dziennie kradną kartele, zapewne powiązane z lokalnymi politykami i służbami mundurowymi. To ponad 5 proc. całego wydobycia. Dwa lata temu odsunięty od władzy szef banku centralnego twierdził, że z kasy państwowej w tajemniczy sposób zniknęło 20 mld dolarów pochodzących z zysków z ropy.

Wybory obserwowali z uwagą Afrykanie z innych krajów. Komplikacje powyborcze odbiłyby się na połowie kontynentu.

Nigeria jest nie tylko najludniejszym krajem Afryki (175 mln mieszkańców), ale ma też największą gospodarkę. PKB wynosi 594 mld dolarów, druga na kontynencie RPA ma 341 mld (dane MFW z 2013 r.).

Bogactwo z autopsji znane jest jednak nielicznym, nierówności społeczne są tu ogromne. Nigeryjczyk Aliko Dangote jest najbogatszym człowiekiem Afryki i najbogatszym czarnoskórym na świecie (15,7 mld dolarów). Na liście „Forbesa" w pierwszej dwudziestce kontynentu jest trzech bogaczy z Nigerii, więcej pochodzi tylko z RPA i Egiptu.

Co ciekawe, Dangote jest jedynym nigeryjskim miliarderem, który nie dorobił się na ropie, lecz na cemencie, mące i cukrze. Ma jednak poważne naftowe plany. I pewnie je zrealizuje, niezależnie od tego, kto wygra. Choć miejscowe media sugerowały parę dni temu, że zagłosuje na obecnego prezydenta. Jest zresztą członkiem rządzącej Ludowej Partii Demokratycznej (PDP).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA